Rozdział 22. Tiara Przydziału

Jednym z podstawowych przeżyć człowieka jest zdolność wyboru.
— Antoni Kępiński


Reszta wakacji minęła zaskakująco szybko, choć może dlatego że dni wypełniały Harry'emu odkrywanie nowych zakamarków wokół posiadłości, obfitujące w wydarzenia spotkania z Syriuszem, pływanie w jeziorze czy leniuchowanie pod ulubionym drzewem. Wszystkie zadania domowe miał odrobione, a jego jedynym obowiązkiem była nauka oklumencji i czytanie książek na temat czarodziejskiego świata, które Snape systematycznie podrzucał, więc mógł wreszcie odetchnąć i zwyczajnie cieszyć się wakacjami.

Podczas zajęć oklumencji, jak można było przewidzieć, wciąż szło mu fatalnie, ale kiedy stracił cierpliwość i wybuchnął, że „nie, nie wie, na czym ta cholerna medytacja polega, bo niby skąd ma wiedzieć?”, Snape złajał go za język i odtąd każdego wieczora przychodził do sypialni, by ową medytację demonstrować. Aż Harry żałował, że cokolwiek mówił, bo medytowanie ze Snape'em przycupniętym na skraju łóżka i obserwującym wszystko niczym jastrząb było co najmniej rozpraszające. Dobra strona tej sytuacji? W ostatni dzień wakacji rzeczywiście zaczął robić jakieś postępy.

Poza wspólnymi posiłkami nie widywał Snape'a zbyt często. Mężczyzna zaszywał się w gabinecie zajęty przygotowywaniem planów lekcji lub udawał się kominkiem do Hogwartu na spotkania rady pedagogicznej.

W międzyczasie wyjaśniło się, dlaczego czarownica z portretu wiszącego w bibliotece tak bardzo go nie lubiła. Lindsay Prince, która była praciotką Snape'a, wiedziała, że jest synem jakiejś Lily, ale ponieważ odmawiała słuchania Sigura, który miał spory wgląd w obecną sytuację, była przeświadczona, że jej wnuk cioteczny spłodził potomka z jakąś czystokrwistą fanatyczką, czego nie popierała w równym stopniu co Sebald. Doznała zatem sporego szoku, kiedy Harry odwarknął na jej podły komentarz, wyjawiając, że jest synem mugolaczki. Mina Lindsay była wystarczająco satysfakcjonująca, ale w konsekwencji informacja o jego pochodzeniu obeszła cały dom jeszcze tego samego dnia i na portretach wzdłuż korytarzy zaczęły tłoczyć się nowe postacie. Jak się okazało, większość z nich unikała konfrontacji z obecnymi mieszkańcami domu, uważając ich za zwyczajnie niegodnych.

Po tym wydarzeniu Snape przyglądał się Harry'emu z dziwną miną. Później Harry widział go rozmawiającego w salonie z dziadkami, ale chyba rodzinne pojednanie nie poszło zbyt dobrze, bo wkrótce Snape, z twarzą jak chmura gradowa, celował różdżką w portret. Harry czmychnął czym prędzej, ale i tak usłyszał: „Jeszcze jedno słowo, a przysięgam, że pójdziesz z dymem…”

Harry posmarował rogalik dżemem, ugryzł i skrzywił się na słodycz. Kochał jedzenie skrzatów, ale nie był miłośnikiem pochłaniania na śniadanie tony cukru. Ciotka Petunia nieświadomie wyświadczała mu przysługę, kupując dla niego niskosłodzone dżemy, bo były tańsze od zwykłych (Dursleyowie oczywiście jedli zwykłe). Odłożył rogalik i przez chwilę dumał, co by tu innego zjeść, ale zbyt denerwował się powrotem do Hogwartu, przez co jego żołądek zawiązał się w supeł.

— Wszystko spakowałeś? — zapytał Snape znad gazety.

— Aha — mruknął Harry, ostatecznie stwierdzając, że ten nieszczęsny rogalik musi mu wystarczyć.

Przeżuwając kęs, wrócił myślami do poprzedniego dnia, kiedy to spędził na pakowaniu bite trzy godziny. Książki, przybory szkolne, peleryna-niewidka oraz rodzinny album, który został przez Snape'a zaczarowany tak, że tylko Harry widział, co się w nim znajduje, migiem powędrowały do kufra, jednakże w garderobie stanął przed nie lada wyzwaniem. Po raz pierwszy miał tyle ubrań, że kompletnie nie wiedział, co ze sobą zabrać. We wcześniejszych latach zwyczajnie pakował wszystko, co posiadał, i miał problem z głowy.

Wywnioskował, że przyda mu się płaszcz podbity futrem, ale w cieplejszych miesiącach na pewno się w nim ugotuje. Płaszcz jesienny będzie natomiast za cienki na szkocką zimę. Miał też zwykły zimowy, więc może darować sobie dwa pozostałe? Może zmarznie w sroższych miesiącach, ale do tej pory jakoś dawał sobie radę w łachmanach po Dudleyu. Kiedy w podobny sposób utknął na wszelkiego rodzaju bluzach, koszulach oraz swetrach, wzruszył ramionami i zdał się na własną intuicję. Zwyczajnie wrzucał wszystkiego po trochu, nie zastanawiając się, czy będzie pasowało do reszty, a kiedy skończył, przyjrzał się kufrowi podejrzliwie. Był nowy, ładny, a srebrne litery, ułożone w napis „A. H. Snape”, oznajmiały dumnie jego właściciela, ale pomimo spakowania mnóstwa rzeczy miejsca tajemniczo nie ubyło.

Niestety biedna Hedwiga była zbyt rozpoznawalna, żeby zabrać ją do Hogwartu. Sowa Harry'ego Pottera widziana w towarzystwie Alana Snape'a mogłaby spowodować niezręczne pytania, więc zapadła decyzja, że pozostanie w Prince Manor. W rezultacie śmiertelnie się na niego obraziła, aż do tego stopnia, że go podziobała. Snape spędził bity kwadrans na leczeniu dłoni Harry'ego, usuwaniu krwi z koszulki, jak również posyłaniu sowie zirytowanego spojrzenia, zwłaszcza gdy stroszyła pióra i hukała złowrogo.

Spodek zabrzęczał, gdy Snape odstawił filiżankę, a odkładana gazeta zaszeleściła. Mężczyzna utkwił w Harrym uważne spojrzenie.

— Zastanawia mnie… — zaczął jedwabistym głosem — przebieg ceremonii przydziału. Albus zapewnił, że tiara nie sprawi kłopotów, ale wciąż pozostaje kwestia, jaką podejmie decyzję.

Harry'ego też to zastanawiało. Tradycja nakazywała, by każdy nowy uczeń Hogwartu, pierwszoroczny czy też nie, przeszedł oficjalną ceremonię przydziału otwierającą rok szkolny. Sęk w tym, że Harry już został raz przydzielony. Choć nie wyobrażał sobie mieszkać w innym domu niż Gryffindor, trafienie tam oznaczało kłopoty. Jak ma udawać, że wszystko jest dla niego nowe? Pewnie o czymś zapomni i zdradzi się już pierwszego dnia. Do tego dochodziło codzienne okłamywanie przyjaciół, a kiedy Snape zacznie pastwić się nad Gryfonami, wszystko się na Harrym odbije.

— Ostatnim razem tiara rozważała Slytherin, więc może tam…

Ale sama myśl o tym sprawiała, że coś przewracało mu się w żołądku.

Snape potrząsnął głową

— To nie byłby dobry pomysł.

Harry zamrugał.

— Naprawdę?

— Na pewno z początku byłoby ci łatwo, gdyż jestem opiekunem domu. Żaden uczeń nie odważy się ze mną zadrzeć przez traktowanie cię gorzej od innych. Jednakże przed tobą trzy lata nauki i nie wiadomo, co może się wydarzyć. Nie sądzę, żeby życie wśród uczniów, którzy popierają czarodziejską tradycję i czystość krwi, było dla ciebie takie dobre. Łatwo wtedy o sprzeczkę, a rówieśnicy potrafią być okrutni.

Harry zgodził się w duchu. Wiedział z pierwszej ręki, jacy potrafią być Ślizgoni, a nie było najmniejszych szans, by stał z boku, gdy któryś z nich zacznie wyzywać mugolaków od szlam lub puszyć się, jacy to czystokrwiści się lepsi od innych.

— To co proponujesz?

— Niestety nic. Tiara umieści cię tam, gdzie uzna za słuszne. Poza tym nie sądzę, by zmieniła pierwotną decyzję i wybrała coś innego niż Gryffindor. Raz, że jesteś tak gryfoński, że chyba bardziej się nie da, a dwa, że jesteś precedensem. W całej historii Hogwartu nie było ucznia, który by przeszedł ceremonię przydziału więcej niż raz.

Albo zwyczajnie o tym nie wiemy, pomyślał Harry.


* * *



Kłęby pary wydobywały się z lokomotywy połyskującej w świetle wrześniowego słońca niczym wielka czerwona gąsienica, sowy huczały w klatkach, a wielkie kufry piętrzyły się na wózkach, podczas gdy uczniowie krzątali się w pośpiechu, tworząc malowniczy chaos.

Snape, z ponurą miną, w czarnych szatach upodabniających go do nietoperza, stał na peronie pełnym podekscytowanego, różnokolorowego tłumu, wywołując sensację wśród uczniowskiej populacji. Tak nie pasował do tego rodzinnego obrazka i tak kontrastował ze swoją złowieszczą osobowością, że Harry przygryzł policzek w próbie powstrzymania śmiechu.

Snape skrzywił się, gdy jedna z trzeciorocznych dziewcząt pisnęła przenikliwie na widok dawno niewidzianej przyjaciółki, a następnie przytknął dłoń do skroni, jakby męczyła go migrena.

— Postaraj się dotrzeć do Hogwartu w jednym kawałku, dobrze? — burknął.

No cóż, w ich przypadku rodzinna sielanka była tylko na pokaz. Nie żeby to zmiotło wyszczerz z twarzy Harry'ego. Zasalutował, prawie tracąc opanowanie, na co Snape zwrócił wzrok ku niebu, jakby szukał tam odpowiedzi na pytanie: „za jakie grzechy?”.

— I postaraj się nie robić niczego głupiego — dodał po namyśle.

Harry wywrócił oczami. Za kogo Snape go ma? Za pięciolatka? No dobra, nieraz wpakowywał się w kłopoty, ale nigdy przed przybyciem do Hogwartu. Eee, okej, prawie nigdy. Skutki manta, jakie sprawiła mu i Ronowi wierzba bijąca, pamiętał aż do dzisiaj.

— Uroczyście przyrzekam nie wpakowywać się w żadne pojedynki, magiczne czy też niemagiczne, trzymać się z daleka od Dracona Malfoya, a także uważać na to, co mówię, i ogólnie być grzeczny i nierzucający się w oczy. Może być?

Snape zrobił jeszcze kwaśniejszą minę i mruknął:

— To się jeszcze okaże.

Pociąg zagwizdał.

Razem wgramolili kufer do wagonu. Harry pomachał na pożegnanie, czując się nieco głupio, bo przecież zobaczą się za kilka godzin. Wkrótce pociąg ruszył. Przez jakiś czas Snape stał na peronie, ale gdy lokomotywa nabrała rozpędu, okręcił się wokół własnej osi i zniknął.

Taszcząc za sobą kufer, Harry przeciskał się przez wąski korytarz, aż napotkał na swojej drodze Zabiniego. Chłopak spojrzał na niego przelotnie, po czym zamarł, i znowu spojrzał, tym razem z widoczną konsternacją. Przez chwilę stał z rozchylonymi ustami, jakby nie będąc pewnym, co powiedzieć, przez co sprawiał wrażenie niezbyt rozgarniętego.

— Ty…

Nagle grzmotnęło i rozległo się wysapane „uch!”. To Malfoy wpadł na Zabiniego, wpychając go do otwartego przedziału. Chłopak potknął się o wystające nogi Parkinson i o mały włos nie stratował kota Bulstrode. Czarny kocur najeżył się, wyginając grzbiet w pałąk, i wydobył z siebie bitewny wrzask, brzmiący jakby co najmniej obdzierano go z futra.

No i nici z unikania Malfoya, pomyślał Harry ponuro. Snape nie będzie zadowolony.

— Alan — wypluł Malfoy.

— Draco — wypluł Harry z podobnym jadem.

— To wy się znacie? — sapnął Zabini, spoglądając na nich ze zdezorientowaniem.

— Można tak powiedzieć — wycedził Malfoy tym okropnym, przeciągającym sylaby głosem.

Harry wiedział, że najrozsądniejszym wyjściem byłoby wyciągnięcie gałązki oliwnej. Draco był chrześniakiem Snape'a, więc czekało ich wspólne towarzystwo także poza Hogwartem, a robienie sobie wrogów — lub też w ich przypadku umacnianie wrogości — już pierwszego dnia szkoły mijało się z celem. Dodatkowo gryzło go sumienie, nawet jeśli racjonalna część umysłu podpowiadała mu, że Malfoy nie był bez winy.

— Słuchaj, ja naprawdę…

Ale nie dokończył, bo Malfoy zmrużył oczy niczym rozwścieczony bazyliszek. Na sekundę odwrócił się do Zabiniego.

— Sorry, Zabini.

I zatrzasnął mu drzwi przed nosem. W odpowiedzi Zabini pokazał Malfoyowi środkowy palec, bo jego niedola wywołała uciechę wśród reszty Ślizgonów.

— Właściwie nie wiem, czy nie robić Severusowi przykrości i jakoś się z tobą dogadać, czy zwyczajnie ci przywalić — poinformował go Malfoy.

— I kto to mówi? — prychnął Harry. — Sam wycelowałeś we mnie różdżkę!

— Ale przynajmniej nie próbowałem cię zabić! — Harry zacisnął usta. Draco przekrzywił głowę z wrednym błyskiem w oku i wycedził pełnym uciechy głosem: — Choć gdyby mnie spotkała taka gówniana sytuacja…

— Co ty pleciesz, Malfoy?

Chłopak strzepnął z ramienia niewidzialny pyłek.

— A to, że twoja rodzina zastępcza nienawidziła cię tak bardzo, że…

Nagle rozległ się trzask i najbliższa szyba pękła w poprzek. Draco odskoczył jak spłoszona tchórzofretka.

— Nikomu nic nie powiem! — pisnął spanikowany. — Serio!

Harry ledwo widział na oczy. Słowa Snape'a powróciły do niego: „łatwo wytłumaczę twoje nietypowe zachowanie, ale nie możesz nie iść”, jak również dziwną wypowiedź do Lucjusza: „Alan ma tendencję do instynktownego reagowania w takich sytuacjach. Rozmawialiśmy już o tym dlaczego”. Najwyraźniej owe usprawiedliwienie obejmowało opowieści o tym, jak podłe Harry miał życie, nawet jeśli personalia Dursleyów zostały zmienione.

— Jak śmiał! A ty… — Pod jego spojrzeniem Draco cofnął się jeszcze dalej. Kurczowo ściskał w dłoni różdżkę, choć jej koniec był wycelowany w podłogę. — Jeśli piśniesz komukolwiek choć słówko, to przysięgam…

— Mówiłem już, że nikomu nic nie powiem, okej? Severus powiedział rodzicom, bo znają się od lat, więc rozmawiają o naprawdę wielu rzeczach. Nigdy nie wtajemniczają mnie w poważniejsze dyskusje — Malfoy wydął usta jak rozkapryszone dziecko, któremu zabrano cukierka — ale czasem udaje mi się ich podsłuchać. Zresztą mama ostrzegła mnie, bym nie wpakowywał się w kłopoty. — Prychnął nieelegancko. — Nie żebym był na tyle głupi, by ponownie w ciebie celować, a przynajmniej nie bez wcześniejszego upewnienia się, że zablokuję, cokolwiek we mnie ciśniesz.

— Bardzo pokrzepiające — sarknął Harry.

Skrzyżował ramiona na piersi i oparł się o ścianę wagonu ze wzrokiem utkwionym w podłodze. Wciąż był na Snape'a zły. Czy naprawdę nie mógł wymyślić czegoś innego? Musiał mówić prawdę akurat w tej sytuacji?

Malfoy odchrząknął, a następnie uniósł dłoń, by zmierzwić włosy, ale w ostatniej chwili zmitygował się i jedynie pociągnął za jeden z idealnie ułożonych kosmyków. W końcu chyba doszedł do rozwiązania jakiegoś wewnętrznego sporu, bo napuszył się i oświadczył wyniośle:

— Skoro ja będę milczał, to ty też. Nikomu nie powiesz, jak mnie załatwiłeś w te wakacje. — Gdy Harry jedynie wpatrywał się w niego, jakby wyrosły mu czułki, Malfoy wyjaśnił z rozdrażnieniem: — Muszę dbać o reputację.

Nagle drzwi rozsunęły się i w progu stanął Zabini.

— Albo wytłumaczycie, o co chodzi, albo was przeklnę. I Draco, jeśli jeszcze raz rzucisz zaklęcie blokujące na drzwi, to pamiętaj, że mieszkamy w jednym dormitorium. Nie będziesz znał dnia ani godziny.

Zabini spojrzał na nich wyczekująco, a zza jego pleców Parkinson i Bulstrode nastawiały uszu. Crabbe i Goyle, szczęśliwi w swoim małym świecie, przeżuwali fasolki wszystkich smaków, nie bacząc na całe zamieszanie.

Draco zrobił bardzo ważną minę i ogłosił oficjalnie:

— Pozwól, że przedstawię ci Alana Snape'a. Pod koniec wakacji on i Severus odwiedzili Malfoy Manor.

— Jasny gwint! A wydawał mi się podobny!

— A ty kim jesteś? — zapytał Harry, trzymając się pozorów.

— Blaise Zabini. — Wskazał kciukiem na resztę. — Wszyscy mieszkamy w Slytherinie i rozpoczynamy piąty rok.

— Alan jest w naszym wieku — poinformował Draco. — I pewnie też trafi do Slytherinu. Z profesorem Snape'em jako opiekunem domu nie ma innych szans.

Harry wzruszył ramionami. W przypadku tiary wszystko było możliwie.

— Zaprosilibyśmy cię do siebie — powiedziała Pansy z żalem. — Ale nie mamy już miejsca.

Harry machnął ręką na znak, że nic nie szkodzi, choć w głębi duszy był wdzięczny, że ma wymówkę i nie musi spędzać podróży w towarzystwie Ślizgonów.

— No to do zobaczenia później.

Harry ruszył dalej. Niektórzy uczniowie ze starszych klas, którzy z łatwością wyłapywali nowe twarze na tle starych, posyłali mu zaciekawione spojrzenia, ale większość nie zwracała na niego szczególnej uwagi. Hogwart był wystarczająco duży, by nie każdy każdego znał.

Nagle ktoś stuknął go w ramię.

— Co my tu mamy, Gred? Jakiś nowy uczeń. Tylko troszeczkę za duży, nie sądzisz?

— Zdecydowanie wyrośnięty, Forge. Może wpadł do kociołka z Eliksirem Rozciągliwości?

— Yyy, czy my się znamy? — zapytał Harry, spoglądając to na jednego, to na drugiego.

Bliźniacy spojrzeli po sobie z szatańskim błyskiem w oku.

— Nie, zupełnie się nie znamy — powiedział Fred, a przynajmniej Harry'emu wydawało się, że to był Fred. — Nie znamy się, prawda, Forge?

— No nie wiem. — George potarł z zamyśleniem podbródek. — Wydawało mi się, że ciebie znam bardzo dobrze.

— Serio? — zapytał ze zdziwieniem Fred i pokręcił głową na znak niedowierzania. — Któż by przypuszczał?

Harry zupełnie nie wiedział, co powiedzieć, więc milczał. Nie żeby bliźniakom w czymkolwiek to przeszkadzało.

— No dobra, żarty na bok.

— Choć nie oczekuj, że będzie to normą.

— Chcemy jedynie dowiedzieć się, co taki zupełnie nowy i wyrośnięty uczeń…

— Robi w pociągu do Hogwartu?

— Eee, jedzie do Hogwartu?

Fred i George posłali mu spojrzenie wyraźnie mówiące, żeby nie udawał głupa.

Harry wyciągnął rękę. Teraz albo nigdy.

— Jestem Alan Snape.

Fred wydał się z siebie zduszony odgłos, a George zamrugał, po czym wetknął palec w ucho i zakręcił nim kilkukrotnie, sprawdzając, czy z jego słuchem wszystko w porządku. Kiedy upewnił się, że istotnie, słyszał poprawnie, spojrzał na Freda. Po kilku sekundach bezsłownej rozmowy musieli doszli do jakiegoś konsensusu, bo wypalili chórem:

— Jaja sobie robisz!

— Eee, nie, nie robię.

George postukał palcem w nos, a następnie ponownie spojrzał na Freda.

— Podobny jest — oświadczył.

— Aha. Chyba nie stracimy tytułu największych kawalarzy Hogwartu za bycie wystrychniętym na dudka przez żółtodzioba, jeśli mu uwierzymy, co? Ale że stary nietoperz dorobił się potomstwa? Gdy próbuję to sobie wyobrazić…

— Brrr. Nie próbuj. Moja wyobraźnia tego nie zniesie.

— Hej, mówicie o moim ojcu!

Słuchanie, że jego pojawienie się na świecie jest traktowane jak coś obrzydliwego, nie było miłe.

Nagle obaj spoważnieli, co było dziwne, bo Harry prawie nigdy nie widział ich poważnych.

— Wybacz. To nie było w porządku.

— Taa, mama obdarłaby nas ze skóry, gdyby o tym usłyszała.

— No i wysłałaby wyjca.

— Dużo wyjców.

Obaj zadrżeli.

— Okej… — mruknął Harry nieco udobruchany.

— A więc jesteś synem Snape'a? — zapytał Fred, jakby ta sprawa nie została dopiero co wyklarowana. Następnie zamilkł, myśląc nad czymś usilnie. W końcu oświadczył: — To mnie przerasta, Forge.

— Lepiej bym tego nie ujął, braciszku. Ale hej! Dzięki temu nikt nam nie uwierzy. Pomyśl o tych wszystkich minach, kiedy okaże się, że chociaż raz mówiliśmy prawdę! Może nawet uda nam się porobić trochę zakładów!

Zachwyceni perspektywą łatwego zarobku oraz siania chaosu pożegnali się z Harrym i znikli w jednym z przedziałów. Harry tylko pokręcił głową i kontynuował dalsze poszukiwania, mijając po drodze przedział szóstorocznych Krukonek. Spojrzenie Cho wywołało rumieniec na jego twarzy, na co towarzyszące jej przyjaciółki zachichotały. Czmychnął stamtąd czym prędzej.

Ponieważ nigdzie nie zauważył Rona ani Hermiony, wywnioskował, że spędzają podróż w wagonie dla prefektów mieszczącym się na przodzie lokomotywy. W jednym z listów przekazali mu nowinę o otrzymaniu odznak. Hermiona oczywiście była strasznie podekscytowana, a Ron poświęcił aż trzy długie akapity na opisywaniu nowiutkiej miotły, którą otrzymał w nagrodę od pani Weasley.

W końcu trafił na w miarę wolny przedział, a co najważniejsze zajmowały go osoby, które znał i lubił. Przy oknie siedział pulchny chłopak, który z dumą pokazywał drobnej, piegowatej dziewczynie coś, co przypominało szary kaktus pokryty pulsującymi bąblami. Ginny miała nietęgą minę, ale Neville zdawał się tego nie zauważać.

Harry nie rozpoznawał jedynie siedzącej obok Ginny blondynki, która czytała do góry nogami kolorowy magazyn zatytułowany „Żongler”. Po chwili zza okładki wyłoniło się dwoje wyłupiastych oczu, które upodobniały ich właścicielkę do wiecznie zdziwionej sowy.

— Przepraszam, można? — zapytał.

— Jasne — odpowiedziała Ginny.

Wszedł do przedziału i chwycił kufer z zamiarem wsadzenia na półkę bagażową. Jego ramiona załamały się pod ciężarem, ale na szczęście Neville przyszedł mu z pomocą i wspólnymi siłami wtaszczyli kufer obok reszty. Podziękowawszy, zajął puste miejsce przy oknie i wytarł strużkę potu z czoła, czując się dziwnie drżącym.

— Wszystko w porządku? — zapytała Ginny. — Nagle zbladłeś.

— Pewnie przez nargle — wtrąciła Luna bez odrywania wzroku od tekstu.

Harry mruknął niezobowiązująco, zachodząc w głowę, czym u licha są nargle. Decydując, że zastanowi się nad tym później, odchrząknął i przedstawił się.

— S-snape? — pisnął Neville, a jego pucołowata twarz straciła kolor. — Jesteś s-synem p-profesora S-snape'a?

Luna zaprzestała wertowania „Żonglera” i utkwiła wyłupiaste oczy w Neville'u.

— To nie wiedziałeś, że profesor Snape posiada harem? Zanim zaczął pracować w Hogwarcie, mieszkał w Arabii. Tam wdał się w kłótnię z okrutnym szejkiem i wezwał go na pojedynek. Podobno wszystko zostało uknute przez azjatycki gang goblinów, który chciał pozbyć się Mohmadiego i zagarnąć góry złota, które ukrywał w podziemiach zamku. Ostatecznie profesor pokonał szejka i zabrał ze sobą zarówno skarby, jak i nałożnice. Ścigany przez wściekłe gobliny uciekł do Szkocji i w Hogwarcie poprosił o azyl. — Widząc komicznie rozszerzone oczy Neville'a, dodała: — Naprawdę tego nie wiedziałeś? Pisali o tym w „Żonglerze”.

Harry zamknął rozdziawione usta tak nagle, że aż zastukały zęby. Ginny natomiast ukryła twarz w dłoniach, próbując zdusić śmiech. Gdy Luna schowała się za magazynem, Harry uchwycił wzrok Neville'a i pokręcił gwałtownie głową, dając znak, że nie, nie ma pojęcia o żadnym szejku ani haremie. W końcu Ginny opuściła ręce. Jej oczy błyszczały od łez, a twarz miała zaczerwienioną z wysiłku.

— Zastanawiałeś się, do którego domu tiara cię przydzieli? — wykrztusiła.

Harry był wdzięczny za zmianę tematu, ale kiedy Neville drgnął nerwowo, do głowy wpadła mu okropna myśl, że chłopak obawia się, iż tiara wybierze Gryffindor i będzie musiał dzielić dormitorium z synem najbardziej znienawidzonego nauczyciela w całej szkole. Harry zdusił w sobie rozczarowanie, wiedząc, że taka reakcja nie powinna go dziwić. Neville panicznie bał się mistrza eliksirów.

— Myślałem o tym, choć chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej na ich temat.

Ginny objaśniła system punktowy i opisała każdy z domów, dodając, że ich wejść strzegą tajne hasła.

— Oprócz Ravenclawu — dodała Luna z rozmarzeniem. Utkwiła niebieskie oczy w Harrym, ani razu nie mrugając. — Do naszego dormitorium można dostać się tylko po rozwiązaniu zagadki. Jeśli nie odpowiesz prawidłowo, musisz czekać na kogoś, kto zna odpowiedź.

— To chyba mało praktyczne? — zastanowił się Harry na głos. — No i każdy może wejść. Wystarczy rozwiązać zagadkę.

— Niekoniecznie — odparła, na powrót chowając się za magazynem. — Mało kto poza Krukonami jest w stanie prawidłowo odpowiedzieć.

Świetnie, pomyślał Harry, a więc przydzielenie do Ravenclawu odpadało. Jeśli strzegące wejście zagadki są choć w połowie tak zawiłe jak Luna, to z pewnością nie ma szans na ich odgadnięcie. Nie żeby wcześniej perspektywa trafienia tam była jakoś szczególnie zachęcająca.

Wkrótce Neville zajął się kaktusem, podczas gdy jego ropucha wygramoliła się z kieszeni i dała dyla pod siedzenie. Od tej pory z ciemnego kąta w rogu przedziału dobywał się okazyjny rechot. Luna skryła się za „Żonglerem”, a on i Ginny spędzili czas na rozmowie o quidditchu.

Choć przez całą podróż nikt im nie przeszkadzał, Harry miał nieodparte wrażenie, że jakimś dziwnym trafem ktoś nieustannie mija ich przedział. Pewnie dzięki uprzejmości bliźniaków w całym pociągu aż huczało od plotek, a i banda Malfoya oraz ci, którzy zauważyli go ze Snape'em na peronie musieli dodać swoje trzy grosze. Na szczęście żaden z uczniów nie miał wystarczającej odwagi, by zweryfikować te pogłoski osobiście.

Kiedy w korytarzu pojawiła się czarownica z bufetowym wózkiem, Harry kupił butelkę soku z dyni, kilka pasztecików oraz czekoladowych żab. Przed wyjazdem Snape wręczył mu pierwsze w życiu kieszonkowe, naturalnie wprawiając Harry'ego w stan szoku.

Właśnie przegryzł ostatni kęs pasztecika, kiedy drzwi przedziału się rozsunęły i Harry ujrzał burzę brązowych loków. Po raz drugi tego dnia jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.

— Cześć wszystkim. Alan! Tutaj jesteś! Jak mija podróż? Nikt nie sprawiał ci kłopotów? Fred i George mówili, że spotkali cię na korytarzu, ale podczas patrolu nigdzie cię nie widziałam. Już zaczęłam się martwić, że któryś ze starszych uczniów stwierdził, że byłoby zabawne zrobić nowemu uczniowi kawał i…

— Hermiono… — przerwał jej Harry, mając świadomość, jak bardzo poważnie traktuje obowiązki i z pewnością nie może znieść myśli, że ktoś mógłby być uciskany podczas jej straży w nowej roli prefekta. — Trochę mi zajęło szukanie przedziału, ale od tamtej pory siedzę tutaj. Jak na razie wszyscy są dla mnie bardzo mili.

— Och — bąknęła Hermiona.

— Nie wiedziałam, że się znacie — wtrąciła Ginny, spoglądając z zaciekawieniem to na Hermionę, to na Harry'ego.

— Wpadliśmy na siebie na ulicy Pokątnej — wyjaśnił Harry. — A właściwie to Hermiona na mnie wpadła.

Hermiona zarumieniła się, ale słysząc żartobliwą nutę w jego głosie, odwzajemniła uśmiech. Pokrótce zrelacjonowała całe wydarzenie, na co twarz Ginny wykrzywiła się dziwnie, jakby chciała zapytać: „i Snape pozostawił cię żywą?”.

— W każdym razie, chciałabym zostać dłużej, ale muszę zrobić kolejny obchód. Wszyscy prefekci mają dziś pełne ręce roboty. Pierwszoroczni są przerażeni, bo po raz pierwszy znajdują się daleko od domu i obawiają się, że w każdej chwili zaatakuje ich Sam-Wiesz-Kto. Bliźniacy robią zakłady, wywołując zamęt. Któryś z Krukonów zabrał z domu agresywną książkę, która próbuje odgryźć palce każdemu, kto waży się ją tknąć. A Ślizgoni jak zwykle nie pomagają. Och, nie mogę się już doczekać, kiedy dojedziemy do Hogwartu!

I pożegnawszy się, zniknęła.

Reszta podróży minęła w spokoju. Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie. Raz deszcz zacinał w szyby, bębniąc jednostajnie, i ciemniało od ołowianych chmur, a raz wychodziło blade słońce, niemrawo oświetlając widok za oknem. Im mknęli dalej na północ, tym krajobraz stawał się dzikszy. Rozległe połacie łąk i kolorowych, przypominających patchwork pól ustępowały z wolna różnokształtnym pagórkom i gęstym, ciemnozielonym lasom. W końcu zapadł zmrok i lampy wiszące u sufitu zapłonęły.

— Chyba pora się przebrać — oznajmiła Luna rozmarzonym głosem.

Jak na zawołanie pociąg zaczął zwalniać. Harry wyciągnął z kufra płaszcz i szkolną szatę, po czym nałożył je na bieżące ubranie. Na korytarzu i w przedziałach panowało zwyczajowe zamieszanie, gdy uczniowie ściągali kufry i klatki z pupilami. Kiedy lokomotywa zupełnie wyhamowała, wyszli z przedziału i dołączyli do zgromadzonego na korytarzu tłumu, powoli przesuwającego się w stronę drzwi.

Noc była zimna, więc Harry opatulił się szczelniej płaszczem. Zaczerpnął głęboko powietrza, wdychając zapach wilgotnego igliwia sosen i czując podekscytowanie na myśl, że już niedługo znajdzie się w Hogwarcie. Rozejrzał się po peronie. Znad morza głów, niczym wieża warowna, wystawała włochata sylwetka Hagrida. Tubalny głos nawoływał raz po raz:

— Pirszoroczni do mnie... pirszoroczni do mnie...

W pierwszym odruchu Harry uniósł rękę, by pomachać, ale wtem zorientował się, że półolbrzym znał Harry'ego Pottera, nie Alana Snape'a. Przełknął gorycz i już miał się odwrócić do powozów, gdy ku jego zdziwieniu Hagrid go zawołał.

— Alan Snape, tak? Idziesz z nami. Zostawiłeś kufer w pociągu? Dobrze, skrzaty się nim zajmą.

Hagrid zaprowadził ich na skraj jeziora, gdzie czekała mała flotylla łódek, i tam zwrócił się do uczniów.

— Zanim popłyniemy, musicie coś wiedzić. Po ostatnich wydarzeniach z Sami-Wiecie-Kim psor Dumbledore zabezpieczył Hogwart nowymi czarami, które strzegą granic błoni, tajnych przejść oraz bramy do zamku. Jeśli ktoś ma na sobie jakiekolwiek zaklęcie zwodzące, maskujące, niewidzialności, czy jest pod wpływem Eliksiru Wielosokowego, włącza się alarm. Więc bez wygłupów! Nie chcemy siać strachu, bo ktoś użył produktu Zonka zmieniającego dla beki kolor włosów czy ukrywającego pryszcze.

Kilkoro pierwszorocznych przestąpiło z nogi na nogę i spojrzało z niepokojem na zamek. Harry przygryzł wargę i przygładził grzywkę, by dokładnie przykrywała bliznę ukrytą pod maskującą maścią Snape'a. Miał żarliwą nadzieję, że alarm nie zacznie wyć w momencie postawienia przez niego stopy na błoniach.

Kolejno uczniowie wgramolili się do łódek, które wkrótce pomknęły przez jezioro. Siedząc na ławeczce naprzeciwko Hagrida, Harry poczuł dziwną nostalgię. Masywna sylwetka zamku odznaczała się na tle upstrzonego srebrzystymi gwiazdami nieba i wyglądała równie majestatycznie co zawsze. Wkrótce został wyrwany z zadumy, gdy poczuł, jakby po jego ciele przebiegło stado mrówek. Nie było to jakoś szczególnie nieprzyjemne uczucie, a zwyczajnie dziwne. Po minach reszty uczniów wywnioskował, że nie on jeden tego doświadczył.

— Nowe bariery! — ryknął Hagrid. — Kawał czarów, mówię wam!

Łódki wpłynęły do tunelu i po krótkiej podróży korytarzami znaleźli się przed wejściem do zamku, gdzie powitała ich McGonagall, aby zaprowadzić do pustej komnaty naprzeciw Wielkiej Sali. Harry słuchał jednym uchem przemowy o czterech domach i punktach, zajęty obserwowaniem przerażonych uczniów. Czy on też był tak mały w ich wieku?

Kiedy McGonagall skończyła, zwróciła się wprost do niego.

— Zasady obowiązują te same. Gdy wyczytam nazwisko, podążysz przykładem reszty uczniów. Dalej już pokierują cię prefekci. — Widząc niepewną minę Harry'ego, surowa twarz McGonagall złagodniała. Profesor dodała szeptem: — Jestem pewna, że wszystko pójdzie dobrze. Postaraj się tylko nie pakować w kłopoty jak w poprzednich latach, hm?

Następnie odwróciła się i zniknęła za drzwiami. Duchy przeniknęły przez ścianę, by przywitać nowych uczniów oraz zabawić ich rozmową, ale Harry nie zwracał na nie uwagi. Co się u licha przed chwilą wydarzyło? Czyżby profesor Dumbledore o jej powiedział?

Zanim się obejrzał, nauczycielka powróciła i zostali zaprowadzeni do Wielkiej Sali, w której unoszące się w powietrzu świece oświetlały cztery stoły i siedzących przy nich uczniów, którzy z ożywieniem rozmawiali o wakacjach i wymieniali się nowinkami. Harry zerknął na tył sali, gdzie na podwyższeniu stał stół prezydialny.

Pośrodku, w pozłacanym krześle z wysokim oparciem, siedział profesor Dumbledore, a jego oczy migotały radośnie. Z jego prawej strony krzesło było puste. Zaraz obok Hagrid popijał z wielkiego kielicha i żartował o czymś z Sinistrą, nauczycielką astronomii. Vector, która nauczała numerologii, dyskutowała z madame Pomfrey, przytakującą poważnie na znak zgody. Po lewej stronie, najbliżej Dumbledore'a, zasiadał Snape. Jego ciemne oczy obserwowały w ciszy zgromadzonych w sali uczniów, niekiedy tylko rzucając kwaśne spojrzenie w kierunku nieznanego Harry'emu mężczyzny, który gawędził w najlepsze z Flitwickiem. Pani Hooch i profesor Sprout przysłuchiwały się ich rozmowie z zaciekawieniem. Trelawney, która wyjątkowo zestąpiła z wieży, by zaszczycić padół zwykłych śmiertelników swoją ezoteryczną obecnością, zajmowała miejsce na uboczu i jak zwykle przypominała wyrośniętą ważkę.

Nagle w Wielkiej Sali zrobiło się cicho. Leżąca na stołku tiara rozwarła szew i rozbrzmiały słowa piosenki. Tym razem oprócz opisania czterech domów ostrzegła przed nadejściem trudnych czasów i wspomniała o konieczności zjednoczenia się. Radosny nastrój prysł jak bańka mydlana, gdy wszyscy przypomnieli sobie, że za murami zamku trwa wojna.

Tiara przestała śpiewać i profesor McGonagall rozwinęła pergamin. Kiedy doszła do nazwisk zaczynających się na „S” i wyczytała „Snape, Alan”, w pierwszej chwili w Wielkiej Sali zrobiło się niezwykle cicho, a następnie rozbrzmiał gwar szeptów. Uczniowie patrzyli na przemian to na Harry'ego, to na Snape'a, który siedział przy stole nauczycielskim z kamiennym wyrazem twarzy. Wielu też posyłało bliźniakom wściekłe spojrzenia.

Harry podszedł do stołka i kapelusz opadł mu na głowę, lekko przysłaniając oczy.

— Eee, witaj, tiaro.

— Interesujące. Wyczuwam magiczną zmianę, choć umysł jest ten sam. I co ja mam z tobą zrobić? Już cię przydzieliłam.

— Profesor Dumbledore nie wspomniał ci, że musisz mnie przydzielić ponownie?

— Owszem, wspominał. Musisz jednak sam o to poprosić.

Harry zmarszczył brwi.

— To mówi kodeks — wyjaśniła. — Bez zgody ucznia nic nie poradzę.

— A nie możesz po prostu krzyknąć „Gryffindor”, żebyśmy mieli to z głowy? — pomyślał Harry. — Skoro już raz mnie przydzieliłaś?

— Żeby to było takie łatwe! Każda ceremonia jest magicznie wiążąca. Muszę cię przydzielić tak, jakbym robiła to po raz pierwszy. I zanim zapytasz, profesor Snape się mylił. Jesteś trzecią osobą w tym tysiącleciu. Niestety za każdym razem to dyrektorowie maczali palce w życiach uczniów…

Tiara brzmiała na wyjątkowo niezadowoloną z tego faktu.

— No to eee… przydzielisz mnie jeszcze raz? Proszę? Wolałbym jednak nie do Slytherinu...

— Mój drogi, ale ty pasujesz tam najlepiej.

— Może mieszkanie w Slytherinie nie będzie trudniejsze od życia ze Snape’em ani od przeżywania godziny pod Cruciatusem Lucjusza Malfoya, ani od niemówienia przyjaciołom, kim naprawdę jestem, ani też od uciekania, po raz kolejny, przed Voldemortem, ale łatwe też nie będzie. Poza tym to, w którym domu mnie umieścisz, nie ma w tym momencie nic wspólnego z moimi predyspozycjami, a z potrzebą przeżycia, a jeśli trafię do Slytherinu…

— Jeśli trafisz do Slytherinu, będziesz miał możliwość odkrycia swojego prawdziwego potencjału! Myślisz, że to tak mało znaczy? Że jedynie mieszkasz w jednym z domów i po skończeniu Hogwartu koniec? Kim byłbyś teraz, gdybym nie zdecydowała się na Gryffindor?

Harry zastanowił się, jak by to było. Pewnie nie przyjaźniłby się z Ronem, bo Gryfoni nigdy nie przyjaźnili się ze Ślizgonami. Pewnie też nie wyciągnąłby z tiary miecza, więc prawdopodobnie zginąłby pożarty przez bazyliszka. Być może nawet nie stanąłby do walki z Quirrellem, bo u jego boku nie byłoby Hermiony, która pomogłaby mu rozwiązać zagadkę Kamienia Filozoficznego i przejść przez łamigłówkę Snape'a. Czy to możliwe, że nawet nie zabrałby na tamten cmentarz Cedrika? Jeśli tylko uległby pokusie wzięcia tego piekielnego pucharu…

Zadrżał. To, co mówiła tiara, było w dużej mierze prawdą, ale…

— Przecież ty chciałaś mnie umieścić w Slytherinie!

— Owszem.

— I myliłaś się.

— Nie sądzę.

— To po co ta cała gadka o tym, kim byłbym teraz, gdybym nie wylądował w Gryffindorze? Poza tym profesor Dumbledore sam powiedział, że nie umiejętności decydują o tym, kim jesteśmy, ale nasze wybory. A to mój wybór.

Harry usłyszał długie, zrezygnowane westchnienie.

— No naprawdę… — mruknęła tiara z lekkim rozdrażnieniem. — No dobrze, zobaczmy, co tam siedzi w twojej głowie. Hm, ciekawe… Och, fascynujące. Tak, to nie byłoby złe rozwiązanie. Wręcz przeciwnie. Umysł masz tęgi, a co najważniejsze znasz wartość wiedzy… Ravenclaw z pewnością pomoże ci rozwinąć skrzydła, których rozwinięcia tak odmawiasz w Slytherinie...

Okej, to było zdecydowanie lepsze niż Slytherin, ale…

— Słyszałaś o wejściu do Ravenclawu? Nie? Bo ja tak. Luna mi powiedziała. Żeby dostać się do środka, trzeba rozwiązać cholerną zagadkę. Więcej czasu spędzę poza pokojem wspólnym niż w nim. Poza tym Krukoni są prawie tak samo nawiedzeni w kwestii książek jak Hermiona, a to nie mój kaliber. No może z wyjątkiem przyjaciółek Cho, bo one potrafią przez większość czasu jedynie chichotać. Ale to tym bardziej nie mój kaliber.

— To co niby proponujesz? Nie myśl sobie, że skoro jesteś trudnym orzechem do zgryzienia, to… Achhh! — Nastąpiła chwila ciszy. Harry zrobił zeza w próbie spojrzenia w górę i odgadnięcia myśli tiary. — Masz nadzieję zjednoczyć się ze swoją puchońską naturą, co?

W pierwszej chwili Harry był kompletnie zaskoczony słowami tiary. Prędzej spodziewał się komentarza: „masz nadzieję powrócić na stare śmieci do Gryffindoru, co?”. Potem jednak stwierdził, że podświadomie nie to chodziło mu po głowie. Skoro ma iść za radą innych i nie pakować się w kłopoty, to gdzie lepiej jak nie w Hufflepuffie? Nikt nie zawracał sobie głowy Puchonami. To było bardzo ślizgońskie z jego strony, czego tiara nie omieszkała mu wytknąć.

— Czemu nie? To spokojny, przyjazny dom, a ja bardzo lubię spokój…

Z kapelusza wydobyło się coś, co brzmiało podejrzanie jak prychnięcie.

— Proszę cię, mnie nie oszukasz. Zawsze pakujesz się w sam środek wydarzeń. Jakiś tajemniczy głos w ścianie planuje morderstwo? Chodźmy to sprawdzić! Wilkołak buszuje po błoniach, gotów rozszarpać pierwszą napotkaną osobę? Żaden problem! No i muszę wspomnieć o wycieczcie do legowiska akromantul w środku nocy, próbie ratowania Kamienia Filozoficznego przed w pełni wyszkolonym czarnoksiężnikiem i zejściu do Komnaty Tajemnic, gdzie czai się Merlin wie co? Impulsywność jest jednym z powodów, dlaczego tak nadajesz się do Gryffindoru. No i ta odwaga…

— Jasne, szczególnie w obliczu Lucjusza Malfoya… — pomyślał Harry posępnie.

— Istnieją różne rodzaje odwagi — wyszeptała tiara. — Weź na przykład swojego przyjaciela, Neville'a Longbottoma. Wielu na pewno zastanawiało się, dlaczego nie umieściłam go w Hufflepuffie. Ja jednakże widziałam, jak codziennie zmaga się z kompleksami oraz niepewnością. Mogę cię zapewnić, że kiedy przyjdzie odpowiedni moment, pokaże wszystkim, ile jest wart. To, co cię spotkało, zostawiło ślad na duszy. Musi minąć trochę czasu, nim ponownie odkryjesz odwagę, o której istnieniu zdążyłeś zapomnieć.

Harry słuchał uważnie. W końcu odetchnął głęboko i zapytał:

— A więc?

— Gdybyś nie posiadał równie dużej lojalności i poczucia sprawiedliwości, nie przystałabym na to. I powiedz Albusowi, że umywam od ciebie ręce. Jeśli znowu zechce mieszać się w moje sprawy, może sam cię przydzielić z powrotem do Gryffindoru czy gdziekolwiek tam chcesz… a teraz: HUFFLEPUFF!

Ostatnie słowo tiara wrzasnęła na całą salę. Harry ściągnął kapelusz i rozejrzał się po morzu zdziwionych twarzy. Nie miał pojęcia, czy to z powodu tego, że dopiero co syn Severusa Snape'a, tego Severusa Snape'a, opiekuna Slytherinu i miłośnika wszystkich Ślizgonów, został przydzielony do Hufflepuffu, czy dlatego że tak długo zajęło tiarze wybranie mu domu. Może myśleli, że nigdzie nie trafi, bo tiara go odrzuci? Jakby to było w ogóle możliwe.

Snape patrzył na niego, jakby wyrosła mu druga głowa. Malfoy natomiast wyglądał, jakby z całych sił powstrzymywał się przed wybuchnięciem śmiechem. W końcu przegrał walkę i pośród zduszonego chichotu zatrząsł się tak mocno, że omal nie spadł z ławki. Reszta Ślizgonów miała zupełnie zaskoczone miny, a Zabini siedział z szeroko otwartą buzią, wyglądając na jeszcze mniej rozgarniętego niż wcześniej. W niebieskich oczach profesora Dumbledore’a migotały jasne błyski, choć i on zdawał się nie przewidzieć takiego obrotu sprawy.

Nagle rozległy się pierwsze oklaski, aż w końcu przez Wielką Salę przetoczył się zwyczajowy aplauz. Bliźniacy zagwizdali, a Hermiona uśmiechnęła się promiennie, na co siedzący obok Ron nastroszył brwi. Harry podążył do stołu Hufflepuffu, sąsiadującego ze stołem Gryffindoru, i wybrał wolne miejsce obok Erniego Macmillana.

— Cześć, jestem Ernie — przedstawił się chłopak, wyciągając w jego kierunku rękę, którą Harry natychmiast uścisnął.

Ernie był pompatycznym, pucołowatym chłopcem, ale przez ostatnie wakacje sporo schudł oraz nieco przygasł, przez co przypominał teraz bardziej krzepkiego pałkarza niż nieporadnego kujona z wielkimi binoklami. Najwyraźniej działalność Voldemorta i śmierć Cedrika na niejednej osobie odcisnęły piętno.

Formalnym tonem Ernie przedstawił najbliżej siedzących uczniów: Justyna Finch-Fletchleya, Zachariasza Smitha, Doriana Wintersa, Susan Bones, Hannę Abbott, Rose McCourtney i Elizabeth Donovan. Harry znał dobrze tylko Erniego i Justyna, z którymi pracował podczas lekcji łączonych z Hufflepuffem, no i trochę Susan i Hannę, z którymi głównie wymieniał się krótkimi zdaniami w stylu: „Podałabyś mi nasiona skrzekoskrzeczki? Dzięki”. Resztę Puchonów wielokrotnie mijał na korytarzach, ale nigdy tak naprawdę z nimi nie rozmawiał.

— My mieszkamy w jednym dormitorium, a dziewczyny w drugim. Ja i Rose jesteśmy prefektami, więc w razie problemów zgłaszasz się do nas. Lucy i Robert… — Wskazał na dwoje siódmoklasistów siedzących kilka miejsc dalej. Lucy miała przyjazny uśmiech, długie kasztanowe włosy oraz oczy w kształcie migdałów, a Robert był szczupłym, wysportowanym chłopakiem, który roztaczał wokół siebie aurę kogoś, kto niczym się nie przejmuje. Harry pamiętał, że Robert gra na pozycji obrońcy w reprezentacji Hufflepuffu. — …są prefektami naczelnymi, więc w razie poważniejszych spraw możesz zwrócić się do nich.

Ostatnia osoba została przydzielona i Dumbledore wstał.

— Zanim napełnimy brzuchy, chciałbym was serdecznie powitać w nowym roku szkolnym. Szanowne grono pedagogiczne, starzy uczniowie — czarodziej spojrzał na Harry'ego, a jego wąs zadrgał z rozbawienia — jak i nowi. Witajcie w Hogwarcie! Oby ten rok był równie owocny w naukę jak poprzednie. A teraz, gdy powitanie mamy za sobą, cieszmy się tym wspaniałym wieczorem!

Rozbrzmiał głośny aplauz i cztery stoły napełniły się półmiskami.

Wspaniały zapach potraw wdarł się w nozdrza Harry'ego. Nałożył sobie soczysty befsztyk, idealnie zarumienione pieczone ziemniaki i sałatkę ze świeżych warzyw, które choć dziwnie razem wyglądały (kto miesza słonecznik z czerwoną fasolą i pomidorem?), okazały się smakować wybornie. Po zaspokojeniu pierwszego głodu skupił się na toczących się wokół rozmowach.

— Straciłem dziesięć galeonów — wyznał smutno Dorian, po czym westchnął jak człowiek, którego boleśnie doświadczyło życie.

Dorian Winters stanowił podręcznikowy przykład czarodzieja z arystokratycznych sfer: schludnie ubrany, smukły, o szarych, wyrazistych oczach i tak proporcjonalnej sylwetce, że można byłoby ją odmierzać linijką. Na serdecznym palcu lewej dłoni nosił srebrny sygnet z herbem domu świadczący o przynależności do bardzo starego rodu czystej krwi. Miał jednak w sobie coś, o czym Draco mógł jedynie pomarzyć, a mianowicie pewnego rodzaju swobodę i niewymuszoną naturalność. Harry nie zauważył też, by traktował mugolaków z wyższością.

— Nie uwierzyłem Weasleyom. No i okazało się, że skurczybyki nie kłamały.

Rozległo się głośne prychnięcie. Szczurkowata twarz Zachariasza Smitha, szczupłego, wysokiego nastolatka o jasnych włosach i zadartym nosie, wykrzywiła się gniewnie.

— A kto by uwierzył? Snape? Bez obrazy, Alan.

Harry tylko wzruszył ramionami.

— Och, tylko nie zaczynaj! — żachnęła się Eliza, spoglądając na Zachariasza znacząco.

Elizabeth nasuwała na myśl jedną gotyckich czarownic, których kartę kiedyś Harry wyłowił z czekoladowych żab: z bladą skórą, czarnymi włosami opadającymi na plecy i przenikliwym spojrzeniem bardzo ciemnych oczu bardziej pasowała do Slytherinu niż Hufflepuffu. W rezultacie pod ciężarem jej wzroku wyzierającego spod prostej jak drut grzywki Smith stracił nieco buty.

— Może jest nieprzyjemny — kontynuowała — ale przynajmniej dba o bezpieczeństwo uczniów. Gdyby nie on, już dawno wysadziłbyś klasę w powietrze.

— Serio? — Zachariasz wysunął wyzywająco szpiczasty podbródek, choć jego policzki poróżowiały. — A co z groźbą napojenia Hanny warzonym przeze mnie eliksirem? Mógł ją otruć!

— I dałeś się na to nabrać? — wtrąciła się Rose, wywracając oczami, jakby nie mogła uwierzyć, że ktoś może być taki tępy. Odsunęła z twarzy kosmyk, który uciekł z niedbale zawiązanego kucyka. Rose miała w sobie dziwną chłopięcość mimo posiadania typowo dziewczęcej urody. Jej twarz w kształcie serca zdobiły dołeczki i posiadała tak samo gęste i kręcone włosy jak Hermiona, choć były jaśniejsze i gładsze, przez co wyglądały na zdecydowanie bardziej ułożone. — Jak niby miał dotrzymać słowa? Dyrektor wezwałby go na dywanik jeszcze tego samego popołudnia i mógłby stracić pracę! Profesor Snape powiedział tak tylko dlatego, żebyś wreszcie przyłożył się do pracy.

— Mimo to mógłby nie doprowadzać każdego tygodnia kogoś do płaczu — skonstatował dyplomatycznie Justyn. Justyn pochodził z bogatej rodziny, co uwidaczniało się w drogim ubraniu i starannie przyciętej fryzurze. Miał mugolskie korzenie, więc był entuzjastyczny i zachwycał się wszystkim, co magiczne i niezwykłe, ale jednocześnie brakowało mu odrobiny krytycyzmu. — To nie było miłe, gdy Leanne wybiegła zapłakana z klasy i potem wypłakiwała oczy przez pół dnia.

— Leanne jest trochę zbyt wrażliwa — dołączyła się do rozmowy Susan. Jej rudy warkocz i piegi na nosie sprawiały, że mogłaby uchodzić za daleką kuzynkę Weasleyów. — I naprawdę powinna bardziej uważać na lekcjach, zamiast gapić się na chłopaków. Ale nic dziwnego, skoro obrała za przyjaciółki Lavender Brown i Romildę Vane. W takim towarzystwie każdy zszedłby na psy.

Harry siedział w ciszy, przetrawiając usłyszane informacje. Był zdziwiony, że ktokolwiek broni Snape'a. Gryfoni chórem na nim pomstowali, co było naturalne, skoro codziennie traktował ich z kompletną niesprawiedliwością, jednocześnie jawnie faworyzując Ślizgonów. Samemu Harry’emu napsuł tyle nerwów, że nieraz wyobrażał sobie, jak topi Snape'a we własnym kociołku. Uważał więc, że solidarność względem niecierpienia nauczyciela eliksirów obejmuje wszystkie domy z wyłączeniem, rzecz jasna, Slytherinu.

— Mówisz tak tylko dlatego, że Snape traktuje cię w porządku.

— Jakbyś naprawdę chciał się czegoś nauczyć na jego lekcjach, też traktowałby cię w porządku — wytknęła wyniośle Rose. — Nie jest tajemnicą, że nie znosi leni albo tych, którzy myślą, że pozjadali wszystkie rozumy.

— Albo Harry'ego Pottera.

Harry gwałtownie drgnął na swoje nazwisko.

Dziewczyny spojrzały po sobie z niepewnymi minami.

— Nie wiem kompletnie, w czym jego problem. Słyszałam…

— Że pastwił się nad Potterem przy każdej nadarzającej się okazji — oświadczył Zachariasz. — Wszyscy wiedzą, że lekcje Ślizgonów z Gryfonami były piekłem, bo stary nietoperz tylko szukał okazji, żeby wlepić Potterowi szlaban. Ponoć raz odebrał Gryfonom punkty za „zbyt głośne oddychanie”. Dasz wiarę?

— To bardzo przykre — wyznała cicho Hanna. Miała niepozorny wygląd szarej myszki i swoją nieśmiałością trochę przypominała Neville'a, a już z pewnością mogła mu dorównywać ocenami z zielarstwa. — Naprawdę okropne. Tyle złych rzeczy mu się przytrafiło. Atak na jego dom, śmierć kuzyna i wujka, a później ta sprawa z ministerstwem. Teraz nawet nie może kontynuować nauki przez to głupie wyczerpanie magiczne. I to wszystko wydarzyło się tak szybko, praktycznie zaraz po tym c-co s-stało się z Ced-drikiem.

Jej oczy wypełniły się łzami i wyglądała, jakby za chwilę miała się rozpłakać.

Jakby wyczuwając nadciągającą katastrofę, resztki jedzenia znikły ze stołu i pojawiły się desery, co skutecznie odwróciło uwagę Puchonów od ponurego tematu. Harry wyłowił ulubioną tartę polaną sosem melasowym spośród biszkoptów z kremem, lodów truskawkowo-miętowych i puszystych eklerków.

— Co myślicie o nowym nauczycielu? — zagadnął Ernie, gdy Harry był w połowie pochłaniania tarty. — Wygląda trochę młodo, nie sądzicie? Mam nadzieję, że będzie choć trochę kompetentny albo przynajmniej nie okaże się oszustem.

Wszyscy wbili wzrok w podium, gdzie obok Flitwicka siedział mężczyzna przywodzący na myśl skrzyżowanie żołnierza ze sławnym graczem quidditcha. Był wysoki i dobrze zbudowany, a krótkie włosy odsłaniały rzymski profil, który przecinała cienka blizna zaczynająca się od nasady nosa, a kończąca się w połowę policzka. Miał na sobie zwykłą profesorską szatę, ale była one lekko rozpięta, ukazując śnieżnobiałą koszulę i czarne spodnie.

— Nie ma możliwości, żeby był oszustem. Nie po zabezpieczeniach profesora Dumbledore'a — wtrącił Justyn. — Widzieliście, co stało się z Eloise Midgen? Jakaś masakra.

— A co się stało? — zapytał natychmiast Harry.

— Nie posłuchała profesora Flitwicka — powiedział Dorian ze śmiechem, wskazując Harry'emu malutkiego nauczyciela. — Ty płynąłeś łódką z pierwszakami, bo to tradycja, ale starsi uczniowie dostają się do Hogwartu powozami. Powozy zwykle podjeżdżają pod drzwi zamku, ale tym razem zatrzymały się pod główną bramą. Flitwick ostrzegł wszystkich przed nowymi zabezpieczeniami, po czym wyczytywał kolejno nazwiska. Kiedy doszedł do Midgen, zaczął się cyrk. Jak tylko przekroczyła bramę, zawył alarm. Wszyscy wpadli w panikę. Nauczyciele skoczyli do akcji z wycelowanymi różdżkami. Marietta z Ravenclawu piszczała: „śmierciożercy, śmierciożercy!”. No i okazało się, że Eloise posmarowała się maścią maskującą trądzik. W te wakacje leczono ją w Św. Mungu, ale po miesiącu wszystko wróciło. McGonagall wlepiła jej szlaban, a Flitwick rzucił na nią generalne Finite, w razie gdyby miała na sobie coś jeszcze.

Pod koniec historii oczy Harry'ego zrobiły się okrągłe jak galeony. Po cichu odetchnął z ulgą, wyobrażając sobie, co by się stało, gdyby zabezpieczenie wykryło maść Snape'a i alarm włączyłby się na środku jeziora. Pewnie Hagrid rąbnąłby go swoim parasolem, myśląc, że jest śmierciożercą w przebraniu i trzeba byłoby go cucić w skrzydle szpitalnym.

W końcu wszyscy się najedli i talerze zabłysły złotem. Harry oparł się na łokciach, czując z wolna wkradającą się senność. Jego myśli krążyły z natręctwem bzyczącej muchy wokół miękkiej kołdry i poduszki, które czekały na niego gdzieś w zamku.

Profesor Dumbledore wstał i zapadła cisza.

— Zanim zawędrujemy do ciepłych łóżek po dniu pełnym wrażeń, mam do przekazania kilka ogłoszeń. Zakazany Las, który mieści się na skraju szkolnych błoni, jest wciąż zakazany. Dobrze, żeby niektórzy o tym pamiętali. Pan Filch, nasz woźny, prosił mnie po raz czterysta sześćdziesiąty drugi, żebym przypomniał, iż na korytarzach nie wolno używać czarów, podobnie jak nie wolno robić wielu innych rzeczy. Pełna lista czynności i przedmiotów zabronionych jest wywieszona na drzwiach biura pana Filcha, który oczywiście z radością wszystkich zaprasza do poznania jej zawartości. Jak co roku początek miesiąca będzie poświęcony naborom do drużyn quidditcha, więc ci, którzy pragną spróbować swoich sił, powinni podać nazwiska opiekunom domów. Termin pierwszej wizyty do Hogsmeade jest ustalony na połowę października. Standardowo udział w niej mogą brać uczniowie od trzeciej klasy wzwyż.

Harry wyprostował się gwałtownie i gorączkowo przeszukał pamięć w próbie przypomnienia sobie, czy w ogóle otrzymał w tym roku formularz zezwalający na odwiedziny magicznej wioski, ale niczego takiego nie kojarzył. Postanowił, że przy najbliższej okazji zapyta o to Snape'a.

— Mamy również, jak co roku, zmianę w gronie nauczycielskim. Mam zaszczyt przedstawić wam profesora Randala Terrence'a, naszego nowego nauczyciela obrony przed czarną magią.

Przez salę przetoczyły się oklaski. Z lekkim uśmiechem czarodziej skinął głową.

— Jak wszyscy wiecie, Lord Voldemort i jego zwolennicy znowu są na wolności i zbierają siły. — Zapadła głucha, pełna napięcia cisza. — Trudno przecenić zagrożenie, jakie niesie obecna sytuacja, i konieczność zachowania przez każdego z was wszelkich środków ostrożności i bezpieczeństwa. Magiczna ochrona zamku została w ciągu lata bardzo wzmocniona, o czym przekonali się już co poniektórzy. — Czarodziej uśmiechnął się dobrodusznie, gdy w sali wybuchły pojedyncze chichoty, a Eloise zapadła się głębiej w krześle. — Chronią nas nowe i o wiele potężniejsze czary, ale musimy być wciąż uczuleni na jakikolwiek przejaw braku ostrożności ze strony każdego z uczniów i nauczycieli. Dlatego proszę was, żebyście ze zrozumieniem przyjęli wszelkie ograniczenia, jakie mogą na was nałożyć nauczyciele, choćby były dla was nie wiem jak uciążliwe. I proszę was, żebyście natychmiast donieśli któremuś z członków personelu o każdym przypadku zauważenia czegoś dziwnego albo podejrzanego w zamku lub poza nim. Ufam, że wszyscy zachowacie najwyższą ostrożność, dla własnego i każdego z waszych koleżanek i kolegów bezpieczeństwa [1].

— No, a teraz zmykajcie. Jutro pierwszy dzień szkoły i wasi nauczyciele nie będą zadowoleni, jeśli niewyspani zaczniecie drzemać w połowie ich fascynujących wykładów wprowadzających w tajniki magii. Miłej nocy!

Ławki hałaśliwie odsunięto i Harry podążył za Puchonami. Nie miał bladego pojęcia, gdzie znajduje się pokój wspólny Hufflepuffu. Do tego stęsknił się za zamkiem tak bardzo, że przywołanie na twarz radości połączonej z pewną dozą nerwowego wyczekiwania przyszło mu bez trudu.

W sali wejściowej zignorowali marmurowe schody wiodące na wyższe piętra i skierowali się w korytarz prowadzący do kuchni. Przeszli obok obrazu przedstawiającego miskę z owocami, a kiedy dotarli do końca korytarza, skręcili w lewo i wspięli się po kilku krętych schodkach. Po minięciu szeregu arrasów skręcili ponownie, tym razem w prawo, by ujrzeć obraz martwej natury oraz posąg starej wiedźmy. Tam znajdowała się kamienna wnęka z rządem ogromnych beczek. Lucy podeszła do środkowej beczki, wystukała na wieku nieznaną Harry'emu melodię, a następnie wyszeptała hasło: Ardua prima via est [2]. Z nicości zmaterializowała się klamka, a po jej naciśnięciu pokrywa beczki ukazała ukryte przejście do pokoju wspólnego Hufflepuffu.

Harry okręcił się wokół własnej osi z rozdziawioną buzią. To miejsce było absolutnie magiczne i w niczym nie przypominało bezładnego, jaskrawego pokoju wspólnego Gryffindoru. Harry spodziewał się, że będą tu dominowały czerń i żółć, ale choć tych kolorów nie brakowało, znalazły się tu wszystkie kolory roku: soczysta zieleń źdźbeł traw porastających wiosną łąki, brąz urodzajnej ziemi, złoto wznoszących się ku słońcu kłosów, czerwień dorodnej jarzębiny, biel mrożącego koniuszki palców śniegu. Wszystko współgrało ze sobą w idealnym koncercie barw i nadawało przestronnemu pomieszczeniu tak przytulnego, domowego charakteru, że w jednej chwili Harry poczuł, jak uchodzi z niego napięcie ostatnich miesięcy.

Wszystko miało tu swoje miejsce. Koło wejścia znajdował się wielki kominek z wyrzeźbionymi po bokach dwoma borsukami i zachęcająco wyglądające fotele oraz kanapy. Rozżarzone bierwiona trzaskały wesoło w palenisku, oświetlając wiszący nad gzymsem obraz Helgi Hufflepuff. Założycielka domu obserwowała uważnie nowych uczniów i z uśmiechem witała starych. Na podłodze z wiśniowego drewna pyszniły się puchate dywany, a bielony sufit ozdabiały złote runy, które zdawały się błyszczeć w świetle miedzianych kandelabrów. Ścianę po prawej stronie przysłaniał pokaźny regał z książkami, a zaraz przy nim stało kilka stolików z krzesłami z żółtym obiciem oraz starannie wyrzeźbionymi podłokietnikami. Tu i ówdzie zieleniła się też jakaś osobliwa roślina.

Harry podszedł do okna wykuszowego i przycisnął nos do szyby, by zobaczyć, co jest na zewnątrz. W świetle padającym z licznych okien rozpościerał się widok na błonia, kawałek lasu oraz coś, co wyglądało na ogród, ale było zbyt ciemno, by mógł stwierdzić dokładnie. Znajdowali się tak nisko nad ziemią, że z powodzeniem mógłby otworzyć okno i wyślizgnąć się na murawę. Czy nauczyciele nie obawiali się, że uczniowie mogą wykradać się w ten sposób z zamku? Harry był tu dopiero od pięciu minut i już doceniał przydatność takiego rozwiązania. A może to typowa cecha Gryfonów? Pewnie Puchoni mieli lepsze rzeczy do roboty, niż włóczenie się po nocach.

Ernie go zawołał i Harry spojrzał, na co wskazuje. Zamiast dwóch par spiralnych schodów — jednych wiodących do dormitoriów chłopców, a drugich do dormitoriów dziewcząt — Puchoni posiadali dwa osobne korytarze, wyglądające jak borsucze norki. Harry podążył za wskazówką Erniego w prawy. Na jednych z okrągłych, pomalowanych na zielono drzwi wisiała plakietka głosząca „Piąty rok”.

Harry zajrzał do środka. Sypialnia chłopców przypominała tę, którą dzielił w Gryffindorze. Pięć łóżek z kolumienkami i kotarami stało w okrągłym pomieszczeniu, a przy każdym z nich znajdowała się szafka nocna na książki i podręczne rzeczy. Okna jednakże były okrągłe, kotary żółte, parapety ozdabiały doniczki z roślinami, a przy drzwiach stała wspólna szafa z ciemnego drewna. Justyn wytłumaczył, że zazwyczaj trzymają w niej płaszcze, miotły, strój do quidditcha i wszystko to, co nie mieściło się w szafce lub chciało się mieć pod ręką. Harry docenił takie rozwiązanie, bo codzienne przekopywanie się przez wszystko w kufrze bywało uciążliwe.

Obiecując sobie, że rozpakuje się jutro, kiedy będzie mniej zmęczony, podszedł do kufra, który czekał na niego przy jednym z łóżek. Wyciągnął piżamę i przybory toaletowe, a następnie minąwszy Doriana wieszającego plakat zespołu rockowego zwanego Dzikie Wilkołaki, udał się do łazienki. Po przebraniu się i umyciu zębów wślizgnął się pod kołdrę, zaciągnął zasłony i przez chwilę nasłuchiwał przytłumionych odgłosów współdomowników. Zastanawiał się, co teraz robi Ron. Czy widząc puste łóżko Harry'ego, tęskni za nim i czy rozmyśla, tak jak Harry, co porabia jego najlepszy przyjaciel? Przez sekundę serce Harry'ego ścisnęło się na myśl o wieży Gryffindoru z całym jej hałasem, zgiełkiem i jaskrawością. Potem jednak przypomniał sobie wszystkie powody, dla których powrót tam byłby równie trudny, co odejście.

Wsunął dłoń pod koszulkę i wyciągnął coś czerwonego i połyskującego. Jakimś sposobem trzymany w ręku przedmiot dodał mu otuchy.

— Załóż to — powiedział Snape poprzedniego dnia.

Z jego dłoni, na grubym łańcuszku, zwisał rubin wielkości przepiórczego jajka. Srebro oplatało klejnot niczym rama lustro. Było w nim coś hipnotyzującego.

— Co to jest?

— Amulet.

— Przed czym chroni?

Harry spojrzał w twarz mężczyzny, ale nie mógł z niej nic wyczytać.

— Trzymaj go zawsze przy sobie, a się dowiesz.

Snape kilkakrotnie podkreślił, żeby nigdy się z nim nie rozstawał, więc Harry wahał się przed ściągnięciem go nawet do snu w obawie, że rano o nim zapomni. Poza tym amulet nie przeszkadzał mu i nigdy o nic nie zahaczał, nawet podczas przebierania. Ostatecznie schował go pod koszulkę. Gdy klejnot dotknął skóry, zaczął na powrót emanować ciepłem. To pokrzepiające uczucie ukołysało Harry'ego do snu.

________________________
[1] Tak, jestem śmierdzącym leniem i wypowiedź tę (z małymi modyfikacjami) zaczerpnęłam z „Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi”. Dumbledore idealnie przekazał to, co chciałam zawrzeć, więc nie widziałam sensu produkowania się i pisania tego samego po raz drugi, tylko że innymi słowami. Dodatkowo część rzeczy w tym rozdziale może się powtarzać/być podobna do poprzednich tomów, gdyż w wielu miejscach trzymam się ściśle kanonu.
[2] łac. Początki są trudne, dosł. pierwsza droga jest stroma.
[3] Jakby ktoś nie wiedział, a się zastanawiał, to tak wygląda okno wykuszowe: klik!

A/N: Ręka w górę kto się tego spodziewał! Tak więc... nie rzucajcie we mnie pomidorami, dobrze? Proszę? ^^

101 komentarzy:

  1. Fantastyczny rozdział. Trochę przyszło mi czekać, ale było warto!
    Nie spodziewałam się, że Harry zostanie przydzielony do Hufflepuffu, tutaj mnie zaskoczyłaś całkowicie.
    Teraz, jeszcze bardziej niż przedtem, ciekawi mnie jak będą się układać stosunki Snape - Harry / Syn - ojciec.
    Pierwsza lekcja eliksirów będzie decydująca, tak mi się wydaje.
    Reakcja Mcgonagall mówi mi, że ona wie kim jest Alan Snape, ale czy wiedzą inni nauczyciele? A jeśli nie, to co myślą o tym, że Snape ma syna?

    Jedyne czego mi trzeba, to kolejnego rozdziału.
    I spokojnie nie będę rzucać w Ciebie pomidorami. Jestem cierpliwa. Cierpliwości nauczyłam się oczekując nowych sezonów BBC Sherlocka. Tam trzeba niekiedy czekać 2 lata na nową zawartość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, Alex! Do McGonagall odniosę się w następnym rozdziale, ale jeśli chcesz poznać odpowiedzi na zadane pytania już teraz, odsyłam do odświeżenia 9 rozdziału. Tam było o niej i jej roli :) Pewnie niewiele osób pamięta, bo był publikowany dawno, a MP ma już sporą objętość, dlatego jeszcze o tym napiszę.

      Ps. Uwielbiam BBC Sherlock! To majstersztyk spośród słabych fabularnie, technicznie i aktorsko seriali. Naprawdę już nie mogę się doczekać czwartego sezonu :D

      Usuń
    2. Jeju kocham Sherlocka! A myślałaś może o jakimś crossoverze?
      ~Złotalia

      Usuń
    3. Wolałabym przeczytać taki crossover niż go napisać :D Zresztą mam już inne pomysły czekające w kolejce do zrealizowania, na Sherlocka już nie starczyłoby czasu ;)

      Usuń
  2. Wow, naprawdę coś nowego!

    Z tym Hufflepuffem... mam mieszane uczucia. Czuję coś jakby rozczarowanie... ale mam czas żeby się z tym oswoić. Kochana Phoe, nie każ nam czekać następne pół roku, dobrze? Akcja zaczyna się rozkręcać, nie długo wybuchnę! Jestem ciekawa dalszego ciągu, zżera mnie to od środka. Bardzo podobają mi się twoje opisy. Masz już jakiś przewidywany czas dodania następnej części? Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

    Z podrowieniami,

    ~Ślizgonka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, że wyrobię się wcześniej niż za miesiąc, bo zapowiada mi się kolejny długi rozdział. Mam wypunktowane, co chcę w nim zawrzeć, i już widzę, że jest tego sporo, a przecież jeszcze nie wiem, czy gdzieś czegoś nie dodam, rozwinę, lub opiszę bardziej szczegółowo.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Rozdział jest fajny, dobrze się czytało. Wygląda też na to, że "trafiłem" z przydziałem Pottera do domu. Takie rozwiązanie, podobnie jak przydział do krukonów, daje bardzo duże możliwości w kreowaniu OC (nowych, oryginalnych bohaterów), bo w kanonie mamy parę nazwisk i niewiele więcej. Ciekawie wykreowałaś tiarę, zaskoczyły mnie zdania o jednoczeniu się z naturą. Nie wiedziałem, że jest ironistką zapraszającą uczniów na kozetkę i w pierwszej chwili byłem zdezorientowany. :) Chętnie też dowiedziałbym się więcej o pozostałych przypadkach ponownego przydzielania. Tylko skąd ta liczba tych przeniesień, coś mi chodzi po głowie, że pojawiła się w jakimś innym opowiadaniu. :)
    Pozdrawiam Apollo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę ci sekret, że przy wyborze domu w ogóle nie patrzyłam na to, gdzie Harry będzie pasował, ale właśnie na to, jakie da mi to możliwości fabularne :D Bo Harry to taki poczciwy żuczek, co da sobie radę wszędzie. Tak więc rozważałam każdy dom w mniejszym lub większym stopniu, bo z każdym można byłoby zrobić coś fajnego. Dodatkowo każdy dom oferuje zupełnie inne rozwiązania, które nie są możliwe nigdzie indziej. Puchoni mieli tę przewagę, że bardzo mało o nich wiemy z kanonu i tu jest duże pole do popisu, ale wciąż to była dla mnie ogromnie trudna decyzja.

      Co do liczby przeniesień, to rozważałam wcześniej, czy w ogóle w kanonie byłoby coś takiego możliwe. Uznałam, że w zasadzie takie praktyki są bez sensu — nie przenosi się uczniów i basta. Z drugiej strony może kiedyś jednak był taki przypadek? Chociaż jeden albo dwa? Stąd słowa tiary. Jest szansa, że do tego jeszcze wrócę :)

      Usuń
  4. OMG!
    Puchon?
    Tak wiem, oni są niedoceniani. Może się to ciekawie rozwinąć. Mam nadzieję że następny rozdział będzie szybciej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam sporo pomysłów odnośnie Puszków, więc liczę, że uda mi się ich zrehabilitować :)

      Usuń
  5. Oh, mon ami! Tyle czasu, ostatnia publikacja była w maju. Musiałam na nowo przeczytać poprzedni rozdział, aby przypomnieć sobie historie... ale to dobrze, bo rozdział cudny. Ciekawy rozwój historii i tyle niewiadomych, tyle pytań... i tego właśnie zawsze szukam , więc masz w pełni usatyswakcjonowaną czytelniczke.
    Pisz szybko.
    Dużo weny życze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to niezmiernie!
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
  6. Fantastyczny rozdział!!! Cieszę się, że wróciłaś :D kiedy następny rozdział? hehe

    OdpowiedzUsuń
  7. HA! Tak coś czułam, że w Twoim opowiadaniu Harry będzie Puchonem ^^ (btw NIGDZIE nie mogę znaleźć opowiadania gdzie Harry byłby Puchonem... nigdzie).
    Bardzo podobał mi się opis rozmowy przy stole Huffelpuffu, coś czuję, że u Ciebie, Ci niepozorni uczniowie okażą się niezwykłą mieszanką wszystkich domów.
    Bardzo, bardzo podobał mi się ten rozdział i nie mogę doczekać się ciągu dalszego.

    Pozdrawiam i życzę weny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam dwa opowiadania po angielsku z Harrym w Hufflepuffie, natomiast po polsku nie znam ani jednego. Nawet założyłam temat w świstoklikach na forum mirriel, bo chciałam sobie o tym poczytać. Niestety w odpowiedziach głusza. No ale za to czuję teraz perwersyjną dumę, że "Magia Przynależności" jest jedyna w swoim rodzaju w dosłownym tego słowa znaczeniu :D

      Usuń
  8. Czytałam w swoim życiu bardzo dużo opowiadań o relacji Harry'ego ze Snapem i muszę przyznać, że Twoje znajduje się w ścisłej czołówce. Przez 9 lat, bo tyle trwa moja przygoda z fanfiction, czekałam na coś takiego! Twoje opowiadanie jest niesamowicie dopracowane i przemyślane. Każda rozmowa, gest, wybór dokonywany przez bohatera naprawdę ma (lub mam nadzieję, że będzie miał) znaczenie. Dołączając do tego Twoje nieszablonowe pomysły, Twoje opowiadanie może stać się prawdziwym arcydziełem :) Co do bohaterów, są zdecydowanie kanoniczni, a ich przemiana przebiega bardzo naturalnie. Muszę też wspomnieć o jednym rozdziale, który wyjątkowo utkwił mi w pamięci, a mianowicie opowieść Snape'a o swoich motywach przejścia na stronę Voldemorta. Twój pomysł zrobił na mnie ogromne wrażenie. Twoją wersję w zupełności kupuję! W oryginale J.K Rowling zawsze nie do końca rozumiałam, dlaczego czarodzieje przechodzili na stronę Voldemorta, gdzie królowała przemoc, strach, nienawiść. Wg mnie nie było to do końca zgodne z naturą ludzką, bo przecież nikt nie chce być zły i nieszczęśliwy. Twoje wyjaśnienie wydaje mi się jednak w pełni sensowne. Naprawdę gratuluję pomysłu! Wracając do obecnego rozdziału, muszę przyznać, że trochę obawiałam się, że wybierzesz Huffelpuf. Trzymałam kciuki, aby Harry został przydzielony do Ravenclawu, ale to chyba dlatego, że sama czuję się typową Krukonką :) W każdym razie zdaję sobie sprawę, że Huffelpuf był najsensowniejszym wyborem i już nie mogę się doczekać, aż polubię ten dom, za Twoją sprawą. A jestem prawie pewna, że tak będzie.
    Przepraszam, że komentuję dopiero teraz. Sama nie znoszę pisania czegokolwiek, nawet komentarzy i czasu mam malutko, ale aż niegrzecznie nie docenić takiej ogromnej pracy wkładanej w to opowiadanie.
    Życzę dużo weny, motywacji i wolnego czasu!
    Pozdrawiam, Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak piękny i wyczerpujący komentarz! Taka pochwała naprawdę wiele znaczy, bo przy tak długim stażu musisz już być naprawdę oczytana w fanfiction. A że konkurencja nie śpi, bo HP/SS jest bardzo popularną parą we wszystkich konfiguracjach, to niełatwo jest się wyróżnić.

      Ja zawsze czułam się Gryfonką, ale pottermore przydzielił mnie do Ravenclawu ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu. Potem zrobiłam test ponownie, by oszukać tiarę, i wyszedł mi Slytherin, psia mać xD

      Usuń
  9. Czytam twoje opowiadanie od początku, ale jestem raczej "cicho-czytaczem" i nigdy nie komentuję. Jednak dziś muszę dodać komentarz, bo czuję się geniuszem głosując w twojej ankiecie na Hufflepuff haha :D jestem zadowolona, że Alan tam trafił, hufflepuff pasował ze zwględu na właśnie spokój i neutralność. Rozdział świetny, tak jak każdy poprzedi. Trochę długo czekaliśmy, ale najważniejsze, że opowiadanie nie umarło! :)
    Już z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie podczas obserwowania głosowania zastanawiałam się, kto oddawał głosy na Hufflepuff :D Zważając, że Puszki nie cieszą się popularnością, nie miałam wielkich nadziei, że ktoś na nich zagłosuje, a tu taka niespodzianka!

      Usuń
  10. Hmm . . . No dobra. Tego się nie spodziewałam. Harry/Alan w Hufflepuffie? Nie no szczęka opadła mi do samej ziemi :)
    Co dalej? Aha. Czytałam wiele opowiadań w których Harry okazywał się synem naszego drogiego Severusa, ale to jest pierwsze w którym nasz Mistrz Eliksirów jest taki jaki być powinien :P Dalej jest tym sarkastycznym, niemiłym a jednak pilnującym uczniów mężczyzną, który nie pała do Pottera miłością tylko dla tego że to jego syn.
    Co do Hufflepuffu to jest duża możliwość rozwinięcia tego. W książkach bardzo mało było o Puchonach. Masz bardzo duże pole do popisu i mam nadzieję że z tego skrzętnie skorzystasz :D
    Cieszę się że w końcu do nas wróciłaś.
    Serdecznie pozdrawiam, życzę dużo weny i cierpliwości Senri97 xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam, że poniektórych mocno zaskoczę :D

      Cieszę się, że odpowiada ci mój Severus. Z jednej strony jego kreacja wynika z mojego wyobrażenia wyniesionego z kanonu, bo potrafił być naprawdę okropny, ale w kluczowych momentach jego postępowanie przeczyło nieprzyjemnej powierzchowności. Z drugiej strony wychodzę poza kanon - choć może powinnam powiedzieć: naprzeciwko niemu - bo znamy Severusa jedynie oczami Harry'ego, więc większość informacji była bardzo subiektywna, no i - nie oszukujmy się - także negatywna. Nie wiemy też, jaka postać była prywatnie. Z doświadczenia wyniosłam, że ktoś, kto dla jednych ludzi może mieć opinię bydlaka, dla innych - na przykład przyjaciół - może być jego zupełnym przeciwieństwem. No i po trzecie, nie jest realne w prawdziwym życiu, by nagle zacząć kogoś kochać z powodu więzów krwi. To tak nie działa. Trzeba czasu na zbudowanie więzi emocjonalnej. O ile zupełnie inaczej przedstawiałaby się sytuacja z niemowlęciem, o tyle zupełnie inaczej będzie to wyglądało z nastolatkiem. Dlatego zawsze irytowały mnie te wszystkie ficzki, w których Snape z nagła pokochuje Harry'ego, bo ten jest jego synem.

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  11. Na stronie, która utworzyła J.K.Rowling (pottermore.com) zostałam przydzielona do Slytherinu. Może dlatego miałam nadzieję, że sławny Harry Potter tez zostanie tam przydzielony.
    Ale jednak dobrze, że tam nie trafił. W domu węży byłoby za dużo Snape'a. Syn Snape'a, dom Snape'a itd...
    Notka jest fajna, a byłaby jeszcze lepsze gdyby została dodana szybciej. Ale wracając do tematu.. Hogwart opisałaś z innej pesperktywy, a co za tym idzie, wniosłaś do zamku trochę świeżości. No bo kto by pomyślał, że Hufflepuff może być tak ładnie urządzonym domem.
    Byłoby jeszcze lepiej gdyby Hufflepuff wygrał puchar Quddicha (nie wiem jak napisać tą nazwę, z góry przepraszam). Ale o tym dowiem się (mam nadzieje) pod koniec roku szkolnego w Hogwarcie.

    Życzę dużo weny i dziękuję za notke!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiesz się, dowiesz :D Wszystko, co było zawsze istotne podczas roku szkolnego, zostanie w MP zawarte.

      Pozdrwiam!

      Usuń
  12. Bardzo mi się podoba! Szczególnie po tak długim czasie ^^ Jest dla mnie jak taka rzecz, która wróciła xD Moje reakcja na wieść, że jest nowy rozdział: Oooooo! *.* Muszę przeczytać!
    Nie zawiodłam się, ani nic takiego. Znowu ze zniecierpliwieniem wrócę do czekania xD Niestety!
    Życzę Ci, że wena będzie się Ciebie trzymać i szybko napiszesz kolejną część :D

    Prawie chciałam kończyć pisać komentarz, a zapomniałam o najważniejszym! Przydział Harrego! :D Jestem bardzo ciekawa jak teraz to wszystko będzie wyglądało, lekcje, relacje z innymi i w ogóle. Kurcze, mam wrażenie, że to dopiero maleńki począteczek, jestem głodna tego opowiadania o___o chcę więcej. Już nie pamiętam jaki był opis Hufflepuffu według Rowlling, ale chyba zrobiłaś podobnie? Czy wszystko tak samo?
    Nie mogę się doczekać, aby przeczytać o lekcjach eliksirów. Zawsze mnie intryguje, w jaki sposób będą przedstawione wtedy relacje Snape i Harrego (jako Alana~). Aaa! Frustrujące, świadomość czekania xD Mam cichą nadzieję, że w Twoim planie na rozdział są uwzględnione relacje (~*o*)~

    Wykonam taniec przywołujący wenę dla Ciebie i pozdrawiam!
    Aya :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako że Rowling nie opisała pokoju wspólnego Hufflepuffu w kanonie, to teoretycznie nie musiałam się niczym przejmować i mogłam puścić wodze fantazji. Byłam jednakże ciekawa, co umyśliła Rowling przy tworzeniu pottermore, więc poszukałam na ten temat informacji. To, co znalazłam, spodobało mi się i niejako pokrywało się z tym, jak chciałabym ten dom przedstawić. Część rzeczy więc zdecydowanie wykorzystałam, a część jest wynikiem mojej wyobraźni :)

      Mogę zawiadomić, że tak, w rozdziale znajdzie się miejsce na relację Severus - Harry :)

      Dziękuję za naweniający taniec i komentarz! :D

      Usuń
  13. Przeczytałam dziś całość, jestem pod wrażeniem, czekam na ciąg dalszy :-) Harry w Hufflepuffie to jest coś B-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejku Phoe! To jest coś absolutnie cudownego! Potter w Hufflepuffie! A to Ci dopiero! Szczerze miałam nadzieję, że wyląduje w Slytherinie. Wtedy byłoby więcej Snape'a. Jego postać pisana Twoim piórem jest cholernie intrygująca! A co do tego naszego Hufflepuff... to zaraz po Slytherinie mój ulubiony dom, także trafiłaś prosto w mój gust. Jestem ciekawa jak teraz będzie zachowywał się Alan, i czy jest przewidziany wątek miłosny? Jeśli tak, to kto zostanie wybranką jego serca? ;p
    Czekam na nowy rozdział i każdego dnia (daję słowo! xD) modlę się o Twoją wenę :D

    pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harry doświadczy wszystkiego, czego doświadcza typowy nastolatek, tak więc przewiduję wątki miłosne. Nie będą one jednak dominować opowiadania, tak samo jak nie dominowały one w oryginalnym HP :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  15. Ten rozdział jest taki przyjemny, przytulny, wesoły. Jak miło znów być w Hogwarcie. Nie było tu w sumie smutnych wydarzeń, same pozytywy. I dobrze, były problemy i pewnie znów problemy będą więc przyda się taka odskocznia.
    Z rozmowy Harry'ego z tiarą wynika, że Huffelpuff to ostatni dom, do którego się nadaje, ale jakby tak się zastanowić to chyba w tej sytuacji najlepsza opcja. Jestem ciekawa czy coś ciekawego z tego wyniknie i czy puchoni mają jakiś potencjał na towarzyszy przygód Pottera.
    Snape jest dobrym ojcem choć udało ci się uzyskać równowagę między jego snapowością, a rodzicielstwem. Co oczywiście się Tobie ceni.
    Reakcje uczniów są bardzo pozytywne, ale to dopiero pierwszy dzień i jeszcze nie wszyscy zdążyli Alana poznać i wyrazić opinię na temat jego osoby.
    To takie miłe wprowadzenie do Hogwartu. Czekam niezmiernie na to aż Alan Snape zawojuje całą szkołę, na problemy, które Harry mieć po prostu musi, na ratowanie świata i nocne wyprawy.
    Życzę weny i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział MP.
    Wiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, siostrzyczko! :*

      Usuń
  16. Odpowiadając najpierw na twoje pytanie... OCZYWIŚCIE, że nikt się tego nie spodziewał! Puchoni są tak pomijani, zarówno w książce, jak i fandomie, że trudno spodziewać się czegoś takiego! Ale, nie mam żadnych obiekcji, co do tego. Uważam, ze to genialny zwrot akcji. Po prostu majstersztyk! Nawet od razu pochwaliłam się tym koleżance, która wprost uwielbia Hufflepuff i obrusza się albo wkurza, gdy ktoś lekceważy jej ulubiony dom albo wygłasza na jego temat niepochlebne komentarze. Ja osobiście utożsamiam się z Krukonami... w zasadzie sama nie wiem dlaczego, biorąc pod uwagę, że pewnie, tak jak Harry wspomniał, stałabym pod drzwiami i czekałabym aż ktoś mądrzejszy rozwiąże za mnie zagadkę xD

    Co do rozdziału, to STRAAAAAASZNIE długo kazałaś na niego czekać! Już myślałam, że umarłaś! Straciłam przez to nadzieję na to, że w ogóle jeszcze coś wstawisz! Za to powinniśmy cię zlinczować, ale jeżeli to zrobimy, to już na serio nic dla nas nie napiszesz, a to ogromna strata.

    Rozdział ogólnie wspaniały. Tak jak wszystkie inne zresztą. Trudno mi w tej sytuacji krytykować cokolwiek, ponieważ osobiście uważam twoje opowiadanie za jeden z klasyków fandomu! Samo ominięcie tego opowiadania uznałabym za godne uśmiercenia osobnika, który się tegoż procederu dopuścił! Tak, czy siak. Jesteś świetna i zawsze będziesz, a ja, jako fan, zawsze będę ci słodzić i ogólnie rozwodzić się nad tobą. Jednak nie musisz się martwić, jak zobaczę jakiś błąd, to wytknę. W tym momencie mam wrażenie, że było kilka nieścisłości, ale nie były na tyle wielkie, bym zwróciła na nie szczególną uwagę. Chodzi tu głównie o składnie zdań. A zresztą, ja sama nie jestem najlepsza w te klocki, o czym zajęcia na studiach cały czas mi przypominają.

    Tak czy siak, rozdział cudowny, wprost bajeczny. I oby tak dalej. Mam nadzieję, że już nie będziesz znikasz na taka kosmiczną ilość czasu. Bo jeżeli tak, to się rozpłaczę. Serio.

    Czekam na kolejny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, teraz dostałam taki zasyp słodkości, że będę musiała przejść na dietę :D

      Dziękuję za wszystkie miłe słowa :) I jeśli następnym razem wyhaczysz jakiś błąd, to krzycz. Mimo wielokrotnego sprawdzania i bet, zawsze jakiś babol się trafi — pomyłki nawet w książkach można znaleźć, a przecież nad ich poprawnością czuwają specjaliści :)

      Postaram się nie znikać. Po ostatnim zniknięciu nie mam zwyczajnie serca, by robić wam to po raz kolejny :>

      Usuń
  17. Kocham tego bloga. Zaczełam czytać go kilka dni temu i nie mogłam przestać «3 teraz ciesze sie jeszcze bardziej tym, że blog wciąż jest prowadzony :D Jedyny problem to to, że teraz musze czekać na kolejne rozdziały ;-; no cóż blog fantastyczny i bardzo dobrze napisany. Na początku gdy przeczytałam że Harry ma byś synem Severusa miałam ochotę zostawić bloga, ale teraz ciesze sie ze tego nie zrobiłam :) mam nadzjeje ze posty beda szybciej! Życze weny
    Karolina
    Ps. pisze z telefonu więc wygląda to dość niedbale, wiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odzew!

      Ostatnio jestem po lekturze "Nec plus ultra" i na własnej skórze odczułam, jak to jest czytać fantastyczne opowiadanie, dobrnąć do końca i nagle uświadomić sobie, że teraz trzeba czekać na dalszy ciąg. Sadyzm w czystej postaci :)

      Usuń
  18. Pierwszy mój komentarz, ale niech będzie, bo dziś udało mi się wreszcie przeczytać do końca Magię przynależności :)
    Bardzo mi się podoba to, w jaki sposób operujesz emocjami czytelników. Płynne przejście z idylicznej sielanki z elementami komizmu przez komizm w czytstej postaci (tak! Nadal tarzam się po podłodze po nagłej i niespodziewanej decyzji Tiary, co opisałaś po prostu wspaniale!) wprost w poczucie ciepłej, przyjemnej więzi, którą Harry zaczyna czuć do narwanego i typowo książkowego Severusa.
    Opis pokoju wspólnego puchonów... No rozłożyłaś mnie na łopatki, dom nijako pominięty przez Rowling okazuje się być tak ciepły, przyjazny i otwarty, że wręcz chce się w nim przebywać :) Idealne jest to miejsce, przepełnione magią i sielskim spokojnem. Wręcz miałam uczucie, jakby zaraz z tego "borsuczego" kominka miało wyfrunąć stado maleńkich, błyszczących wróżek i leniwie wirować pod sufitem na wzór płatów śniegu :) Wiem, mam chorą wyobraźnię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cudny komentarz :D Uśmiałam się z tych wróżek. Ale rzeczywiście, pokój wspólny Puchonów to takie miejsce, w którym wróżki fruwające pod sufitem w sumie nie dziwiłyby :D

      Usuń
  19. Nareszcie nie pominięto puchonów. Każdy autor zazwyczaj odsuwa Hufflepuff na drugi plan i panuje zasada, ze puchoni to Ci słabi. Jak mnie cieszy, ze ktos ich w koncu docenia. Sama jestem puchonką i nie uwazam ze jestem jakąs ciamajdą. Natomiast rozdział cudny. Jak całe twoje opiwadanie. Nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu i zycze jeszcze wiecej weny ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki obraz Puchonów jest winą Joaśki niestety. Sama podczas lektury nie miałam dobrej opinii o tym domu. Z czasem jednak moja opinia zaczęła się zmieniać. Pozdrawiam!

      Usuń
  20. Cześć. Mam jednak pewne wątpliwości co doniektórych możliwości dawanych przez wybrany dom. Pewne rzeczy zaczynają być logiczne i przewidywalne ze względu na dotychczasowy rozwój akcji. W momencie, w którym Harry trafił do puchonów, młody Malfoy powinien zacząć coś podejrzewać. Harry twierdził, że był prześladowany przez mugoli, tymczasem trafia do Hufflepuff, domu znanego ze skupiania „miłośników mugoli”. Nie zdziwiłbym się też, gdyby Snape był niezadowolony z obrotu spraw, fakty zaczynają bowiem przeczyć jego wersji wydarzeń, która zapewne rozniosła się już wśród zwolenników czarnego pana. Wiadomo, sam trochę niepotrzebnie kwestię przydziału puścił luzem, ale może jako wytrawny szpieg wymyśli jakąś szopkę wespół z Harrym, zamiast się chmurzyć w typowy dla siebie sposób.
    Pozdrawiam i życzę wena.
    Ps: Jak idą prace nad kolejnym rozdziałem? Wiesz już może, jak chcesz go zatytułować?

    OdpowiedzUsuń
  21. Ps1: Powyższy komentarz jest mój. Apollo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież nigdzie nie było napisane, że rodzina zastępcza Alana miała korzenie mugolskie. Wręcz przeciwnie, można wywnioskować, że musieli być czarodziejami, ponieważ ministerstwo nie oddałoby nieletniego pod opiekę obcych mugoli. Inaczej kodeks tajności czarów szlag by trafił (pomijamy oczywiście sytuację, gdy członków rodziny łączyły więzy krwi — wtedy sytuacja wyglądała inaczej).

      Zresztą nie uważam, że Hufflepuff jest znany ze skupiania "miłośników mugoli". Tam są ludzie absolutnie różnego pokroju, którzy jeśli mają w nosie status krwi, to dlatego że mają lepsze rzeczy do roboty niż zajmowanie się takimi pierdołami. Poza tym nie popadajmy w paranoję — wśród zwolenników Voldemorta można znaleźć czarodziejów z każdego domu, a nie tylko Slytherinu.

      Prace nad rozdziałem idą standardowo — powoli. Nie zdecydowałam jeszcze, jaki nadam tytuł rozdziału. Pewnie wyjdzie w praniu gdzieś pod koniec pisania :)

      Usuń
  22. Jejuuu, zakochałam się! Możesz mnie powiadomić o następnych rozdziałach? zewciaa@gmail.com
    Piszesz bombowo,serio.

    OdpowiedzUsuń
  23. Phoe znów nas opuszczasz? ;c

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej. Trafiłam na twojego bloga gdzieś we wrzešniu i przeczytałam to co było. Powiem szczerze, že lrpszego bloga jeszcze nie czytałam. Sorki za dziwne słowa, efekt pisania na telefonie. Nie masz može jakichš innych blogów? Chętnie bym poczytała. Pozdrawiam i życzę DUŻO weny.💟🐈

    OdpowiedzUsuń
  25. Będzie jakiś dodatek świąteczny? :d

    OdpowiedzUsuń
  26. To jest mój pierwszy komentarz, więc postaram się tak "po żołniersku". Podoba mi się, że nie "przeskoczyłaś" czasowo w swoim opowiadaniu. Wszystko odbywa się stopniowo i nie ma mowy o tym, że w trzecim rozdziale jest powrót do szkoły a w czwartym spijanie sobie z dzióbków przez bohaterów którzy dopiero co się nienawidzili. Wszystko to wypada bardzo naturalnie. Wiarygodne jest zarówno przedstawienie bohaterów jak i sytuacji, choćby "intrygi" Lily. Fikcja fikcją, ale jeśli tekst trąci sience fiction, to już przesada. Chwała za to - u Ciebie tego nie ma. Polubiłam Twoje opisy, są bardzo plastyczne. Hufflepuff? Jak Snape'a kocham, nigdy nie czytałam tekstu w którym akcja toczyła się w Hufflepuffie a czytałam ich niemało. Z radością poczekam, aby przeczytać co takiego zaplanowałaś dla nas w następnym rozdziale. Mam nadzieję, że wrócisz do nas po Świętach, wypoczęta i z nową porcją weny! Trzymaj się cieplutko

    Malina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że skomentowałaś! I mam nadzieję, że przyszłości jeszcze się zczytamy! :D

      Usuń
  27. Świetne opowiadanie! Chłonęłam każde słowo (i to dosłownie! :) ), bardzo lekki masz styl pisania, a co podziwiam, bo sama niestety tego daru nie posiadam. Dodaję do obserwowanych i czekam na kolejne rozdziały :) pozdrawiam!
    www.misty-symphony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Phoe...
    Jak zawsze zaskakujesz. Twój styl, sposób przekazywania fabuły jest niesamowity.
    Scena na dworcu, to było piękne. Snape w roli ojca... Jest tak bardzo kanoniczny, a jednocześnie całkowicie nowy. Alan/ Harry jest intrygujący i cudowny.Jestem ciekawa jak odnajdzie się w nowym świecie i jak bardzo przyczyni się do " rozgłosu" cichych Puchonów;) Bo to, że to zrobi jest absolutnie pewne;)
    Życzę weny, wierna czytelniczka
    Aga;)
    Gdybyś miała zapraszam do siebie;) Nie traktuj tego jako Spamu;)

    (http://ciemnoscjutra.blogspot.com/2016/01/anastazy-1_5.html)

    OdpowiedzUsuń
  29. Coś mi się po głowie kołacze, że w kanonie dom puszków miał właśnie taką renomę, zwłaszcza wśród ślizgonów. A wśród zwolenników Voldzia kojarzę jednego gryfona, zaś po stronie zakonu tylko dwóch ślizgonów. Mamy wiec do czynienia z wyjątkami potwierdzającymi regułę. Ale na całe szczęście nie musimy trzymać się kanonu.

    Pozdrawiam Apollo,

    Ps: nie chcę nikogo popędzać po pisaniu, niemniej informuję, ze mody na forum mirriel planują skasować "Magię przynalżeności", jeśli nie będzie aktualizacji.

    OdpowiedzUsuń
  30. Wchodze co 2 dni smajac nadzieje ze pojawi sie rozdzial 23. Mam nadzieje ze sie doczekam i w koncu dodasz rozdzial :)
    Zastanawiam sie czy jux 5 raz przeczytac wszystko od nowa ale... Wole czekac xd

    Weny. Wroc do nas!!=3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety mam urwanie głowy. Dosłownie. Strasznie dużo pracy, nowe zlecenia. Już mnie ciśnie, żeby wreszcie ten rozdział skończyć, bo mam takie specyficzne pragnienie, które pojawia się po dłuższej przerwie, by wziąć Worda za fraki i wysmarować kilka akapitów. To taka mugolska odmiana "compulsio" ^^ Nie było jednak czasu. W tym miesiącu postaram się spiąć wszystko na ostatni guzik, choć nic nie obiecuję, bo nie lubię zapowiadać i potem rozczarowywać.

      Usuń
  31. Opowiadanie jest piękne. Wybitny! Postacie z charakteru i zachowania jak w książce, nie razi alternatywny przebieg akcji a mnie nawet bardziej odpowiada, nie lubię Jamesa a rogacz kojarzy mi się jednoznacznie, cieszę się, że to Sev mu te rogi doprawił. Opowiadanie jest bardzo dojrzałe dla mnie plusem jest także brak postaci nie występujących w książkach, pierwsza taka postać, uczeń z Hufflep. wystąpiła w tym rozdziale. Mam wrażenie, że Sev wraz z rozwojem akcji zrobił się mniej Severusowaty. To chłopak wychowany przez ulicę, zupełnie zaniedbany przez rodziców, mający przez to duży,większy od kolegów wychowywanych "pod kloszem'życiowy spryt a do tego ambitny i bardzo inteligienty. Bardzo podoba mi się stosunek jaki wywiązał się między Severusem a Harrym ale obycie i ogłada towarzyska oraz odpowiednie wyrażanie się to nie są umiejętności które Sev wyniósł z domu i nie powinny mu przychodzić tak naturalnie jak np. Blackowi czy Dulmbledorowi.Kapitalnie, zgodnie z kanonem opisałaś rodziców Seva, to czy czarodziej czy nie nie ma w tym wypadku większego znaczenia - alkoholik znęcający się nad rodziną, nie bogaty, matka bez wyjścia, odrzucona przez rodzinę, prawdopodobnie współuzależniona. Podobają mi się motywy, dla których Sev został śmierciożercą ale moim zdaniem mógłby być większy nacisk na łatwą możliwość osiągnięcia znacznej pozycji w społeczeństwie- Severusem nie miał kto pokierować i za błędy młodości płaci całym póżniejszym życiem. A i jeszcze jedno, Harry (Alan) na drugie ma Harold czyli w skrócie Harry, czy nie mógłby używać drugiego imienia? Wielu ludzi używa drugie imię i czemu Tiara nie powiedziła Alan, Harold? Zawsze tak mówi.W każdym razie jest to najlepsze opowiadanie jakie znalazłam. Pozdrawiam, Stara Czarownica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo dziękuję za obszerne uwagi! Parę rzeczy dał mi do myślenia ten komentarz :D Właśnie tym drugim imieniem chciałam sobie dać furtkę dla ewentualnego nazywania "Alana" Harrym :D Nie chciałam mu zmieniać imienia bezpowrotnie.

      Hehe, jedni marudzą, że Severus jest za mało severusowaty, drudzy chcieliby, żeby był mniej severusowaty, a jeszcze inni twierdzą, że jest w sam raz xD Słowo daję, odbiór tej postaci przez czytelników jest fascynujący :D

      Usuń
  32. Tak, to subiektywne odczucie, wg mnie Severus jest taki jak powinien być, wtedy kiedy staje przed Voldemortem, w kontaktach z innymi zakonnikami, śmierciożercami czy Harrym, nie chcę jednak aby stał się zbyt łagodny w szkole. Uważam, że to świetny pomysł, że Harry poszedł do szkoły już jako syn Severusa i podobny do Niego. Pozdrawiam, Stara Czarownica

    OdpowiedzUsuń
  33. Z niecierpliwością oczekuję na dalszy ciąg

    OdpowiedzUsuń
  34. Jak to nie można przekroczyć 4 096 znaków?!!! Czuję się niedokochana...

    Droga Phoe!
    Jesteśmy na półmetku (właściwie, jeżeli nadal zamierzasz zmieścić się w 40 rozdziałach, już go przekroczyliśmy, ale... nie ważne.) Specjalnie z tek okazji przeczytałam wszystko jeszcze raz od początku i postanowiłam napisać taki, dłuuuuuuugi, podsumowujący komentarz. Tak, wiem, że powinnam się za to wziąć wcześniej, ale ja na prawdę nie umiem pisać komentarzy. Albo ograniczam się do jednego zdania, z którego nic nie wynika, albo tworzę zatrważająco długą analizę. Na dodatek zawsze mam wrażenie, że jak coś chwalę to brzmię obłudnie, a jak krytykuję, to wychodzi jakoś tak pretensjonalnie :) Tak, więc tego... W końcu jednak zebrałam się do kupy i mam nadzieję, że coś z tego wyszło.
    Kiedyś, gdzieś pisałaś, że lubisz jak jest merytorycznie, więc tylko na początku trochę posłodzę, bo po prostu nie idzie inaczej:)
    Magią Przynależności odzyskałaś mnie dla fundomu HP. Uwielbiam Twój styl, Twoje poczucie humoru, przede wszystkim- Twojego Severusa. Prawdopodobnie gdyby się od Niego nie zaczęło, nawet bym nie zerknęła. A gdy już zerknęłam, to się oderwać nie mogłam:) I tak, straciłam dwa dni życia na czytanie (łącznie z powtórkami tych fragmentów, których jednokrotne przeczytanie jest grzechem) i dwa lata na wyczekiwanie kolejnych rozdziałów. Otworzyłaś wiele nowych wątków, zbudowałaś napięcie i pozwoliłaś nam (nie żebyśmy mieli wyjście) pokochać swoich bohaterów, nadając im nowych barw przy jednoczesnej wierności kanonowi. I teraz gryziemy klawiatury z niecierpliwości! Jak żyć!?

    W większości Severitusów, a w Twoim- odnoszę wrażenie- widać to najlepiej, Harry i Snape traktują swoje pokrewieństwo, jako coś niechcianego. Karę za grzechy przodków, czy coś w tym stylu. (Nie liczę tu tych, w których poznają prawdę zanim Harry trafia do Hogwartu). Jest w tym coś zabawnie ironicznego, biorąc pod uwagę fakt, że gdyby dowiedzieli się o tym 5 lat wcześniej spełniłoby się ich największe marzenie. Harry, „kiedy był młodszy, wciąż marzył o jakimś nieznanym krewnym, który przybędzie i zabierze go z tego domu, ale nigdy nic takiego się nie wydarzyło.” (HPiKF). Severus, jakkolwiek czuł się oszukany przez Lily, nie mógłby nie docenić faktu, że ma z nią syna. A, tak- cierpią razem... Chichot losu.

    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  35. W większości Severitusów, a w Twoim- odnoszę wrażenie- widać to najlepiej, Harry i Snape traktują swoje pokrewieństwo, jako coś niechcianego. Karę za grzechy przodków, czy coś w tym stylu. (Nie liczę tu tych, w których poznają prawdę zanim Harry trafia do Hogwartu). Jest w tym coś zabawnie ironicznego, biorąc pod uwagę fakt, że gdyby dowiedzieli się o tym 5 lat wcześniej spełniłoby się ich największe marzenie. Harry, „kiedy był młodszy, wciąż marzył o jakimś nieznanym krewnym, który przybędzie i zabierze go z tego domu, ale nigdy nic takiego się nie wydarzyło.” (HPiKF). Severus, jakkolwiek czuł się oszukany przez Lily, nie mógłby nie docenić faktu, że ma z nią syna. A, tak- cierpią razem… Chichot losu.
    Ale do rzeczy…
    Mimo, ogólnie bardzo dobrego wrażenia, jest kilka fragmentów w twoim opowiadaniu, które są dla mnie nielogiczne, albo wydaja się po prostu dziwne…
    Przede wszystkim, razi mnie dziwny stosunek Severusa do choroby Harrego. Właściwie nie tyle dziwny, co nie adekwatny stosunek. Albo po prostu jego brak… Poza wieczorem 1 sierpnia, kiedy przyznaje, że dziwi go brak reakcji ze strony Harrego „podziewałbym się, że ktoś, kto miał zniszczoną połowę nerwów, o ile oczywiście nie oszaleje, wpadnie w depresję, doświadczy huśtawek nastrojów lub stanie się agresywny albo płaczliwy. Tymczasem minęły dwa tygodnie i dopiero wczoraj, gdy twoje życie wywróciło się do góry nogami, zdecydowałeś, że masz dość.”, prawie w ogóle nie przejmuje się faktem, że ma pod opieką dzieciaka z traumą i zaburzonym poczuciem tożsamości. Dzieciaka z traumą, który się zachowuje podejrzanie cicho…
    - Czepiasz się. Przecież wysłał skrzata, aby go pilnowała- ozwała się moja schizofrenia.
    - O.K. Zadbał o jego bezpieczeństwo fizyczne. Co z psychiką? Wiedział przecież, że jego wychowankowi umarła CAŁA RODZINA i był TORTUROWANY. Nie powinien kupić jakichś książek (rozumiem, że z oczywistych powodów nie może go zabrać na terapię, albo osobiście ich kupić. Ale dlaczego nie poprosił o pomoc, Albusa, jak już u niego był.) (Wiem, że taki wątek pojawia się w Rok jak żaden inny, ale jest on oczywistym rozwiązaniem, nic by się nie stało gdybyś też go użyła, albo rozwiązała to w inny sposób. Jeżeli jeszcze zamierzasz to zrobić- zwracam honor.). Przy okazji, dlaczego Albus postanowił przed nim zataić, że jego dziecko będzie prawdopodobnie potrzebować specjalnej opieki i uwagi. Jaki miał w tym cel? Naprawdę mnie zdziwiło, dlaczego Severus podczas rozmowy (tej po wypadku z Myślodsiewnią) nie krzyknął:, ‘Dlaczego mi nie powiedziałeś!?’. Bo, właściwie, dlaczego nie miałby.
    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  36. Z drugiej strony zadziwiające jest jak szybko sam Harry dochodzi do siebie. W kanonie po czwartym roku, u Dursleyów miał koszmary prawie każdej nocy, a teraz ma przecież znacznie więcej powodów, żeby nie spać po nocach… Prawie żadnego płaczu. Napisałaś: „Harry wciąż miewał wizje o Voldemorcie, (…) Już nie budził się z krzykiem, a ból blizny nie oślepiał go.”. Fajnie to wytłumaczyłaś, ale nawet jak przestały go nawiedzać wizje Voldemorta, powinien mieć zwykłe sny. Dziwne, że nie miewa koszmarów o Lucjuszu…
    Zastanawia mnie też czy nie powinien przechodzić przez jakieś zaburzenia adaptacyjne. Może nie od razu zespół stresu pourazowego, (chociaż byłoby to w pełni zrozumiałe w jego sytuacji), ale zasadniczo przed stadium akceptacji powinien przejść przez: gniew, zaprzeczenie, próbę poszukiwania rozwiązań, smutek/depresję. Oczywiście nie każdy przechodzi przez wszystkie i nie koniecznie w takiej kolejności, ale przyznasz, że Harry wykazał się tu godnym podziwu stoicyzmem. Gniewem reaguje tylko raz (1 sierpnia), po czym uznaje, że właściwie mogło być gorzej, a na dobrą sprawę to właściwie wszystko jest w porządku. Rozumiem, że nie płakał- u Dursleyów na pewno nauczył się, że to tylko pogarsza sprawę. Ale tego gniewu jest tu trochę mało, biorąc pod uwagę jego możliwości przedstawione w HPiZF. No, wiecie: rzucanie rzeczami dyrektora, fochanie, wrzeszczenie w niebogłosy, oskarżanie, kogo popadnie itd.
    -Hmm. Krzyczał przecież. W przebudzeniu albo punkcie zwrotnym… Właśnie na dyrektora. Nie rzucał niczym, bo nie mógł podnieść ręki…
    -Ale, to z powodu urazu fizycznego i poczucia zdradzenia, bo Voldemort mógł wejść do domu na Privet Drive 4. Niezwiązane z kwestią ojcostwa Snape.
    Dlaczego nie próbował doszukiwać się podstępu/szukać innych rozwiązań? To są właśnie te wakacje, podczas, których dochodzi do wniosku, że Dumbledore z premedytacją trzyma go z dala od wszystkich ważnych informacji. A przecież on, jako bezpośredni świadek powrotu Voldemorta, zasługuje na dostęp do wszystkiego. W końcu ma już 15 lat. W kwaterze głównej wrzeszczy za to na Rona i Hermionę. Gdyby mógł złościłby się na Dumbledore. Zakładam, więc że jego zaufanie do dyrektora było w tedy już porządnie nadwątlone. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że bunt młodzieńczy zazwyczaj wiąże się z negacją prawd głoszonych przez dorosłych, a otrzymamy mieszankę, w której naprawdę trudno doszukać się czegoś, co zmuszałoby Harrego w ślepą wiarę w to, co mówią. Szczególnie, kiedy to, co mówią, brzmi jak kompletny idiotyzm. Poza słowami dyrektora, jako dowód chłopcu pozostawała jedynie zmiana wyglądu. Ale cały czas podawali mu jakieś eliksiry, nie mówiąc już o tym, że po prostu, kiedy leżał nieprzytomny, mogli na nim użyć jakiegoś zaklęcia metamorfozy. Nawet, jeżeli Harry ufa wystarczająco Dumbledorowi, aby przyjąć wszystko za pewnik, dlaczego nie szukał innych rozwiązań? Skoro, Snape i tak go nie chciał (swoją niechęć okazywał na wszystkie możliwe sposoby), a Harry i tak miał zmienić swoją tożsamość, dlaczego nie mogli go zmienić na Alana Lupina? I tak cały rok siedziałby w bezpiecznym Hogwarcie. Skoro jego imię nie miało żadnego znaczenia, to nazwisko też nie powinno. A tym bardziej, kto się nim opiekuje.
    - Papiery w urzędzie działają „na magię”. Severus nie mógł podać nie prawdziwej informacji, dlatego rubryki z danymi matki Alana pozostawił puste(tak to przynajmniej rozumiem).
    -No tak, ale nawet jak Severus byłby prawnym opiekunem, nie musiał z nim spędzać wakacji.
    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  37. W tym miejscu, Dumbledore kieruje się strasznie pokrętną logiką. „Miejsce żony było u boku męża, a dziecka u boku matki.”- Za głosem konserwatywnego społeczeństwa- myśli Snape. Przecież z własnego doświadczenia wiedział jak źle się to może skończyć… O.K. z góry pewnie założył, że skoro jest dobrym człowiekiem to będzie też dobrym rodzicem. W końcu nie planował dzieciaka bić, czy coś. Ale jak napisałam na początku, w tym miejscu najbardziej mnie zdumiewa postawa dyrektora: Znajduje dzieciakowi dom, kierując się pokrewieństwem, a nie właściwą zażyłością. Przez czternaście lat ignoruje fakt, że „Dursleyowie nie zaakceptowali chłopca w pełni i traktowali go gorzej niż własnego syna.”. Jak wiemy, kończy się to tragiczne. Co robi miesiąc później? Ponownie umieszcza dzieciaka w rodzinie, kierując się pokrewieństwem, a nie zażyłością. O ile w przypadku Dursleyów nie spodziewa się braku miłości, o tyle Snape sam mu mówi, że „nie będzie dumny z takiego dziecka”. Już na wstępie wykazuje swoje negatywne odczucia, wobec Harry’ego. Tym razem dyrektor raz (aż raz, niesamowite) próbuje monitorować sytuację, ale ponownie nie podejmuje żadnych kroków. Demencja?
    Severus nie zachowuje się jakby uznawał rodzinę Harrego za prawdziwą rodzinę zanim się dowiedział, że rzeczywiście nią nie była… Harremu dopiero, co umarli wszyscy najbliżsi. Rozumiem, że nie zgodził się na cmentarna eskapadę, ale mógł podać jakiś termin w przyszłości, którego dzieciak mógłby oczekiwać. Później po prostu by stwierdził, że nadal jest groźnie i trzeba jeszcze trochę poczekać. Później musiałoby to być łatwiejsze, bo Harry miałby czas na ochłonięcie i aklimatyzację. „Pozbawił go wyimaginowanej kontroli…”. Severus sam zauważył, że nie było to najlepsze posunięcie. Dlaczego w czasie późniejszej rozmowy do tego nie nawiązał? Ignorując fakt śmierci przybranej matki, za jaką Severus musiał uważać Petunię, nadal pozostaje kwestia Lily i akcji z myślodsiewnią… Jego prywatność, czy nie, ale jakim trzeba być zwyrodnialcem żeby odmówić sierocie zobaczenia własnej matki.
    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  38. Z zupełnie innej beczki:
    To bardzo miło ze strony Luny, że wysłała Harremu list na urodziny, z życzeniami powrotu do zdrowia. „Napisali do niego nie tylko Ron i Hermiona, ale też Molly i Artur, Hagrid, bliźniacy, Ginny, Neville, Luna, a nawet bracia Creevey.” Zwłaszcza, że poznają się dopiero miesiąc później jadąc do szkoły. „Harry nie rozpoznawał jedynie siedzącej obok Ginny blondynki, która czytała do góry nogami kolorowy magazyn zatytułowany „Żongler”.”  Ale w końcu Luna jest bardzo miłą osobą, więc może nie jest to aż tak dziwne. Tylko ten brak reakcji ze strony Harrego na list od nieznajomej…
    Napisałaś, że Severus wziął Harrego na ręce zamiast ‘fatygować się z użyciem różdżki’. To różdżka nie powstała po to, aby się nie fatygować z wnoszeniem o własnych siłach.  Jeżeli użycie czaru jest bardziej wymagające od użycia siły, to, po co wymyślili ten czar? Wiem, że to pierdoła, ale za każdym razem jak czytam ten fragment to mnie zastanawia…
    Z drugiej jednak strony, wyobrażenie Snapa, niosącego nieprzytomnego Harrego na rekach, jest tak uroczę, że nie wyobrażam sobie Punktu zwrotnego bez tego kawałka…
    Dlaczego Puchoni, obgadując ojca Alana, nie wciągają go do dyskusji? Kompletnie ignorują fakt, że ten jest przy stole. Z doświadczenia wiem, że dzieci nauczycieli w pierwszym tyg. nauki są zasypywani pytaniami o rodziców:, ‘Jaka jest?’; ‘Dużo wymaga?’ Itp. Jak się moja klasa, w zamierzchłych czasach licealnych, dowiedziała, że w równoległej klasie jest syn naszej wychowawczyni to właśnie te pytania zadaliśmy. A on odpowiedział: ‘To zła kobieta jest’ . Ta anegdota dość długo krążyła wśród znajomych. Nie wierzę, że nikt tam nie chciał się dowiedzieć, czy Severus śpiewa pod prysznicem, i czy ten konkretny, najnowszy przebój Fatalnych Jędz… Takie informacje, jak ma się te 15-16 lat, są najciekawsze na świecie.
    Jeżeli zachowamy (zamierzasz zachować?) kanonicznego ‘pięciotomowego’, Dumbledora, który nie zamierzał informować Harry’ego o przepowiedni, przed… (hmm właściwie to nawet nie wiadomo, kiedy zamierzał to zrobić. Już po tym jak Harry zwyciężyłby Voldiego? Tak mniej więcej…?) By the way. Zamierzał zrobić to później. A u Ciebie, Severus jakoś niespecjalnie przejmuje się faktem, że Harry już to wie. Już odchodząc od tego, jak życie w takiej świadomości wpływa na biedne dziecko (sic!)- Zabrzmiało strasznie angstowo- po prostu dziecko), to nie powinien poinformować o tej zmianie dyrektora? Chociaż tu, ta zmiana może wynikać z faktu, że odeszłaś w swoim planie od pomysłu z Horkruxami. Jeżeli zamierzałaś to uwzględniać- Pełen szacun + zwracam honor 2x.
    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  39. Przyznam się bez bicia, że w ankiecie wybrałam, Slitherin. Uznałam, że Ty tak wybierzesz, mimo, że opcja z Huffelpuffem jest bardziej logiczna. Zwracam honor. Męczyło mnie to już jak czytałam, jakiś rok temu, Trylogię Smutku Enahmy. Dlaczego wrzucili Harrego/Quietusa do Griffindoru, gdzie wszyscy go znali i prawdopodobieństwo dekonspiracji było największe? Za pomysł masz ogromny plus! Niestety jego realizacja jest trochę nielogiczna. Dlaczego Severus nie zaproponował Huffelpuffu? Dla mnie ta decyzja byłaby oczywista. Jakim cudem nie wpadł na ten sam wywód, co Harry mając już tiarę na głowie: „Skoro ma iść za radą innych i nie pakować się w kłopoty, to gdzie lepiej jak nie w Hufflepuffie? Nikt nie zawracał sobie głowy Puchonami. To było bardzo ślizgońskie z jego strony, czego tiara nie omieszkała mu wytknąć. ”. Kiedy Harry został przydzielony ucieszyłam się i myślałam, że Snape poprze ten wybór.
    -Skąd wiesz. Może Phoe zamierzała podjąć ten wątek w kolejnym rozdziale…
    -Cóż…, Jeżeli zamierzałaś pisać, że fakt, iż ” Snape patrzył na niego, jakby wyrosła mu druga głowa.” to tylko taka gra na rzecz gawiedzi to zwracam honor 3x. Mimo to, naprawdę mnie dziwi, że sam na to nie wpadł i sam nie zasugerował tego Harremu. W obu opowiadaniach…
    Skoro przy grze pozorów jesteśmy. Czy Snape jakoś ogarniał dom na Spinner’s End? Byłoby to trochę podejrzane jakby Malfoy dowiedział się od, na przykład, Bellatrix, że w domu Snape’a jest kompletny syf i nic nie wskazuje na to, że przebywa w nim jakiś nastolatek…
    Severus nie mógł odebrać nic Harremu, bo ten: „nie posiadał przywilejów, które mógłby zabrać, ani nie miał rzeczy, które mógłby skonfiskować.” Co z prezentami urodzinowymi (Tak wiem, że się sama wcześniej czepiałam jego zwyrodnialczego zachowania)? Dlaczego mu nic nie kupił (np. na urodziny) przed i po wypadku z myślodsiewnią? Jeżeli jeszcze zamierza- zwracam honor po raz kolejny. (Czwarty.- Podpowiada skrupulatna schizofrenia.)
    Łał! Zapamiętałaś, że Buldstone miała czarnego kota z II tomu kanonu! Słowem – szacun! Na prawdę uwielbiam, kiedy autor dba o szczegóły. :)
    Podobnie jak to, że Harry do Snape’a zwraca się ‘Sir’/’Proszę Pana’ tylko jak się naprawdę boi, (np. kiedy idzie go przeprosić).
    Z innych rzeczy, które wybitnie mi się spodobały to relacja Syriusz- Severus. Według kanonu Syriusz nie wiedział o relacji Severusa i Harry’ego. Nie lubił go, wie, że jest bardzo surowy i Harry za nim nie przepada, ale nie wie o znęcaniu się psychicznym na lekcji. W wielu Fickach Syriusz traktuje Severusa z taką nienawiścią jakby znał każdy szczegół ich relacji. Zgodnie z kanonem, wiedział tylko tyle, ile Harry zawarł w dwóch listach i podczas ich, krótkich rozmów. A chłopak nie marnował w tedy czasu na gadanie o nauczycielach… Jest zły, ale przyjmuje przyzwoite zachowanie ze strony Snape’a, jako przewidywalną normę.
    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  40. Uwielbiam kontrast, jaki zbudowałaś między podejściem Harrego do dwóch szlabanów w Prince Manor. Pierwszy (2 sierpnia), wydaje się dużo gorszy, jednak Harry przyjmuje go bez poczucia krzywdy. Wie, że na to zasłużył…
    -Polemizowałabym, czy rzeczywiście zasłużył…
    -Cicho bądź!
    Jak mówiłam: wie, że na to zasłużył i wykonuje swoją pracę chętnie, kiedy Severus uświadamia mu jak jest ważna.
    Przy drugiej karze Harry czuje się pokrzywdzony: nie jest winny i zdaje sobie sprawę z bezcelowości wykonywanej pracy.
    Ukazuje to zarówno szacunek do pracy, jak i głęboko zakorzenione poczucie sprawiedliwości.
    Świetnie uzasadniłaś, dlaczego Lucjusz, mimo sporej różnicy lat między mężczyznami, ma syna w tym samym wieku, co syn Snape’a(wątek bezpłodności).
    Nie fajnie, że Severus przypominając mu to wskazuje różdżką na krocze, Malfloya… (Wydaje się to bardzo obcesowe u osoby o tak dobrych manierach, jak Severus- sama ukazałaś go, jako człowieka, który uznaje posługiwanie się kilkoma widelcami podczas jednego posiłku, za normę. W końcu obydwaj wiedzą, które części ciała odpowiadają za rozród. Severus mógł to powiedzieć bardziej subtelnie, bardziej kulturalnie.). Chyba, że chciałaś w ten sposób uwzględnić pochodzenie Snape’a z biednej rodziny. Fakt, że obycia nauczył się dopiero w szkole podpatrując, współdomowników.
    Świetnie też uzasadniłaś, dlaczego, mimo różnicy w statusie społecznym, Malfoyowie zdecydowali się wybrać Severusa na chrzestnego Draco. W wielu Fickach występuje ten wątek, a rzadko, kiedy ma to sens.
    Dlaczego Narcyza zwraca się do Lucjusza per ‘mężu’? To miało brzmieć tak pretensjonalnie? Później wskazujesz, że Malfloyowie w porównaniu z Wintersami są sztuczni: „Dorian Winters (…) Miał w sobie coś, o czym Draco mógł jedynie pomarzyć, a mianowicie pewnego rodzaju swobodę i niewymuszoną naturalność…”. Jeżeli, to było zamierzone to przepraszam. 
    Malfoy mówi, że na stanowisku nauczyciela obrony zatrudniono „Jakiegoś mieszańca”. W pierwszej chwili pomyślałam o Lupinie- jak wiesz pomyliłam się . Teraz mnie intryguje ta postać. „mężczyzna przywodzący na myśl skrzyżowanie żołnierza ze sławnym graczem quidditcha”… Mieszaniec w sensie czystości krwi, czy zaserwujesz nam jakąś ciekawą krzyżówkę z magicznym stworzeniem. Bądź, co bądź, w kadrze mają już dwóch nauczycieli- pół-ludzi, więc nie powinno to dziwić. W każdym razie, jestem ciekawa i czekam z utęsknieniem na kolejny rozdział.
    Zamierzasz nawracać Draco? Na to mi wygląda. Dotychczas okazałam się kiepską wieszczką. Może do trzech razy sztuka.
    Interesuje mnie też czy medalion ma informować, Severusa, gdy Alan jest w niebezpieczeństwie. Jeżeli tak, dlaczego mu tego nie powiedział?
    Wygląda również na to, że zamierzasz z Rona zrobić tego, co to nie lubi syna Snape’a, bo jest synem Snape’a i śmiał się urodzić. Mam nadzieję, że się mylę i ponownie Cię nie doceniam 
    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  41. Planujesz shlash Suriusz-Lupin? Błagam- nie! Zazwyczaj w takich układach Suriusz wychodzi na kompletnego idiotę.
    -Z drugiej strony fajnie byłoby przeczytać dobry opis tego pairingu (wtrąca trzeźwo moja schizofrenia), a kto jest w stanie tego dokonać jak nie Ty. Jeżeli zamierzałaś- wiedz, że masz moje 100% poparcie. Jak zresztą we wszystkim innym…
    To chyba wszystko, co mi leżało na wątrobie… Boję się, że jak coś pominę to znowu będę się pół życia zbierać do napisania o tym. Jak widzisz w większości są to szczegóły, albo bardzo subtelne niedopatrzenia, na które bez problemu można przymknąć oko. Kocham Severitusy, a to jest jeden z najlepszych, jak nie najlepszy jaki powstał.
    Jeżeli jest coś, czego naprawdę brakuje mi w ostatnich rozdziałach, to:, WINCYJ SNEJPA!!! Mam nadzieję, że pojawi się w najbliższym czasie wraz ze swoim ironicznym punktem widzenia. I że inne wątki zaczną się powoli rozjaśniać (wyprawa Syriusza i sprawa ze skrytką Septimusa nie daje mi spać po nocach)
    Ach, i zapomniałabym! Śliczny jest ten twój Alan. Bardzo miło czyta się opis jego wyglądu i nie trudno sobie całość wizualizować. Zastanawia mnie tylko czy opisywałaś go z perspektywy wszechwiedzącego, obiektywnego narratora, czy z perspektywy Snape’a? (Który, jak każdy rodzic, może mieć tendencje do upiększania wizji swojego potomstwa… Nie ma to wpływu na nic, ale tak mnie po prostu ciekawi.) :)
    Mam nadzieję, że Cię nie uśpiłam moim przydługim komentarzem, a przede wszystkim, że nie zrobiłam Ci nim przykrości. Tekst jest świetny. Naprawdę mnie wciągnął, w wielu miejscach ścisnął serce, albo rozbawił do kwiku i spadania z krzesła. Więc z utęsknieniem oczekuję kolejnych rozdziałów. Jak już pisałam- uwielbiam Twój styl i zazdroszczę Ci, (ale pozytywnie) lekkości pióra.
    Eh. Jeżeli coś dał ten komentarz, to uświadomił mi jak ciężko jest napisać te kilka stron… :P Więc nie pytam kiedy kolejny rozdział (po za tym wychodzę z założenia, że lepiej poczekać i dostać dopracowane cudeńko), tylko życzę deszczu wen i powiewu motywacji. Żebyś nam byłą uweniona i zmotywowana! Pozdrawiam i ściskam gorąco.
    M.K.

    OdpowiedzUsuń
  42. P.S.
    „— Nie jestem w tym sam. Słyszałem, że skomlałeś o litość niczym pies, gdy Czarny Pan cię przesłuchiwał. Pewnie jeszcze trochę, a dobierałbyś mu się do tyłka. Szkoda tylko, że nie gustuje w mężczyznach...” Nie potrafię przestać się zastanawiać, jaką minę będzie mieć Voldemort, kiedy zobaczy te wspomnienie w umyśle Malfoya(np. podczas wyszukiwania wspomnień ze Snapem…)
    Co, naturalnie rodzi pytanie- W kim gustuje Voldemort? :) (to moja schizofrenia miewa takie rozkminy- Nie patrzcie na mnie!)
    „coś, co przywiązuje je do ziemi i uniemożliwia przejście przez zasłonę.
    Syriusz kiwnął głową z determinacją” W tym miejscu Phoe, uśmiechając się w iście Dumbledorski sposób, puszcza perskie oko w kierunku kanonu. Chociaż frazes ‘przejście przez zasłonę’, z oczywistych powodów, może funkcjonować w czarodziejskim społeczeństwie na takiej samej zasadzie jak: ‘druzgotek w wodę’, ‘różdżka w mrowisko’ czy ‘samoczarująca różdżka’.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest zdecydowanie najlepszy komentarz, jaki ostatnio dostałam! Nawet nie wiesz, jak mi poprawił humor. Byłam wtedy akurat na mieście, bardzo zmęczona, bardzo głodna i w ogóle bardzo zdołowana (miałam wyjątkowo ciężki dzień). Czekając na światłach i nie mając nic lepszego do roboty, wyciągnęłam smartfona, by zerknąć na blog. Najpierw zrobiłam wielkie oczy i pisnęłam z radości, a potem przestałam zwracać uwagę na to, co się wokół mnie dzieje :D Tłum przechodniów, szczypiące zimno czy uliczny hałas, co mi tam, zupełnie się wyłączyłam. Po wróceniu do domu, dałam sobie trochę czasu na przemyślenie odpowiedzi, bo nie chcę niczego pominąć.

      1. Do twojego pierwsze zastrzeżenia chyba najtrudniej się odnieść, bo nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony Severus nie wie, jak zachowywać się w stosunku do Harry'ego i nie bardzo odnajduje się w swojej roli, mimo iż — na swój sposób — się stara. Z drugiej ma w sobie trochę niedojrzałości, impulsywności i goryczy, odziedziczonej po kanonie, które go zaślepiają, a także ma na głowie wiele innych spraw, więc nie jest w stanie skupić pełnej uwagi na Harrym. Dodatkowo, jak sama zauważyłaś, Harry zachowywał się zupełnie niezgodnie z jego przewidywaniami i to tym bardziej go konfundowało. Był przygotowany na radzenie sobie właśnie z wybuchami, łzami i innymi typowymi skutkami traumy, a nie ciszą i spokojem. To typ człowieka zadaniowego, który potrafi działać, gdy jest kryzys, ale jest kompletnie niezdolny do rozmów od serca w stylu Lupina. Psychologiczne książki? To nie jest coś, co przyszłoby do głowy mojemu Severusowi — przynajmniej nie na tym etapie. Natomiast pierwotnie rzeczywiście miał w pewnym momencie iść po pomoc do Dumbledore'a, kiedy stwierdza, że wykorzystał już wszelkie środki, żeby pomóc Harry'emu. Tyle że Harry, zanim MP wyewoluowało w inną stronę niż planowałam, był w gorszej sytuacji, gdyż zawarłam więcej problemów i angstu. Nie wiem jeszcze, gdzie dalsza akcja mnie zaprowadzi, ale możliwe że jeszcze taka scena się pojawi. Możliwe właśnie, że zmiana konceptu sprawiła, że odbiera się to właśnie w opisany przez ciebie sposób.

      2. Harry miał sporo reakcji lękowych, jak na przykład kiedy Snape wycelował w niego różdżką podczas badania lub gdy Syriusz wparował do Prince Manor i wszczął awanturę. Wręcz chorobliwie zaczął się bać Snape'a, co hamowało go przed wybuchami gniewu, a mimo to raz wpadł w furię, co skutkowało rzucaniem talerzami i ucieczką. Dwukrotnie emocjonalnie się rozsypał — po dowiedzeniu się prawdy o ojcostwie i po sytuacji z myślodsiewnią. Przez odczuwany stres miewał problemy z jedzeniem i ciągle chodził zmęczony. Przechodził też kryzys tożsamości, bo kilka razy pytał samego siebie, kim w rzeczywistości jest i raz miał koszmar z Lucjuszem, choć fakt, prawie ominęłam aspekt snów. Czy można nazwać to szybkim dochodzeniem do siebie? Na pewno poszłam w nieco inną stronę niż Rowling: Harry zamiast reagować gniewem, zaczął reagować lękiem, bo po tym, co mu zaserwowałam, nie widziałam go, przynajmniej początkowo, jako wrzeszczącego na wszystkich.

      Usuń
    2. 3. Co do nieufności i doszukiwania się podstępu. Pierwszą reakcją Harry'ego było niedowierzanie, co jest naturalne, ale później musiał przyjąć to do wiadomości, bo według jego wiedzy, nie było możliwości całościowej zmiany czyjegoś wyglądu, już nie wspominając o zmianie permanentnej. Inaczej Crouch Junior nie musiałby przez rok pić eliksiru wielosokowego, by móc udawać Moodego, jak również on, Ron i Hermiona użyliby innego sposobu niż ważenia bardzo skomplikowanego eliksiru, by wcielić się w współdomowników Malfoya w drugiej klasie. Podrzucona mu książka z informacjami o Zaklęciu Przynależności tylko potwierdziła to, co już wie, a poza tym dość szalonym pomysłem byłoby, że Snape wmawia mu, że jest jego ojcem, bo… no właśnie, dlaczego? Ma to jeszcze mniejszy sens, niż to, iż rzeczywiście Snape jest jego ojcem. Czemu Harry miałby zakładać, że książka była podróbką, a Dumbledore łże w żywe oczy, jeszcze wspierany przez madame Pomfrey? Teraz jednak zastanawiam się, czy nie nastąpiło to zbyt szybko. Czy nie powinnam jednak dać mu kilka dni na trwanie w zaprzeczeniu, nawet jeśli spiskowe teorie są jeszcze bardziej absurdalne niż prawda? Przecież nie od razu trzeba kierować się logiką. Albo jakoś bardziej to zaakcentować?

      4. Motywacje Dumbledore'a. Dumbledore jest okropnym idealistą i z tego powodu wzorem kanonu popełnia te same błędy. Wierzy — podobnie jak w „Zakonie Feniksa”, kiedy zorganizował lekcje oklumencji — że Severus i Harry przezwyciężą swoje animozje. Szczególnie teraz ma powody do myślenia w ten sposób, kiedy wyszło na jaw ich pokrewieństwo i niechęć Severusa nie ma już podstaw. Dużą rolę odgrywa tutaj zaufanie Dumbledore'a do Snape'a. Dumbledore jest przekonany, że Snape nigdy przenigdy nie będzie traktował chłopca źle lub odmawiał mu zapewnienia podstawowych potrzeb, a także widzi w tej sytuacji szansę stworzenia kochającej rodziny dla jego dwóch ulubionych chłopców.

      5. „Dlaczego Albus postanowił przed nim zataić, że jego dziecko będzie prawdopodobnie potrzebować specjalnej opieki i uwagi”. Z dwóch powodów: straciłby już do reszty zaufanie Harry'ego, a Snape prychnąłby i skwitował, że Dumbledore melodramatyzuje. W przypadku niektórych ludzi słowa odbijają się groch o ścianę. Muszą sami przekonać się, co jest prawdą.

      6. „Dlaczego nie mogli zmienić na Alana Lupina”. Bo to nie działa w ten sposób. Snape znosząc zaklęcie Septimusa, przyjął na siebie odpowiedzialność. Harry powrócił do swojej prawdziwej tożsamości: stał się Snape'em i od tej pory już zawsze nim będzie — zarówno w magicznym, jak i biologicznym sensie. Tutaj wkraczają też obowiązki rodowe i honor.

      7. Ignorowanie krewnych Harry'ego przez Severusa. Ciężko mi powiedzieć, czemu temat Dursleyów został przedstawiony w ten sposób. Możliwe, że miałam sporo innych rzeczy na głowie i nie przemyślałam tego odpowiednio, i ostatecznie wyszło, jak wyszło.

      8. Luna. Niestety to mój błąd, bo z Luną mam same problemy. Kiedy pisałam ostatni rozdział dopiero po fakcie przypomniałam sobie, że Harry i Luna jeszcze się nie znają. W rezultacie musiałam przerobić cały początek sceny w pociągu. Teraz natomiast chciałam Lunę wcisnąć na zajęcia razem z Harrym, mimo że przecież jest rok młodsza!

      Usuń
    3. 9. „Jeżeli użycie czaru jest bardziej wymagające od użycia siły, to, po co wymyślili ten czar?” Tutaj ujawnił się opkowy imperatyw xD Próbowałam stworzyć pozory prawdopodobieństwa, ale sama wiem, że naciągam do granic. Po prostu chciałam mieć tę scenę ze Snapem noszącym Harry'ego na rękach, nic na to nie poradzę :D

      10. „Dlaczego Puchoni, obgadując ojca Alana, nie wciągają go do dyskusji? Z doświadczenia wiem, że dzieci nauczycieli w pierwszym tyg. nauki są zasypywani pytaniami o rodziców”. Po opublikowaniu rozdziału przeszło mi coś takiego przez głowę. Niestety czasy szkolne miałam tak dawno, że czasami ciężko mi pamiętać, jak to było. Ale dziękuję za zwrócenie uwagi, spróbuję następnym razem bardziej patrzeć pod tym kątem.

      11. Snape nie myślał o tym typie rzeczy. Bardziej w kierunku skonfiskowania miotły czy jakiejś ulubionej gry. To byłaby adekwatna konfiskata, bo nawet Snape nie jest tak bezduszny, by zabierać na przykład album ze zdjęciami rodziców czy kilka drobiazgów, które dostał na urodziny. Czemu Snape nic mu nie kupił? Uch, ciężko mi to wytłumaczyć, ale sam pomysł krzyczy do mnie: „absolutnie nie!”. To jeszcze nie ten etap więzi, by Snape chodził po prezenty, szczególnie gdy trwa wojna i jest tyle ważniejszych spraw. Owszem, w przyszłości, na przykład na gwiazdkę, stanie na wysokości zadania i jako przykładny rodzic coś mu kupi :)

      12. „Dlaczego Severus nie zaproponował Huffelpuffu?”. Nie zaproponował, bo nie sądził, że Harry ma tu jakikolwiek wybór: „Tiara umieści cię tam, gdzie uzna za słuszne. Poza tym nie sądzę, by zmieniła pierwotną decyzję i wybrała coś innego niż Gryffindor”. Jeszcze się do Ceremonii Przydziału odniosę w następnym rozdziale — scenę mam już nawet napisaną.

      13. Skrzatka zajmuje się Spinner's End, aczkolwiek ten dom można przyrównać do Grimmuald Place, bo Snape i tak spędza większość roku w Hogwarcie. Pozory zostają zachowane, choć wiele im nie potrzeba.

      14. Gdyby Harry nie usłyszał o przepowiedni z myślodsiewni, Dumbledore wzorem kanonu zwlekałby z powiedzeniem mu prawdy. Chciałam ten proces ominąć i dlatego Harry dowiaduje się dużo wcześniej, zupełnie inną drogą. Snape natomiast kieruje się zasadą „nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem”, szczególnie że nie bardzo dowierza przepowiedni jako wiarygodnej. Jeszcze nie napisałam kolejnej sceny z Albusem, ale owszem, będzie poinformowany o tym, że Harry już wie.

      15. Wygląd Alana. Zdecydowanie opisywałam z punktu widzenia Snape'a :D Faktem jest jednak, że Harry zyskał na wyglądzie i będzie przystojniejszy niż w oryginale.

      16. „Planujesz slash Suriusz-Lupin?”. Nie planuję :) W ogóle u mnie romansów raczej nie będzie. To znaczy, nie chcę robić z bohaterów mnichów, którzy nawet nie wiedzą o istnieniu płci przeciwnej (czy też tej samej :D), ale nie chcę też skupiać się na miłości romantycznej. Jeśli coś dodam, to bardziej dla uprawdopodobnienia akcji.

      17. „W kim gustuje Voldemort?”. Voldemort jest aseksualistą :D Kiedyś jednak miał parę kontaktów z kobietami, dlatego Snape mówił o „niegustowaniu w mężczyznach”.

      Usuń
    4. 18. Tak, pretensjonalność to domena Malfoyów :D Kwestia różdżki w kroczu — są takie momenty, że Snape nie cacka się w niuanse xD Zresztą obaj po dżentelmeńsku poczekali nim dama opuści ich towarzystwo i dopiero wtedy rozpętali burdę. Tak widzę typowe osoby z wyższych sfer: na balach i w towarzystwie mucha nie siada, ale za zamkniętymi drzwiami to już inna historia.

      19. Aż musiałam zajrzeć, co ja tam napisałam o tym „mieszańcu”. Miałam na myśli właśnie czystość krwi, aczkolwiek teraz zastanawiam się, czy czegoś nie dodać :D

      20. Sprawa działania medalionu musi pozostać na razie tajemnicą :D

      Uch, chyba wszystko. Zapewniam, że żadnej przykrości mi te komentarze nie zrobiły, wręcz przeciwnie. Dzięki temu jest zwracana uwaga na rzeczy, na które inaczej bym nie zwróciła i mogę być bardziej wyczulona na przyszłość :) No i uwielbiam czytać, jak są odbierane moje wypociny — czy to w negatywnym, czy w pozytywnym sensie.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  43. Witaj, przypadkiem znalazłam Twoje opowiadanie na mirriel, po bardzo długiej przerwie czytania jakichkolwiek ff, Twój wciągnął mnie spowrotem w ten magiczny świat. Merytorecznego komentarzu analizującego opowiadanie krok po kroku z mojej strony nie będzie, bo ani lubię, ani potrafię czepiać się szczegółów kiedy całe opowiadanie ma tak fantastyczny klimat :). Kiedy czytam Twoje rozdziały, mam wrażenie jak bym czytała oryginalnego Pottera w wersji alternatywnej, naprawdę świetnie oddałaś kanoniczny charakter postaci. Bardzo podobają mi się ich wzajemne relaje, które przy tak abstrakcyjnym zwrocie akcji znienawidzonyuczeń-znienawidzony nauczyciel, na syn-ojciec, pozostają w odbiorze bardzo nturalne, ładnie ewoluując, bardzo powoli, by nie wkradła się żadna sztuczność, czy przerysowanie.
    Historia fajnie się rozwija, jestem bardzo ciekawa jak relacji Harry - Hermiona/Ron przy jednoczesnym Alan-Hermiona/Ron i... Harry-Alan (zapewne przyjaciele donisą Harremu o nowym szkolnym nabytku, a Alan pewnie też nie jedną plotkę usłyszy ;)).

    Pozdrawiam gorąco i weny życzę, czekając niecierpliwie na kolejny rozdział :)

    M.

    OdpowiedzUsuń
  44. Hej,
    droga autorko, trafiłam tutaj bo poszukiwałam opowiadań, w których Harry okazuje się synem Severusa, cóż albo jest ich bardzo mało, albo ja nie umiem szukać... ale w każdym razie trafiłam tutaj czego nie żałuję, opowiadanie jest fantastyczne, cóż zazwyczaj to czytam rozdział i go komentuję (co oczywiście zamierzam tutaj zrobić), a czemu nie zrobiłam teraz? Proste... opowiadanie mnie tak pochłonęło, że kiedy czytałam ostatnią kropkę, to przechodziłam od razu do nowego rozdziału.... Jak już wcześniej napisałam jest fantastyczne, piszesz naprawdę cudownie, czyta się wszystko i nie ma się dość.... Severus trochę się zmienił, w końcu poznał jak wyglądało życie Harrego, obu było ciężko przywyknąć do sytuacji w jakiej się znaleźli. Tajemnica Lilly odkryta przez zupełnie przypadek, ale i dobrze, ach Lucjusz pod pantoflem Narcyzy, choć ciekawe jak by zareagowała jakby się dowiedziała, że torturował Harego przez godzinę... Nie będę się więcej rozpisywać, bo i tak większość się pojawi z tego pod rozdziałami jak do nich wrócę, ale ze względu na ograniczony czas to trochę potrwa, ale też chcę czytając je od nowa, patrzeć tak jakbym czytała pierwszy raz.
    Multum weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  45. Kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  46. A tu jak zwykle nic. Ciekawe czy kiedyś się coś pojawi jeszcze.
    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  47. Z tego, co kojarzę, Phoe skupia się na tłumaczeniu "Cambiare Podentes: Invocare" na ff-net.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Wena mi padła i zdechła, więc poświęciłam się w zupełności Cambiare (zresztą już dawno miałam to zrobić, przez co jestem w tyle z grafikiem). Przykro mi. Nic nie poradzę. Mam połowę skopanego rozdziału i do napisania dwie pełne sceny jeszcze nawet nie zaczęte. Co prawda w tę niedzielę miałam małe olśnienie, że już chyba wiem, co z tym impasem zrobić, ale jeszcze za wcześnie, by chwalić dzień przed zachodem słońca. Kompletnie nie spodziewałam się takiego twórczego doła i to krótko po tym, jak zdawało się, że wróciłam na dobre tory (świetnie mi szło zaraz po publikacji ostatniego rozdziału - wysmarowałam całą, długą scenę, z której wciąż jestem bardzo zadowolona). Więc w zasadzie nie mam dla Was żadnych wiadomości — wiem tyle, co Wy. Równie dobrze może mnie trzasnąć objawienie i uwinę się w 2-3 dni (zdarzało się) albo dalej walić głową w blat. Jak tylko będę wiedzieć konkrety (ostatnia niedziela nastraja mnie optymistycznie), dam znać.

      Usuń
    2. Biorąc pod uwagę, że sama również jestem autorką to nie do końca jest tak, że wena poszła i zniknęła. Mówimy innym, że tak jest by wytłumaczyć swoje lenistwo. Mówiłam, że tak jest, ale gdy tylko się przemogłam i usiadłam, wena magicznie wróciła. Przypadek? Nie sądzę. Wyjaśniamy najpierw czym jest wena? Ja to oznaczam jako skarbnicę pomysłów. Pomysły jednak czerpie nie tylko w czasie weny. Życie daje mi je. Wtedy je zapisuję, jako skrót myślowy i wtedy do opisu pomysłu już mi niewiele. Wystarczy troszkę pomyśleć o swoim opowiadaniu i dane pomysły się wpisują, jeżeli mają potencjał. A wystarczy usiąść. Ja tak przynajmniej mam i jakoś mi się wydaje, że wielu autorów również tak ma. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. To, że tobie się to sprawdza, nie oznacza, że mi, czy komuś innemu, się sprawdzi. Urok pisania polega na tym, że każdy robi to inaczej. Ja przykładowo muszę mieć cel, muszę wiedzieć, do czego dążę i co chcę przekazać. Dopiero wtedy siadam do tworzenia, bo już wiem, jak dana scena czy rozdział ma wyglądać. Nie jestem typem osoby, która pisze dla samego pisania lub idzie na żywioł, by zobaczyć "co z tego wyjdzie". Tak więc nie, nie wystarczy jedynie pomyśleć. Zwłaszcza że pisanie nie kończy się na pomyśle, ale dopiero od niego zaczyna.

      Usuń
  48. Jak z weną? Nie mogę doczekać się kontynuacji. Może powinnaś trzymać się zamierzonej wersji opowiadania a nie starać się zadowolić czytelników? Każdy ma inny gust. Od sierpnia ubiegłego roku przeczytałam bardzo wiele Severitiusów i nadal uważam, że Twoje opowiadanie jest jednym z lepszych. Twój Severus jest bardzo dobry, motywy działania, charakter, osobowość są takie, jakie powinny być w opisywanym okresie czasu. Nie wyszła Ci trochę "przemiana" Severusa ale nie napotkałam fanfika który by mnie w tym względzie zadawalał. Twoje motywy przystąpienia Snajpa do smierciożerców są bardzo szlachetne- pomoc matce, podczas gdy w kanonie był młodocianym bandytą którym rodzice się nie interesowali i wcześniej odszedł z domu. Dla Lili był inny (dobrze jest to opisane w "Przyjacielu"- Lili w pewnym momencie orientuje się, że nigdy nie znała prawdziwego Severusa). Harry też jest "kanoniczy" - inteligentny, ciekawski, przyjazny światu. Fakt, że zmienił się wygląd zewnętrzny daje Ci bardzo duże pole manewru, przygód, przyjażni, prowadzenia postaci. Takie detale jak to, czy Harry znał czy nie Lunę są mało istotne, nie wpływają na odbiór całości i są proste do poprawienia. Pozdrawiam, Stara Czarownica.

    OdpowiedzUsuń
  49. Pewnie już nie zaktualizujesz...a szkoda, bo naprawdę mnie wciągnęło...ale dzięki chociaż za tyle,w sumie dalszą część każdy może sobie dopowiedziec jak chce,co nie zmienia faktu że bd tęsknić za twoim Sevciem i jego rozmowami z Harrym(rodzina gdyby mnie zobaczyła w niektóryvh momentach czytania pomyślałaby pewnie że dostałam mordowyszczeżościsku ;) )powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Phoe błagam. Dodaj coś ;c

    OdpowiedzUsuń
  51. Na Cambiare była obiecana kontyunuacja Magii jeszcze we wrzesniu, a tu nic... a ja czekam i tęsknię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może niefortunnie się wyraziłam, bo nie obiecywałam aktualki. Napisałam tylko, że jest szansa, bo wtedy rzeczywiście sporo ruszyłam z pisaniem do przodu. Ogólnie nie mam zamiaru niczego obiecywać, żeby potem nie było pretensji, że nie aktualizuję ;P Pisanie "Magii" nie zależy tylko od mojego czasu, zdrowia czy czegokolwiek tam innego. Generalnie nie mam zamiaru robić niczego na siłę ;>

      Usuń
  52. Ech, brakuje mi tej historii, świetnie pisana. Mam nadzieje, że kiedyś jeszcze coś się tu pojawi. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  53. Hej, to dokładnie rok od ostatnie aktualki... A to znaczy że mamy rocznicę!
    Czas najwyższy odpowiedzieć na Twoją odpowiedź do mojego komentarza :)

    Najdroższa Phoe!
    Wow - przeczytałaś cały mój komentarz!!!? :) Cieszę się, że tak Cię ucieszył. Nie wyobrażasz sobie jak ja się cieszyłam na Twoją odpowiedź... Szczególnie, że spodziewałam się czegoś w stylu: Dziękuję, pozdrawiam/Doczytaj tu i tu, pozdrawiam... A tu taka niespodzianka! :)

    Kwestii merytorycznych ciąg dalszy (że tak od razu przejdę do sedna):

    1.Ze zmianami konceptu tak już niestety jest… Aktualizujesz rozdziały na bieżąco, przez co nie za bardzo możesz zmieniać tekstu „wstecz”, albo nawet zauważyć kiedy coś Ci się rozjeżdża… Pisarze, którzy spędzają kilka lat na dopracowanie książki mają ten luksus, że mogą spojrzeć na swoje utwory globalnie. Jest to na pewno duże wyzwanie z którego, nie licząc niewielkich potknięć, wywiązujesz się znakomicie. Ale o tym już pisałam :)

    2. Tu masz rzeczywiście rację :) Lęk może się objawiać takim pozornym spokojem. Nie oczekiwałam permanentnych wybuchów gniewu. Chodziło mi raczej o jedną konkretną sytuację – po słowach Snapea: „Nie podoba mi się fakt, że zajrzałeś do myślodsiewni, choćby niechcący, ale ja również przekroczyłem granice, gdy celowo szukałem najgorszych wspomnień.” To zdanie sugeruje, że Severus traktuje nieumyślne wpadnięcie do myslodsiewni na równi ze znęcaniem się psychicznym nad niepełnosprawnym dzieckiem… No, każdego by szlag trafił! Szczególnie, że Harry ma bardzo idealistyczne podejście do sprawiedliwości… Później, jak jeszcze raz czytałam ten fragment to tknęło mnie, że ten wybuch gniewu nie musiałby się łączyć z krzykiem i rzucaniem przedmiotami. Jak Severus pyta: „Czy to jest akceptowalne?”, Harry mógł odpowiedzieć: „Mieszkanie z Tobą jest nieakceptowalne.”
    -Nie Ty piszesz tę książkę – nie mieszaj się w koncepcję autora!
    -Doba, dobra – tylko komentuję…
    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  54. Ale przypomniało mi się coś innego związanego z tematem, o czym wcześniej zapomniałam wspomnieć-, co z mapą Huncwotów?! Przejrzałam cały tekst jeszcze raz i nic nie znalazłam… Nie spłonęła, nie?

    Co się stało z okularami Harrego? Nosi je nadal? Właściwie nie powinien (zjazdy fanów HP wielokrotnie dowiodły, že każdy w okularach Harrego przypomina Harrego), ale co się z nimi stało? To znaczy, co się stało z wadą wzroku Harrego? Zanikła podczas leczenia? Nie napisałaś nigdzie w prost, że ich nie ma, ale takie ciągłe ich pomijanie w opisach sprawia, że czytelnik jest pewny że Harry/Alan chodzi bez nich...

    12. Teraz, jak o tym myślę to rzeczywiście, wszystko zostało wyjaśnione. Co tylko dowodzi, że powinnam poćwiczyć czytanie ze zrozumieniem. ;-) Na przeczytanie tej sceny czekam z utęsknieniem.

    Chyba tyle... Pewnie jak tylko kliknę "Opublikuj" to przypomnę sobie kolejne rzeczy które miałam zawrzeć... Cóż takie jest życie! Będzie o czym pisać za pół roku :)

    Mam nadzieję, że i tym razem ucieszą Cię moje wypociny. Czekam na rychłą odpowiedź (i jeszcze rychlejszą aktualkę)
    Już zawsze Twój,
    M.K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy na równi? Nie wydaje mi się. Po prostu obaj przekroczyli granicę i tylko o tym Snape mówił. Nie sądziłam, że tak można zrozumieć tę wypowiedź :)

      A właśnie, zapomniałam o mapie (pewnie by mi się przypomniało, gdyby zaszła taka potrzeba). Można założyć, że Mapa Huncwotów nie spłonęła, gdyż Harry jeszcze jej nie odzyskał po tym, jak fałszywy Moody ją pożyczył.

      Harry odzyskał okulary (gdzieś zostało wspomniane, że Snape zabrał je ze sobą, gdy uratował Harry'ego), ale nie nosi ich, gdyż po zniesieniu Zaklęcia Przynależności już ich nie potrzebuje - wada wzroku należała do Jamesa.

      Mnie każde komentarze cieszą :)

      Usuń
  55. Jaja sobie ze mnie robisz autorko? czytam to opowiadanie od paru dni, fabuła mnie wciąga... A nie ma nowych rozdziałów... No jak tak można... Chce więcej! :( pisz dalej to opowiadanie! :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Boskie opowiadanie, mam nadzieję , że będziesz je kontynuować. Czekam z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  57. Phoe, mam nadzieję, że jednak doczekamy się ciągu dalszego.
    Pozdr. Apollo.

    OdpowiedzUsuń
  58. Wczoraj w pociągu z Gdyni do Wrocławia zaczęłam i skończyłam czytać Twoją opowieść. Postanowiłam więc napisać konstruktywny komentarz z opinią :) podoba mi się bardzo, że relacja Harrego i Snape rozwija się powoli i pozbawiona jest patetycznych zwrotów akcji i wyznań. Snape nie traci nic ze swojego charakteru, jak to się czasem zdarza w Severitusach, a jedynie zostają nam pokazane jego nowe cechy. Fajnie też że przedstawiłaś jakie ślady pozostawiło na Harrym traktowanie przez Durslay'ów, pani Rowling nigdy nie zagłębiała się w to nazbyt, a u Ciebie mamy żywą reakcje, świadczącą o głębokim zranineniu. Cieszę się, że Syriusz żyje i że nie jest niezrównoważonym lekkoduchem. W zasadzie widzę same pozytywy, dużo więcej kłębi się w mojej głowie, niż jestem w stanie przelać teraz na ekran komputera, ale wciągnęłaś mnie do swojego bardzo realistycznie przedstawionego świata czarodziejów i jak pozostałe osoby tutaj mam nadzieję na kontynuację.
    PS. Też zastanawiałam się co stało się z Mapą! dobrze, że nie zaginęła :)

    Sara

    OdpowiedzUsuń
  59. Genialne. Nie mogłam się oderwać... Już dawno żadna książka/opowiadanie tak mnie nie wciągnęło. Nie mogę doczekać się dalszego ciągu. Mam nadzieję że doprowadzisz to do samego końca. Nie mogę się doczekać:).

    OdpowiedzUsuń
  60. Puk puk! Czy autorka pamięta jeszcze o nas - czytelnikach? ;) Sądzę, że wielu z nas byłoby wdziecznych za jakąkolwiek informacje na temat tego czy MP będzie kontynuowana. Czy definitywnie straciłaś już do tego zapał? Nawet jeśli chodzi o to drugie, fajnie by było gdybyś nas poinformowała (jednak totalnie mam nadzieję, że jakieś chęci do pisania nadal masz :)).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, pamiętam o czytelnikach :) Problem jest taki, że... mam problem. Co nie ruszę z tekstem, to znowu trafiam na ścianę, normalnie czarna dziura w głowie :( Tak, straciłam zapał i nie wiem, jak go odzyskać :( Nie ogłaszam, że porzucam, bo jednak kocham to opowiadanie i strasznie szkoda mi, że miałabym już nic więcej nie napisać. Zdarza mi się siadać do "Magii", więc nadzieja jakaś jest.

      Usuń
  61. Utknęłaś w punkcie, z którego nie wiesz, w którą stronę iść. Na pewno miałaś jakiś plan jak zaczęłaś pisać to opowiadanie. Przeczytaj swoje własne opowiadanie od początku i rozpisz sobie w Wordzie albo Excelu co do tej pory się stało i myślę, że może zdołasz w ten sposób rozpisać sobie dalszy ciąg zdarzeń, co może poruszyć twoją wyobraźnię i chęć do dalszego pisania.

    Albo po prostu przeczytaj książki Harry'ego Pottera od początku? Wczuj się w ten klimat od nowa.
    Każdy ma różne metody pisania i motywowania się.
    Bardzo byłoby szkoda, gdybyś je porzuciła.

    OdpowiedzUsuń
  62. A ja nadal tęsknię za nowymi rozdziałami ;) Z oczekiwaniem na nowe przygody XD
    Życzę weny. Mam nadzieje że do nas wrócisz ;)

    Moja rada jak koleżanki powyżej - troche podobna : po prostu zacznić czytać swoje opowiadanie od początku. Uwierz mi... Po przeczytaniu 22 rozdziałów będziesz miała mase pomysłów na nowe rozdzialiki i sytuacje w opowiadaniu ;)

    Pozdrawia Yaoistka^^ haha ciekawe co ona tu robi nie? XD Weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  63. Mam nadzieję, że będziesz kontynuować to opowiadanie. Bardzo podoba mi się motyw Snape'a jako ojca Harrego. Co prawda wiele osób próbowało podjąć się takiego tematu, ale tylko znikoma część opowiadań jest naprawdę dobra. Podoba mi się to, że zachowanie głównych bohaterów pasuje do charakterów książkowych postaci, a także stopniowa, ale widoczna zmiana relacji między Harrym i Serverusem.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały :)
    K.

    OdpowiedzUsuń
  64. Witam,
    rozdział fantastyczny, bosko wyglądała ta scena jak Severus groził portretowi ;] to w pociągu między Malfloyem a Alanem było boskie, on ma jakieś zwierzątko? Trafił do puchonów, no cóż myślałam nad slythrerinem, ale i tak może być... ciekawe jak będą wyglądały lekcje, Severus mógł go podszkolić w eliksirach, pewnie tą zgodę na wyjście będzie miał Severus...
    autorko mam wielką nadzieję, że będziesz kontynuować to opowiadanie bo właśnie ono jest takie (pod względem tematyki) jakiego poszukiwałam...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  65. JeJu.....kocham to opowiadane!!!
    Przeczytałam całość dwa razy. Naprawdę świetnie!!! Bardzo podoba mi się przedstawienie postaci bo ich zachowania są naprawdę naturalne. Severus nie staje się milutkim tatusiem jak w wielu opowiadaniach i to jest świetne. Postacie stopniowo przełamują do siebie niechęć. Takiego opowoadania szukałam ;)Życzę dużo weny i czekam z niecierpliwością na następne rozdziały ��
    Pozdrawiam Jagoda

    OdpowiedzUsuń
  66. Niedawno znalazłam to opowiadanie. Jest świetne! Mam nadzieję że uda Ci się jeszcze dokończyć. Szkoda by było je tak zostawić. Ślę wenę! ♥

    OdpowiedzUsuń
  67. Przyrzekam sobie już od dawna, że ograniczę liczbę opowiadań, powieści, które nie zostały ukończone. Jak widać na obietnicach się kończy. Gdy trafiają się perełki takie jak Twoje opowiadanie, nie mogę się powstrzymać przed czytaniem. Zadziwia mnie Twoja dbałość o szczegóły. Ile musiałaś poświęcić czasu na dopracowywanie wszystkich elementów dotyczących magii, miejsc, historii. Całość 22 rozdziałów robi wrażenie. Postawiłaś sobie wysoką poprzeczkę, więc nie dziwi mnie czasowy zastój w wenie i pisaniu. Trzeba zwracać uwagę na tyle szczegółów, że można łatwo się pogubić i zakręcić. Wena według mnie jest jak kot, przychodzi i odchodzi w najmniej oczekiwanych chwilach. Czytając Twoją alternatywę czułam się jakbym się znowu przeniosła do świata magii. To niesamowite. Masz lekkie pióro, dobry styl. Nie przeginasz w żadną ze stron. Trzeba mieć wyczucie, jeśli chodzi o zabawne kolokwializmy czy sarkastyczne komentarze. Np.” Pewnie Hagrid rąbnąłby go swoim parasolem, myśląc, że jest śmierciożercą w przebraniu i trzeba byłoby go cucić w skrzydle szpitalnym. „ lub „— Super popołudnie — zadrwił. — Herbatka z sadystą, który torturował mnie prawie do śmierci. Co będzie następne? Niedzielny obiad z Voldemortem?”. Bardzo mnie rozbawiły, oby więcej się takich humorystycznych dodatków. ;)

    Klimat, jaki budujesz jest świetnym uzupełnieniem samych postaci. Cieszę się, że postawy bohaterów są zrozumiałe, reakcje logiczne i przemyślane. Nie zniosłabym sytuacji gdzie Harry wychodzi bez żadnego draśnięcia z ostatnich wydarzeń ( śmierć wuja i kuzyna, ciotka, która po raz kolejny go odrzuciła, spotkanie z Malfoyem, wiadomość o rzeczywistym pochodzeniu). Ludzie są wstanie znieść bardzo dużo okropności, ale nie wszystko. Zastanawia mnie również, jakim cudem Harry wyrósł na takiego normalnego młodzieńca po latach wychowywania się w tak toksycznym środowisku, jakim był dom Dursley’ów. Powinien mieć chociażby zaburzenia osobowości po takim dzieciństwie albo poważne problemy emocjonalne. Dlatego bardzo podoba mi się, że ukazujesz jak dużo jest w nim różnych emocji. Nie tylko agresja, której ma w sobie pewnie całkiem sporo, (co jest oczywiste po życiu, jakie mu zgotowała rodzina) ale również masę lęku, niepewności, zagubienia. Irytuje mnie przedstawianie go, jako Złotego Chłopca, który świetnie sobie ze wszystkim radzi, ogarnia swoje emocje, a jedynym, co nastręcza mu problemów jest walka z Voldemortem. Jest zdecydowanie bardziej ludzki, naturalny i przekonujący, gdy ma problemy, które nie znikają za pstryknięciem palców, a sprawy często idą jak po grudzie. Podoba mi się, że powoli rozwijasz Harry’ego emocjonalnie pod wpływem nowych doświadczeń. Myślę, że obecność Severusa pomoże mu zbudować pewność siebie i odzyskać dawną odwagę.

    Jeśli chodzi o postać Snape’a to trudno się do czegoś przyczepić. Jest ślizgonem do szpiku kości i chwała Ci za to. Cieszę się ze ukazujesz też, jaką nowością jest dla niego ojcostwo i branie odpowiedzialności za nastolatka z niezłym bagażem doświadczeń. Severus ma, jako taki kontakt z młodzieżą, jako opiekun domu, ale bycie w roli nauczyciela, a ojca to dwie różne sprawy. Wielką frajdę sprawi mi obserwowanie jak rozwija się ich relacja, a także sam Snape pod wpływem syna.
    Dużym plusem jest nawiązanie do kultury Celtów i symboliki. Opis różdżki Harry’ego był bardzo ciekawy. Jest nie tylko narzędziem wzmacniającym czary, ale również talizmanem samym w sobie. Scena u Ollivandera trochę mnie zaniepokoiła. Od razu popłynęłam w swoich domysłach. Harry zdobywa niezwykłą różdżkę, traci kontrolę nad magią, zmienia się w dużo przystojniejszego chłopaka niż był kiedykolwiek wcześniej. Wielki Mag, Złote Dziecię odnajdujące uśpione pokłady geniuszu i wszechwiedzy = Mary Sue w wersji magicznej. Twór, jakiego przełknąć się nie da nawet, gdy zalatuje tylko trochę. Jednak kolejne rozdziały i opanowanie fantazji pomogło odzyskać wiarę, że nie mamy tutaj do czynienia z takimi „zabiegami” autorskimi. ;)

    Agawa

    OdpowiedzUsuń
  68. Schematycznie założyłam, że skoro Tiara przydziału już raz chciała umieścić Harry’ego w Slytherinie to pewnie tym razem spełni swoje zamierzenie. Faktycznie łatwego życia to by tam nie miał. Stała czujność. Być może mógłby się tam nabawić paranoi albo nerwicy. W końcu nie specjalnie zgadza się z poglądami mieszkańców domu węża. Wieczne udawanie i próby nie powiedzenia czegoś, co mogłoby go zdradzić lub narazić na szykany z komfortem ma nie wiele wspólnego. Zaskoczył mnie wybór Hufflepuffu, ale to była najlepsza opcja. Nie czytałam jeszcze opowiadania, w którym ten dom odgrywa główną rolę. Miła odmiana! Podobało mi się przedstawienie pokoju wspólnego oraz sypialni. Sama bym chętnie i szybko zadomowiła się w takim miejscu. Przy kolacji puchoni wydali się obiektywni i nienastawieni wojowniczo lub zero jedynkowo jak często to gryfoni czy ślizgoni. Pierwsze wrażenie zdecydowanie pozytywne. Zastanawia mnie jak ułoży się szkolne życie Alana. Z kim się zaprzyjaźni? Jak będą go traktowali rówieśnicy? Przedstawienie Alana, jako puchona daje mu możliwość nie wchodzenia na wojenną ścieżkę z np.gryfonami. Jednak być może jego pochodzenie będzie powodem do uprzedzeń i odrzucenia? Alan powinien unikać osób, które bliżej go znają, ale czy da radę się od nich odseparować i chronić swoją tożsamość? Pytań się mnoży tysiące, a ciekawość zjada od środka. Mam wielką nadzieję, że dokończysz tą historię.

    Przepraszam za tak chaotyczny komentarz. Wypowiedzi pisemne nie są moją mocną stroną. Jednak trzeba karmić wenę autorów, więc się przełamuję. ;))

    Życzę powrotu weny, czasu i oceanu cierpliwości przy pisaniu!

    Serdecznie pozdrawiam

    Agawa

    OdpowiedzUsuń

Rss Mail Blogger Wykop Facebook Twitter More