Rozdział 18. Rozmowy i wyjaśnienia

Człowiek może znieść bardzo dużo, lecz popełnia błąd, sądząc, że potrafi znieść wszystko.
— Fiodor Dostojewski


Severus patrzył, jak Harry wybiega z pokoju. Przez długi czas potrafił jedynie stać odrętwiały, próbując przetrawić to, co przed chwilą zobaczył. W końcu wziął drżący oddech i przeczesał dłonią włosy.

Był tak zaślepiony wściekłością, że zupełnie zapomniał o własnym postanowieniu. Czy tego chciał, czy nie, chłopak był jego synem. Severus nie mógł już dłużej zasłaniać się pokrewieństwem z Jamesem Potterem. Własna hańba ciążyła na nim.

Nie zamierzał chłopca tak traktować, ale jedyne, o czym potrafił myśleć, to jak wielki musiał mieć ubaw, grzebiąc w najbardziej intymnych i kompromitujących momentach z życia znienawidzonego nauczyciela. Był przekonany, że zrobił to ze złośliwości albo zwyczajnej bezmyślności. W myślodsiewni znajdowało się wszystko, czego nie miał nigdy zobaczyć, a mimo to wspomnienia, które Severus tak skrzętnie ukrywał przed każdą lekcją oklumencji, zostały wystawione na pośmiewisko. Wystarczyło jedynie, że na chwilę opuścił Prince Manor po dostaniu pilnego wezwania od Albusa.

Jednak nawet po tym wszystkim zostawienie chłopca bez jedzenia nie było jego celem. Także wtedy, gdy Harry zlekceważył postawioną karę i przyszedł do laboratorium. Jedynym sensownym rozwiązaniem wydawało się pokazanie, że wszystko ma swoje konsekwencje, ale mimo że zaklęcie rzucone na drzwi uniemożliwiało ich otworzenie, pozwalało jednocześnie wyjść podczas posiłków. Widocznie Harry zaspał i myślał, że przez cały czas był zamknięty.

Teraz Severus nie miał innego wyboru, jak naprawić obecną sytuację. Był głową rodu. To na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za wychowanie i stan chłopca.

Najpierw jednak musi porozmawiać z Dumbledore'em.

Polecił Milly przynieść do pokoju Harry'ego śniadanie, odblokował kominek i wrzucił w palenisko garść proszku Fiuu. Następnie wetknął głowę w ogień. Jak zwykle o tej porze dyrektor przebywał w gabinecie. Na widok ponurej miny Snape'a rzekł:

— Skusisz się na filiżankę herbaty, Severusie? Przyda mi się przerwa, a domyślam się, że masz coś ważnego do powiedzenia.

Severus skinął krótko i wycofał się, by przejść.

Po pięciu minutach dwie filiżanki parującej herbaty i salaterka pełna herbatników z cukrem stały na biurku. Severus jednak był zbyt poruszony, żeby usiąść.

— Może najpierw opowiesz, co się stało? — zagadnął Dumbledore.

— Wiedziałeś, że przed pójściem do Hogwartu Potter mieszkał w komórce pod schodami?

Srebrne brwi uniosły się na czubek głowy.

— Doprawdy?

Snape zatrzymał się tak gwałtownie, aż poły czarnej szaty zawirowały wokół kostek.

— Tak czy nie?

Dumbledore pogładził brodę w zamyśleniu.

— Nie miałem o tym pojęcia do czasu, gdy Harry sam mi powiedział kilkanaście dni temu. Nie wiem, jaki adres widniał na jego pierwszym liście z Hogwartu, bo coroczne spisy podręczników są wysyłane automatycznie. Znam jednak ostatni. Po tym jak księga nie odnotowała doręczenia listu, musiałem poprosić Hagrida o zajęcie się tą sprawą osobiście. Ówczesny adres, jeśli pamięć mnie nie myli, brzmiał: „Podłoga. Chata na skale. Morze”. Dziwne miejsce jak na wakacje, przyznam, ale kultura mugoli różni się od nas. Wiesz, że niektórzy rodzice specjalnie wysyłają dzieci na obozy przetrwania, bo chodzenie po bagnach czy spanie pod gołym niebem jest dla nich atrakcją?

Snape prychnął. Przeszedł kilka kroków wte i wewte, a następnie rzekł z frustracją:

— To odrażające, Albusie! To poniżej jakiejkolwiek karygodności, by dziecko spało w komórce. Barbarzyńscy mugole. Nie wierzę, że Arabella niczego nie zauważyła. Przecież miała mieć go na oku!

Dumbledore westchnął.

— Czasami na prośbę Petunii opiekowała się Harrym przez kilka godzin, więc widziała z pierwszej ręki, że Dursleyowie nie zaakceptowali chłopca w pełni i traktowali go gorzej niż własnego syna. Mimo to wydawał się być zwyczajnym, zdrowym chłopcem. Nie było nic, co wymagałoby mojej interwencji.

— Wszystkie święta spędzał w Hogwarcie. To co najmniej podejrzane, że dziecko nie chce wracać do własnego domu.

— Jakoś nie przeszkadzało ci samemu ignorować ten fakt — zauważył Dumbledore, co wywołało rumieniec na policzkach Snape'a. Czarodziej pokręcił głową, jakby wyrzucając z niej natrętną myśl, po czym zapytał rzeczowo: — Co chciałbyś, żebym zrobił? Zabrał go stamtąd ze świadomością, że Voldemort wciąż żyje? Mało tego, że ukrywał się w Hogwarcie tuż pod moim własnym nosem? Poza tym chyba nie muszę tłumaczyć, jak ważne są więzy krwi w czarodziejskim świecie. Rodzina zawsze ma pierwszeństwo do opieki.

Twarz Severusa wykrzywiła się gorzko. Wszyscy wiedzieli, jaki bywał Tobiasz, ale nikt nie interesował się na tyle, żeby coś zrobić. Miejsce żony było u boku męża, a dziecka u boku matki.

— Co jeszcze zobaczyłeś? Po twoim zachowaniu wątpię, że to wszystko.

— Poza zamykaniem w komórce bez jedzenia? — zapytał Severus z sarkazmem. — W ogóle o niego nie dbali. Żadne z nich, ani Petunia, ani jej wielorybi mąż. Własnego syna rozpieszczali do granic przyzwoitości, kiedy Harry nie miał zupełnie nic. A ten… — przełknął z trudem — ten obrzydliwy mugol podnosił na niego rękę. Raz zbił go pasem za to, że nie chciał pozostać zamknięty w komórce!

Zacisnął dłonie w pięści. Jeśli Vernon Dursley by żył, już Severus by się postarał, żeby pożałował własnych narodzin. Severus nie był miłym człowiekiem ani wzorem cierpliwości i nieraz był bliski wybuchnięcia. Ostatnie dwa dni stanowiły wystarczający dowód jego haniebnych błędów. Ale bicie dziecka? Severus nigdy przenigdy nie zniżyłby się do czegoś takiego.

— Gdybyś miał wybór, posłałbyś go tam po raz drugi? — zapytał cicho.

— Gdybym wiedział, że jesteś jego ojcem, posłałbym go do ciebie.

— Nie o to pytałem.

— Nie, nie o to.

Przez chwilę w gabinecie panowała cisza.

— Bardzo chciałbym powiedzieć, że nie zrobiłbym tego. Nie sprawia mi przyjemności patrzenie na cierpienia innych ludzi. Nie napawa mnie dumą fakt, że przezwyciężyli trudności, które nie powinny ich spotkać. Ani nie jest mi obojętny widok dziecka przekonanego, że świat o nim zapomniał. Jednak ze śmierciożercami na wolności próbującymi odszukać swojego pana, jak również szukającymi zemsty? Kiedy nie wiadomo było komu ufać? Do kogo miałbym go posłać? Co jeśli zostałaby wybrana niewłaściwa rodzina? Co jeśli przez to Harry nie przeżyłby nawet roku? Longbottomowie też wydawali się być chronieni i jaki los ich spotkał? Nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że inne rozwiązanie byłoby lepsze.

Snape milczał. Jakkolwiek był zły na tamtych mugoli i całą sytuację, gdybanie było bezcelowe. Gdyby Lily powiedziała mu prawdę, mógłby zaopiekować się Harrym od samego początku. Gdyby Dumbledore wiedział, jacy byli Dursleyowie, to może posłanoby chłopca do lepszej rodziny. Ale gdyby Harry trafił do nieodpowiednich czarodziei. Gdyby Lucjusz użył wpływów, żeby dostać chłopca w swoje ręce. Gdyby śmierciożercy zaszantażowali opiekunów, by wydali dziecko. Gdyby idąc ulicą, zostali zaatakowani. Co wtedy?

Gdy wracał do Prince Manor, wszystko zaczęło wskakiwać na swoje miejsce. To jaki Harry był chudy, jego niepewność, obawy i te wszystkie drobne, dziwne rzeczy, których źródła Severus nie mógł zrozumieć. Cały sens ucieczki ukazał się jak na dłoni i nagle zdał sobie sprawę, że oczekiwano od niego takiego samego traktowania jak na Privet Drive. Oczekiwano nawet, że nie żywiąc żadnej miłości i nie kryjąc się z niechęcią, Severus posunie się nawet dalej. Jego żołądek skręcił się na myśl, że niemal doszło do tego, aby podniósł na chłopca rękę. Nie sądził, że po tym odzyskałby zaufanie. Gdyby miał być ze sobą szczery, nie sądził, że nawet teraz je odzyska.

Czemu wcześniej tego nie zauważył? Był taki pewny, że Harry'ego rozpieszczano i obchodzono się jak z księciem. Ale jego krnąbrność, lekkomyślność i nieposzanowanie zasad nie były wynikiem ulgowego traktowania, a zwykłym brakiem poświęcenia uwagi. Znał Petunię z dzieciństwa i owszem, nie cierpiał tej małej jędzy, ale była siostrą Lily. Nigdy nie przypuszczał, że zaniedbywałaby dziecko własnej siostry.

Nagle Mroczny Znak zapiekł. Snape syknął i przeklął siarczyście. Niemal zapomniał, że miał dziś dostarczyć eliksir. Czarny Pan musiał zacząć się niecierpliwić, skoro wysłał osobiste wezwanie.


* * *


Snape aportował się na wzgórzu Avebury, tuż przed bramą dworu, i przemaszerował do sali na pierwszym piętrze, gdzie Voldemort zwykł przyjmować śmierciożerców. Kiedy czarne oczy napotkały zwężone niczym u gada źrenice, skłonił się nisko i wyciągnął z kieszeni szaty kryształową fiolkę.

— Panie, przyniosłem to, o co mnie prosiłeś.

Zimne, pająkowate palce dotknęły jego własnych, co niemal wywołało mimowolny dreszcz. Natychmiast opuścił dłoń i obserwował w ciszy, jak Voldemort unosi eliksir do światła, oceniając jego jakość i sposób przygotowania. Wkrótce nikły uśmiech wykrzywił pozbawione warg usta.

— Dobra robota, Severusie.

Snape pochylił głowę pokornie.

— Dziękuję, panie.

Czarny Pan wskazał na boczną komnatę i obaj skierowali się do gabinetu pełnego ksiąg oraz pożółkłych pergaminów. Po niedbałym machnięciu różdżką na biurku pojawiła się karafka z koniakiem i dwie szklanki. Trunek napełnił naczynia, które następnie poszybowały do właścicieli.

— A teraz przejdźmy do najważniejszego. Co masz mi do przekazania, Severusie?

Snape był na to przygotowany.

— Dumbledore nie zdradził Zakonowi, gdzie ukrył Pottera — powiedział spokojnie, ukrywając prawdę za pomocą półkłamstw. Dopóki oklumował umysł i nie łgał bezpośrednio, nie istniało wielkie zagrożenie wykrycia fałszu. Wszak Albus nie powiedział całemu Zakonowi o miejscu pobytu Pottera, a jedynie wybranym osobom. — Wybadałem innych członków, ale nikt nic nie wie. Dumbledore nie chce ryzykować.

— Czy chłopiec przyjedzie do Hogwartu?

Severus pokręcił przecząco głową.

— Potter nie pojawi się. Przyczyną jest stan zdrowia po wydarzeniach w ministerstwie.

Dłoń Voldemorta zacisnęła się na poręczy krzesła. Nie był zadowolony z tej informacji.

— Jeśli nie pójdzie do Hogwartu — wycedził złowrogim tonem — szanse na porwanie go będą jeszcze mniejsze niż poprzednio! Podróż pociągiem czy szkolny wypad do Hogsmeade są idealnymi okazjami do zorganizowania ataku. — Zastukał palcami w podłokietnik, zapewne knując, jak obrócić tę niefortunną sytuację na swoją korzyść. Severus milczał, ściskając w dłoni niemal pełną szklankę. — Zastanawia mnie jedno… — kontynuował Voldemort w zastanowieniu. — Jak niespełna piętnastoletni chłopiec mógł rzucić tak potężne zaklęcie? Przeżycie Avady Kedavry… tak, to akurat można wyjaśnić. Ale potężna transformacja to zupełnie co innego. Ktoś podszywał się pod Pottera? Eliksir wielosokowy?

— Panie… jeśli mi pozwolisz… — zaczął Severus napiętym głosem. — Pod koniec trzeciej klasy Potter w pojedynkę obronił siebie i Blacka przed setką dementorów; coś, co jak wiadomo, większość uznaje za niemożliwe. Nie twierdzę, że jest potężnym czarodziejem. Jego mierne wyniki w nauce stanowią wystarczający dowód — dodał z niesmakiem. — Zdaje się jednak, że do pewnego rodzaju magii ma powinowactwo… Nie można wykluczyć, że jest to wynik ochrony zapewnionej przez matkę. Takie incydenty nie są niemożliwe, szczególnie w obrębie magii, o której wciąż tak mało wiemy.

— Tak, magia miłości — wypluł Czarny Pan jak coś obrzydliwego.

— Czy jestem ci do czegoś jeszcze potrzebny, panie?

— Czekaj na kolejne instrukcje. Nie kontaktuj się, dopóki nie dostaniesz wezwania, chyba że otrzymasz informacje o pobycie chłopaka.

— Oczywiście.

— Możesz odejść.


* * *


Harry nie był pewny, jakim sposobem wrócił do pokoju. Szum uszach zagłuszał wszystko i widział jak przez mgłę. Wiedział jedynie, że w pewnym momencie znalazł się na łóżku i po prostu płakał. Dlaczego wszyscy tak go nienawidzą? Dlaczego chociaż raz nie może być dobrze? W tym momencie bardzo pragnął mieć przy sobie kogoś bliskiego, a świadomość nierealności tego pragnienia tylko łamała mu serce.

Był zupełnie sam. Po raz kolejny naprawdę był zupełnie sam.

Ledwo zarejestrował pojawienie się Milly, która zostawiła na stoliku tacę ze śniadaniem. To zdziwiło go na tyle, że na chwilę przestał płakać, ale z jakiegoś powodu ten uczynek wszystko pogorszył. Jednak krótko po jej zniknięciu ktoś zapukał i Harry zamarł, wpatrując się z obawą w drzwi.

Syriusz oraz Remus pojawili się w progu i Harry zupełnie się rozsypał.

Następnie poczuł silne objęcie i usłyszał spanikowany głos, na przemian pytający, co się stało, oraz mruczący pocieszające słowa. Za każdym razem zaczynał zdanie od „Snape” i na tym się kończyło, ponieważ głos odmawiał mu posłuszeństwa.

— Remusie, zrób coś — błagał Syriusz bezradnie. — Ten drań musiał mu coś zrobić.

— Nie czuję niczego. Z Harrym wszystko w porządku.

— W porządku! — wykrzyknął Syriusz z oburzeniem.

— Wiesz, co mam na myśli!

— Ciii, już dobrze. Wszystko będzie dobrze…

Cały stres oraz emocje ostatnich dni znalazły w końcu ujście i zdawało się, że nie będą miały końca. Tak więc Syriusz trzymał Harry'ego, pozwalając mu się wyżalić, nawet jeśli nie rozumiał źródła tego żalu. Zwyczajnie siedzieli razem, aż w pokoju dało się słyszeć jedynie pociąganie nosa i okazyjną czkawkę. Czasami łzy ponownie spływały, gdy przypominał sobie ostatnie dni, jednak ciepłe objęcie i dłoń miarowo głaszcząca włosy wreszcie uspokoiły go, wprowadzając w stan wyczerpania i apatii.


* * *


Severus stał pod pokojem Harry'ego od dobrych trzech minut. Jak Dumbledore może oczekiwać, że będzie dobrym ojcem? Pewnie, wszystko było lepsze od tamtych godnych pożałowania mugoli, ale czterech lat wzajemnej niechęci i nieporozumień nie da się przełamać ot tak. Wiedział, że nie będzie łatwo, kiedy zgodził się na przyjęcie na siebie odpowiedzialności, ale dopiero teraz zdał sobie sprawę, ile naprawdę czeka go pracy i wysiłku.

W końcu zapukał do drzwi. Ledwo słyszalny odgłos umilkł i zapadła długa cisza.

— Pr-proszę.

Gdy przekroczył próg, przywitał go tak przykry widok, że ledwie zarejestrował dwóch niezapowiedzianych gości. Dzieciak był w totalnej rozsypce. Włosy, ostatnio przestające przypominać ptasie gniazdo, sterczały w kompletnym nieładzie, a twarz miał zapuchniętą od płaczu. Jednak to spojrzenie zielonych oczu było największym ciosem. Takie samo spojrzenie Severus nosił w towarzystwie własnego ojca — pełne ostrożności i zranienia. Jedną sprawą jest robienie za tego złego w celu utrzymania żelaznej dyscypliny podczas lekcji eliksirów, żeby bachory nie pozabijały się przez własną nieuwagę, ale prawdziwy strach własnego dziecka to zupełnie co innego.

— Ty skurwielu, zabiję cię!

To było jedyne ostrzeżenie, jakie otrzymał, zanim pięść skolidowała z jego twarzą. Zupełnie zaabsorbowany nie zwracał uwagi na Blacka stojącego obok łóżka. Lupin wykrzyknął coś, czego nie dosłyszał, bo w następnej sekundzie on i Black runęli na ziemię. Severus sapnął, gdy kilka uderzeń trafiło prosto w żołądek, ale nie pozostawał dłużny, wymierzając piękny cios w prawe oko i kolejny w szczękę. Właśnie przymierzał się do kopnięcia w krocze, kiedy potężne zaklęcie rozdzieliło ich. Oszołomieni spojrzeli w kierunku wściekłego Lupina, celującego różdżką. Harry natomiast obserwował wszystko wielkimi oczami, zbyt zszokowany, by choćby drgnąć.

— Macie w tej chwili się uspokoić, zrozumiano? Inaczej przeklnę was tak, że Dumbledore was nie pozna.

Kiedy Lupin dorobił się jaj?, pomyślał Snape, i jakim cudem on i kundel się tu znaleźli? Mieli przyjść dopiero jutro. I nagle przypomniał sobie, że w pośpiechu zostawił kominek otwarty. Przepięknie. Ze wszystkich możliwych dni musieli wybrać akurat ten na niespodziewaną wizytę. Dzień robił się coraz gorszy…

Syriusz zebrał się z podłogi i wypluł:

— Harry, zabieramy cię stąd. Pakuj się.

— Nigdzie go nie zabierzesz, Black — wysyczał Snape, również wstając.

Mimo groźby wilkołaka próbował wyłowić z rękawa różdżkę.

Lupin odchrząknął, pokazując, że jest obecnie posiadaczem różdżek zarówno Snape'a, jak i Blacka.

Kiedy to się stało?

— Wiedziałem, że tak będzie, wiedziałem! — wrzeszczał Black. — Co zrobiłeś Harry'emu, łajdaku?!

— Nie twój interes — warknął Snape. — Poza tym nie muszę ci się tłumaczyć.

— O nie, jestem jego ojcem chrzestnym! Mam prawo wiedzieć, co z nim robisz!

— Dobry Salazarze, Orion Black musiał być naprawdę paskudnym człowiekiem, skoro tak martwisz się o chrześniaka — skontrował z brzydkim uśmiechem na twarzy.

Syriusz pobladł ze złości.

— Nawet się nie waż!

Remus stanął między nimi.

— Severusie, wiemy, że coś jest nie w porządku. Zależy nam Harrym, dlatego chcemy wiedzieć, w czym tkwi problem. Jeszcze niedawno wypłakiwał oczy, wyraźnie poruszony czymś, co było związane z tobą.

Snape skrzyżował ramiona na piersi i spojrzał na Lupina z odrazą. Będzie przeklęty, jeśli zdradzi im sytuację z myślodsiewnią. Z drugiej strony nie pozbędzie się ich bez pójścia na pewne ustępstwa. Opuścił ręce i przybrał neutralny wyraz twarzy. Opanowanym głosem wyjaśnił:

— To sprawa między mną a Potterem. Zapewniam cię, że nie dzieje mu się krzywda. Po prostu poróżniły nas nieporozumienia, które musimy wyjaśnić.

Remus przytaknął, oceniając jego szczerość.

— Dobrze. Syriuszu, idziemy.

— Co?!

— Nie zostawiajcie mnie! — wykrzyknął Harry, zrywając się z łóżka i kurczowo łapiąc chrzestnego za rękaw. — Pr-proszę, ni-nie zostawiajcie mnie!

Był przerażony. Jak bardzo Snape musi być teraz wściekły? Po tym jak Syriusz niemal pobił go i rozpętał awanturę? Na pewno myśli, że Harry zafiukał ze skargą i to wszystko jest jego winą. Co Snape zrobi, gdy wyjdą? Boże, to się nie dzieje. To się nie może dziać. Nagle zrobiło mu się słabo, a po czole spłynęła strużka potu. Przez głowę przeszła mu myśl, czy to nie znak nadciągającego ataku postcrusiatusowego.

Lupin wyglądał, jakby był rozdarty.

Syriusz pokręcił głową i przycisnął Harry'ego do boku w ochronnym geście.

— Nie zostawię go.

Lupin zerknął na Blacka, ale ten ponownie pokręcił głową. Powiedział łagodnie:

— Syriuszu, nie mamy prawa. On jest jego ojcem.

Mężczyzna jedynie spojrzał na Snape'a wyzywająco.

— Przysięgnij, że będziesz go traktował jak należy. Inaczej nie wyjdę.

Snape przełknął, a następnie skinął krótko.

— Przysięgam.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Następnie Syriusz przyklęknął na jedno kolano i złapał ramiona Harry'ego. Patrząc mu prosto w oczy, powiedział:

— Czarodziejska przysięga to nie byle co. Zobaczysz, będzie dobrze. Dziś utnę sobie pogawędkę z Dumbledore'em, a jutro wrócę, żeby sprawdzić, czy na pewno wszystko jest okej. Pamiętaj, nie jesteś sam, dobrze?

Harry zamrugał kilkakrotnie, a następnie przytaknął ze zrezygnowaniem.

Lupin oddał Severusowi różdżkę.

— Zafiukaliśmy w pewnej sprawie, ale kominek był otwarty, więc postanowiliśmy przejść. Nie jest to jednak tak ważne, żeby nie zaczekało do jutra.

Po tych słowach drzwi zamknęły się za nimi.

Harry usiadł na łóżku ze wzrokiem wbitym w podłogę i objął się ramionami. Przez chwilę Severus obserwował go. Nie dość, że ostatnie wydarzenia były jedną wielką katastrofą, to jeszcze Lupin i Black wtrącili się we wszystko. Całe szczęście, że niedługo zaczyna się rok szkolny. Wtedy Black będzie mógł co najwyżej porozmawiać przez Fiuu.

— Milly — powiedział w przestrzeń i czekał na pojawienie się skrzatki. — Przynieś mi podręczny zestaw eliksirów.

Milly natychmiast wykonała rozkaz. Severus chwycił torbę i zaczął w niej szperać. W końcu wyłowił cztery fiolki. Zawartość pierwszych dwóch opróżnił sam — eliksir przeciwbólowy (mięśnie brzucha i lewa strona twarzy piekły go jak sto diabli) oraz leczniczy (w celu uniknięcia malowniczych siniaków), a dwie pozostałe podał Harry'emu.

— Niebieski jest na uspokojenie nerwów. Zielony znasz dobrze, to dawka eliksiru regenerującego nerwy. Po dzisiejszym dniu przezornie będzie wziąć jedną teraz i wieczorem drugą, zgodnie z planem. — Harry jedynie wpatrywał się w fiolki. Czy w ogóle usłyszał, co Severus powiedział? Mężczyzna był w rozterce, jak teraz postąpić. — Weź je, proszę, i wtedy porozmawiamy.

Słowo „proszę” najwyraźniej podziałało, bo Harry wypił oba eliksiry. Różnica była natychmiastowa. Ramiona rozluźniły się, a oddech wyraźnie uspokoił. Severus rzucił bezróżdżkowe zaklęcie, żeby oczyścić twarz chłopca. Harry wzdrygnął się na muśnięcie magii, a następnie dotknął policzka, marszcząc brwi.

Przelotnie Severus dziękował niebiosom, że muszą zmagać się z kolejnym atakiem postcruciatusowym. Oznaczało to, że leczenie przynosi coraz większe efekty, ale po napięciu ostatnich dni nawet lekki stres może stać się przysłowiowym gwoździem do trumny. Przez najbliższy czas konieczne będzie, aby mieć chłopce na oku.

Usiadł na łóżku, choć w pewnej odległości, i przeszedł do najtrudniejszego zadania.

— Jestem ci winien przeprosiny. Moja reakcja… — zacisnął dłoń na kolanie — była wynikiem pogwałcenia prywatności w najgorszy z możliwych sposobów. Byłem rozgniewany i wziąłem odwet. Nigdy nie pałaliśmy do siebie sympatią, ale jestem dorosłym i to na mnie spada odpowiedzialność za niedopatrzenia, jak również za wychowanie. Traktuję obowiązki poważnie, a jednak oceniłem sytuację niewłaściwie. Przed wyjściem powinienem zabezpieczyć myślodsiewnię lub przynajmniej pozwolić ci się wytłumaczyć. — Severus zwęził usta. — Nie podoba mi się fakt, że zajrzałeś do myślodsiewni, choćby niechcący, ale ja również przekroczyłem granice, gdy celowo szukałem najgorszych wspomnień. To nie jest cel naszych zajęć, więc nie powinienem nadużywać twojego zaufania.

Harry podkurczył nogi i opierając podbródek na kolanach, objął je ramionami. Wciąż nie patrzył na Snape'a.

— Nie byłem świadom twojej sytuacji w domu — kontynuował, powodując u chłopca wzdrygnięcie. — Choć może trudno w to uwierzyć, nie zamierzałem traktować cię ten sam sposób. Zaczarowałem drzwi, żeby otwierały się podczas posiłków. Jednocześnie zabroniłem Milly wykonywać twoje polecenia, obawiając się, że zrobisz coś głupiego lub ponownie zignorujesz zakaz. Skrzaty biorą komendy co do litery, co spowodowało, że sądziła, iż zabraniam jej pomagania w razie potrzeby. Moje zachowanie było niezwykle surowe, ale nie zamierzałem karać cię brakiem jedzenia ani też nie zapomniałem o tobie.

Snape westchnął, kiedy Harry starał się ukradkiem wytrzeć świeże łzy.

— Przyjmuję twoje wcześniejsze przeprosiny i mam nadzieję, że przyjmiesz również moje. Twoja kara dobiegła końca, drzwi pozostaną odblokowane i inaczej sformułuję, czego oczekuję od Milly. Możesz poruszać się po posiadłości do woli, bo wszelkie miejsca, do których nie chcę, żebyś miał dostęp, zostały zaczarowane już wcześniej. To pozwoli uniknąć sytuacji jak z myślodsiewnią. Czy to jest akceptowalne?

Harry skinął głową.

— Dobrze. — Na chwilę zamilkł, ważąc następne słowa. — Choć tym razem chciałbym uszanować twoją prywatność, jako opiekun muszę wiedzieć. Czy sytuacje jak w przedostatnim wspomnieniu często miały miejsce?

Cisza trwała tak długo, że wątpił, czy otrzyma jakąkolwiek odpowiedź. Jednak, jakby obawiając się konsekwencji milczenia, w końcu Harry wymamrotał w kolana:

— Nie byłem na tyle głupi, żeby celowo denerwować wuja. Tak więc nie, nie miały często miejsca.

— Ale zdarzało się?

Harry wzruszył ramieniem.

— Tylko kiedy narobiłem poważnych kłopotów lub straciłem panowanie nad magią. Zwykle ciotka lubiła grozić patelnią, ale w porę udawało mi się zrobić unik.

Dobry Merlinie, pomyślał Severus zniesmaczony, Petunia powinna smażyć się w piekle. Jak ci mugole mogli karać czarodziejskie dziecko za wybuchy przypadkowej magii?

— A ten pokój z kratami w oknach?

Tym razem Harry nie odezwał się, ale Severus wychwycił jego myśli.

Gdyby pierwszy list z Hogwartu nie został zaadresowany do komórki pod schodami, pewnie dalej bym tam spał. Ha! Co za szczęście, że Dursleyowie zbyt bali się obserwowania przez czarodziei, żeby nie poświęcić drugiego pokoju Dudleya. Szkoda tylko, że wkrótce stał się takim samym więzieniem jak komórka, a wszystko dlatego, że Zgredek próbował uratować mnie przed niebezpieczeństwem czyhającym w Hogwarcie. Nic dziwnego, że wuj stracił inwestora. Spadająca na głowę legumina i latające sowy nie są dobrym połączeniem. Boże, jaki był wtedy wściekły. Byłem przekonany, że stłucze mnie na kwaśne jabłko, ale nie, wpadł na lepszy pomysł. Wystarczyło zamontować w drzwiach zamki, a w oknach kraty, a szansa powrotu do czarodziejskiego świata kurczyła się do zera. A przynajmniej tak mu się wydawało…

— Jak udało ci się wydostać? — zapytał Severus kompletnie zaskoczony. Nie pamiętał, by Dumbledore cokolwiek wspominał o problemach z opuszczeniem Privet Drive.

Harry odwrócił głowę i wycedził napiętym głosem, zdradzającym złość:

— Możesz nie czytać mi w myślach?

— Nie miałem zamiaru — wyjaśnił. Miał ochotę kopnąć się za nieuwagę. Nie powinien przyznawać, jak bardzo myśli Harry'ego są odkryte. Od rozpoczęcia lekcji oklumencji coraz częściej wychwytywał przypadkowe obrazy i nawet kontakt wzrokowy przestawał być barierą nie do przejścia. — Czasami nie można na to poradzić, kiedy twój umysł jest jak otwarta księga.

— Jeśli chcesz zadać kolejne pytanie… — zaczął Harry z irytacją, ale nagle urwał. Zacisnął ramiona na kolanach, jakby próbując pocieszyć samego siebie. Kiedy kontynuował, Severus wiedział, że nie to planował powiedzieć. Brzmiało to, jak zwykłe odwrócenie uwagi. — Z moich rodziców szydziła ciotka Marge. Nadmuchałem ją za tamte słowa.

— I całkiem słusznie. Sam zrobiłbym to samo. Okropna kobieta.

Harry prychnął.

— Jej wszystkie wizyty można nazwać prawdziwym koszmarem. W porównaniu do niej Dursleyowie byli całkiem miłymi ludźmi.

Ciężka cisza zapadła między nimi. Severus nie miał zamiaru przesłuchiwać Harry'ego. Widział wystarczająco, a na najważniejsze pytania dostał odpowiedź. Nie chciał bowiem popełnić w przyszłości podobnego błędu jak z zamknięciem w pokoju. Harry nie posiadał przywilejów, które mógłby zabrać, ani nie miał rzeczy, które mógłby skonfiskować. Uziemienie, będące jedną z podstawowych kar dla większości rodziców, wydawało się odpowiednią metodą dyscyplinarną. Nie brał jednak pod uwagę, że zamykano go tygodniami za najmniejsze przewinienia.

Ostatecznie jedynie sprawiedliwe będzie, jeśli Harry też się czegoś dowie. Sprzeciwiało się to ślizgońskiej naturze Severusa, ale jaki ma inny dowód na własne słowa, że naprawdę dłużej nie wini Harry'ego za wpadnięcie do myślodsiewni?

Jak można było przypuszczać, po chwili wahania chłopiec skorzystał z okazji.

— Czy naprawdę jestem osobą, która ma moc pokonania Voldemorta?

— Tak wierzy Dumbledore. — Harry przygryzł wargę ze zmartwieniem. — Pamiętaj, co powiedział. Przepowiednia może mówić o tobie, ale to nie znaczy, że jesteś pozostawiony samemu sobie, a inni czarodzieje nie stanowią dla Czarnego Pana zagrożenia.

Harry zamknął oczy, a jego ramiona napięły się, jakby w obawie ściągnięcia na siebie gniewu Severusa.

— Zobaczenie wspomnień pozwoliło mi pewne rzeczy zrozumieć. Długo zastanawiałem się, dlaczego mama postąpiła w taki sposób. Dlaczego nie czekała na Jamesa dłużej. Dlaczego tak nienawidziłeś mnie czy Syriusza. Dlaczego Dumbledore ci ufa. Dlaczego odszedłeś od Voldemorta. Wciąż i wciąż pojawiały się kolejne pytania, ale choćbym zadawał je sobie z tysiąc razy, nigdy nie znajdywałem odpowiedzi.

Severus pogrążył się w zadumie. Jeśli jeszcze wczoraj debatował, czy zajrzenie do myślodsiewni stanie się ostatecznie przyczynkiem do wendetty lub niewybrednych żartów, to teraz wszelka wątpliwość rozwiała się niczym poranna mgła. Rzeczywiście Albus miał rację, twierdząc, że Severus widział tylko to, co chciał. Jak inaczej wytłumaczyć zignorowanie tak oczywistych faktów? Jak uzasadnić tak dużą pomyłkę? Z drugiej strony Albus też okazał się ignorantem. Czyżby padł ofiarą podobnie błędnych założeń?

Westchnął. Gdybanie niczego nie rozwiąże.

— Odpocznij. Od jutra musimy zabrać się do pracy. Mamy kilka dni zaległości, a do końca wakacji nie zostało wiele czasu.

Harry nic nie powiedział, wciąż siedząc niemal nieruchomo w tym samym miejscu.

Severus wstał i wyszedł, zamykając cicho drzwi. Choć wcześniej nie łudził się, że zaledwie jedna rozmowa naprawi szkody, zrezygnowanie chłopca niepokoiło go. Jakby już nie zależało mu na niczym.


~ ♠ ~


A/N: Wena mnie rozpieszcza. Dostałam tyle wspaniałych komentarzy, że nie sposób nie być nawenionym :D Tak więc mam dobrą nowinę — następny rozdział już jutro wysyłam do bety i rozpoczynam prace nad rozdziałem dwudziestym. Jeśli bety się wyrobią, w pierwszym tygodniu grudnia możecie liczyć na aktualkę. Tymczasem nie zapomnijcie dać znać, co myślicie o obecnym rozdziale. Całkowicie zaskoczyliście mnie poprzednimi reakcjami. Poczułam, że poprzeczka została postawiona jeszcze wyżej niż poprzednio, więc pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że jakoś uda mi się spełnić Wasze oczekiwania.

NASTĘPNY ROZDZIAŁ: ODKRYCIA
Rss Mail Blogger Wykop Facebook Twitter More