Rozdział 7. Decyzja

Każda decyzja jest wyrzeczeniem się tego, co nie zostało wybrane.
— Władysław Tatarkiewicz





Jak mogła? — wysyczał Snape. — Jak ta suka mogła!?

Część portretów sapnęła z niedowierzania, a część zaczęła wykrzykiwać komentarze pełne oburzenia. Dumbledore uniósł dłoń, nakazując ciszę. Snape zerwał się na równe nogi i nerwowym krokiem zaczął przemierzać gabinet.

— Lily kochała Jamesa i bała się go stracić. Teraz jednak, czy tego chcesz czy nie, pozostałeś jedyną osobą, która jest w stanie zaopiekować się Harrym i do tego zrobić to właściwie.

— Kochała Pottera — prychnął Snape z nienawiścią. — Miłość rzeczywiście jest ślepa. Znała mnie od piaskownicy. Przyjaźniliśmy się całe życie. To przez nią sprzeciwiałem się ojcu! Nawet obiecałem ochronić jej dziecko, bo tylko tyle mogłem dla niej zrobić. I dotrzymywałem tej pieprzonej obietnicy każdego pieprzonego dnia. A ona, tak po prostu, nic mi nie powiedziała!

— Byłeś wtedy śmierciożercą.

Snape zatrzymał się i spojrzał na starszego czarodzieja. W czarnych oczach zabłysł ból, a usta wykrzywiły się w uśmiechu pełnym goryczy.

— Dobrze wiesz, dlaczego się do niego przyłączyłem.

— Ona jednak nie wiedziała. Severusie, Harry cię potrzebuje...

— Nie! — zagrzmiał i uderzył pięścią w blat biurka. Maleńkie urządzenia leżące na nim podskoczyły i zagrzechotały. — Wolała oddać mojego potomka temu parszywemu sukinsynowi, który dręczył mnie przez lata w Hogwarcie? Dobrze. Skoro odważyła się błagać o czar, który miał sprawić, że nie przypominał mnie, Severusa Snape'a, to nie kiwnę teraz nawet palcem, by go chronić. Nigdy jej tego nie wybaczę, rozumiesz? Nigdy.

Dyrektor podniósł się z fotela i utkwił twardy wzrok w mistrzu eliksirów, który targany gniewem i wzburzeniem ponownie rozpoczął wędrówkę w tę i z powrotem. Od postawy starego czarodzieja promieniowała tak potężna magia, że zapewne każdy łącznie z Voldemortem zląkłby się, ale Snape był zbyt rozgoryczony zdradą, by zauważyć, co się wokół niego dzieje.

— Radzę ci się uspokoić i przemyśleć to, co powiedziałem — rzekł Albus, a w jego głosie nie było łagodności. To były słowa nieznoszące sprzeciwu.

— Nie zmusisz mnie! — syknął Snape.

Nastąpiła chwila nieznośnej ciszy, lodowatej niczym powietrze na biegunie polarnym.

— Masz rację. Nie zmuszę.

Nagle Severus odwrócił się plecami do Albusa. Stał tak przez moment, po czym powolnym ruchem sięgnął po proszek Fiuu leżący na gzymsie. Zanim zielony pył zatańczył w palenisku, padły ciche słowa:

— Mój syn czy nie, wystarczająco dobrze poznałem go przez te wszystkie lata. Nigdy nie byłbym dumny z takiego dziecka.

Po tych słowach odziana w czerń sylwetka zniknęła w płomieniach. W gabinecie zapadła zupełna cisza. Nawet portrety nie odezwały się słowem.


* * *


Snape wrócił do Prince Manor tylko na chwilę. Nogi same go prowadziły, gdy przemierzał korytarze. Dotarł do sypialni, szybkim ruchem zagarnął najbardziej potrzebne rzeczy i chwycił płaszcz. Kiedy wracał do salonu, natknął się na pielęgniarkę. Zdziwiona otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale widząc lodowate spojrzenie posłane w jej kierunku, zamknęła je z powrotem. Otrząsnąwszy się z zaskoczenia, podążyła za Snape'em do salonu.

— Severusie, potrzebuję twojej pomocy. Pan Potter...

Snape odwrócił się ze wściekłym grymasem na twarzy i wycedził:

— Nic mnie to nie obchodzi. — Zrobił krok w jej stronę, zmuszając do cofnięcia się. — Ten dzieciak nawet kiedy jest nieprzytomny, skupia na sobie całą uwagę i wszyscy muszą wokół niego skakać. — Uśmiechnął się drwiąco, a było to jeszcze bardziej przerażające niż wcześniejszy grymas. — Sugeruję ci znaleźć kogoś innego do niańczenia Pottera, ponieważ nie mam zamiaru robić już niczego, co jest z nim związane.

— Ale profesor Dumbledore...

— Dumbledore dokładnie zna moje stanowisko w tej sprawie.

— Jak możesz!? — wykrzyknęła pielęgniarka z frustracją i skrzyżowała ręce na piersi. — Co cię, na Merlina, opętało? Wpadasz tu jak Furia, a kiedy proszę cię...

— Chcesz wiedzieć czemu? — spytał Snape niebezpiecznie niskim głosem. — Zapytaj naszego drogiego Albusa. I przy okazji przekaż mu, że jeśli przyjdzie mu do głowy mnie szukać, to niech sobie daruje i zrobi mi przysługę, dławiąc się swoimi cytrynowymi dropsami.

W tym momencie w progu salonu stanęli Lupin i Tonks, a za nimi Shacklebolt. Przybyli świstoklikiem, co oznaczało, że wrócili ze zleconych im misji. W skonsternowaniu patrzyli na rozgrywającą się przed nimi scenę.

Obecność wilkołaka wywołała w Snapie jeszcze większą wściekłość. Przez chwilę wyglądało na to, że przygotowuje jakąś wyjątkowo paskudną obelgę. Zapragnął rzucić Lupinowi prosto w twarz, że chłopak, którego zawsze tak chwalił i przyrównywał do Jamesa, nie jest w rzeczywistości synem najlepszego przyjaciela. W tym momencie chciał zranić, aby zabolało tak mocno, jak jego zabolała zdrada Lily. Jednak prawda była czymś więcej niż ironicznym żartem losu. To była jego własna hańba, bo dziecko cały czas było jego. Krew z jego krwi, kość z jego kości.

Zrobiono z niego głupca.

— Ach, do diabła z tym!

Snape wkroczył w zielone płomienie i kiedy zamykał oczy, chroniąc je przed różnokolorowym wirem, usłyszał jeszcze głęboki głos Shacklebolta wołający jego imię.

Po chwili podróży wylądował w Snape Manor. Był pewny, że Dumbledore nie da mu spokoju. Prędzej czy później przyjdzie do niego i wygłosi te swoje gryfońskie frazesy mające na celu nakłonienie go do podjęcia „słusznej” decyzji. Jednak wiedział też, że Albus nie posiadał dostępu do rezydencji na Spinner's End. Nie w sposób, który nie obejmowałby włamania. A tego Albus Dumbledore by nie zrobił. A przynajmniej Snape miał nadzieję, że nie zrobi.

Zablokował kominek, rzucił kilka dodatkowych zaklęć zabezpieczających, po czym rozejrzał się po saloniku, tak samo małym jak przed laty i tak samo pełnym wspomnień. Na chwilę jego czarne oczy straciły zimny wyraz, sprawiając wrażenie nieobecnych. Nie był świadomy, jak mocno zaciska palce, ani ich drżenia czy tego, jak bardzo zbielały.

Potter. Nie. Syn. Jego własny pieprzony syn.

Ale to przecież normalne, prawda? Całe jego życie było ironią, żałosnym przedstawieniem.

I wtedy tląca się w nim furia pochłonęła go zupełnie, odbierając wszelką racjonalną myśl i ostatnią iskrę opanowania.

O ścianę roztrzaskało się krzesło, które poderwał zaklęciem. Tak, to było dobre. Krzesła były duże i wydawały tak cudownie satysfakcjonujące dźwięki, kiedy łamały się jak gałązki. Culterem rozdarł gobelin przedstawiający ród Snape'ów i ten sam los spotkał kilka obrazów. Postacie uciekały ze swoich ram z krzykiem przerażenia. Wazony i fiolki rozprysły się na maleńkie odłamki, zasnuwając podłogę drobnym pyłem. A on dalej niszczył, łamał, darł, rozszarpywał, tłukł i palił. Powietrze aż wibrowało od czarnej magii, ale niewiele go to obchodziło. Nawet jeśli czuł, że mógłby teraz zrobić coś naprawdę strasznego.

Po kilku minutach opuścił różdżkę. Omiótł spojrzeniem zdemolowany salonik, ale ten widok nie ukoił jego gniewu. Powolnym krokiem skierował się do kuchni i otworzył przeszklony barek. Przypomniał sobie, że ma gdzieś tutaj butelkę Ognistej Whisky. Nie miał zwyczaju pić, ale trzymał parę trunków specjalnie dla gości.

Jego ojciec chlał na umór, więc dobrze wiedział, co alkohol potrafi robić z człowiekiem. Uważał za żałosne pozbawiać się kontroli w tak prymitywny sposób. Teraz jednak czuł — po raz pierwszy w życiu — że potrzebuje czegoś naprawdę mocnego. Chwycił szklankę, nalał do pełna i jednym haustem opróżnił jej zawartość do połowy. Przechylił naczynie jeszcze raz, po czym ponownie zapełnił.

Kiedy wrócił do salonu, zapadł się w fotelu, który najmniej ucierpiał; był połamany tylko trochę i dało się w nim siedzieć. W tym samym momencie poczuł znajome zawirowanie magii w powietrzu i w sekundę później spoglądał prosto w oczy srebrnego feniksa.

Kiedy będziesz gotowy, będę na ciebie czekał.

— Nigdy! — wykrzyknął Snape z pasją.

Rzucona szklanka przeleciała przez patronusa, sprawiając, że rozpłynął się w powietrzu, a następnie rozbiła się o ścianę.


* * *


Kiedy pół godziny później Dumbledore wszedł do Prince Manor, od razu zauważył osobliwe zjawisko. W kuchni, w towarzystwie parującej herbaty, siedzieli Kingsley, Tonks, Lupin oraz Poppy i rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami oraz w wielkim skupieniu. Wyglądało to tak, jakby właśnie odbywali jakąś nagłą i tajną naradę.

Albus odchrząknął grzecznie, chcąc zaanonsować swoje przybycie.

— Och, Albusie! — zaczęła natychmiast Pomfrey. — Dobrze, że jesteś. Z Severusem stało się coś niedobrego. Wrócił skądś okropnie wściekły i zaraz potem zniknął w kominku.

— Czy powiedział, jaki był powód jego... wzburzenia? — zapytał Dumbledore.

— Niestety nie. Dał nam tylko do zrozumienia, że będziesz w stanie nam to wyjaśnić, i… — zrobiła wyjątkowo cierpką minę — cytuję: „przekaż mu, że jeśli przyjdzie mu do głowy mnie szukać, to niech sobie daruje i zrobi mi przysługę, dławiąc się swoimi cytrynowymi dropsami”.

Tonks parsknęła śmiechem, za wszelką cenę starając się zamaskować to nagłym atakiem kaszlu.

— Tak, mogłem to przewidzieć — mruknął Albus, na co Tonks ponownie parsknęła.

Cztery pary oczu wpatrywało się w starszego czarodzieja w nadziei usłyszenia jakiegoś wyjaśnienia, które nie nadeszło. Zamiast tego dyrektor zapytał:

— Jakaś poprawa u Harry'ego?

Pielęgniarka zawahała się, ale po chwili przytaknęła krótko i odrzekła:

— Zdecydowanie wyniki są lepsze niż przed podaniem eliksiru, więc fizycznie chłopiec wraca do zdrowia, choć wciąż niewiele wiadomo o stanie jego umysłu. Chciałam, żeby Severus go przebadał, ale odmówił, zanim zdążyłam mu cokolwiek wyjaśnić.

Kingsley pokiwał głową z dezaprobatą. Jak można być takim sukinsynem i swoją frustrację wyładowywać na bezbronnym dziecku, które potrzebuje pomocy? W tym momencie zupełnie nie rozumiał Snape'a. Tym bardziej że od kiedy mężczyzna przeszedł na jasną stronę, sumiennie wywiązywał się ze wszystkich zadań. Nieraz też ryzykował życiem, by ostrzec Zakon przed atakami Voldemorta. Co musiało się wydarzyć, żeby teraz tak postąpił?

Nagle przez drzwi balkonowe wleciał Fawkes, kierując się prosto w stronę dyrektora. Ptak wylądował na wyciągniętym ramieniu. Do nóżki miał przywiązany kawałek pergaminu.

— Co tu masz, mój drogi? — mruknął Albus i uwolnił ulubieńca od przesyłki.

Fawkes wzbił się w powietrze z radosnym trelem i osiadł na wyczarowanej żerdzi. W tym czasie Dumbledore zaczął czytać treść liściku, a kiedy skończył, spojrzał na Lupina zza okularów-połówek.

— Cóż, wydaje mi się, że Łapa niebawem nas odwiedzi. Wszystko idzie zgodnie z planem. — Orzechowe oczy Lupina zamigotały radośnie na tę wieść. — Teraz jednak mamy pewne zadanie do wykonania. Właśnie otrzymałem zgodę na przeniesienie Kwatery Głównej do rezydencji Blacków.

— Szpieg? — zapytał natychmiast Lupin.

W całej historii Zakonu tylko raz zmieniali kwaterę i wtedy wiązało się to z wykryciem rzekomej zdrady Syriusza.

— Na szczęście nie w tym przypadku — odparł łagodnie dyrektor. — Pewne... okoliczności sprawiły, że Severus będzie potrzebował rezydencji tylko dla siebie. Chciałbym jak najszybciej zabezpieczyć to miejsce przed dostępem kogokolwiek z zewnątrz.

Cała czwórka jak na zawołanie zmarszczyła czoła.

— Wyjaśnisz nam, skąd ta nagła potrzeba? — spytał Kingsley z półuśmieszkiem.

— W swoim czasie nie będzie to tajemnicą — odrzekł Albus pogodnie i wyciągnął z jednej z kieszeni rolkę cytrynowych cukierków. — Dropsa?

Tonks parsknęła i zakasłała po raz kolejny.

Cóż, u Albusa Dumbledore'a każda informacja miała swoje miejsce i czas. A cytrynowe dropsy, w przeciwieństwie do informacji, nigdy nie były niemile widziane. Przynajmniej w odczuciu dyrektora.

— Nimfadoro, przekaż osobiście Minerwie i Weasleyom, że jutro o dwudziestej odbędzie się tu ostatnie spotkanie. Ja zbiorę resztę zespołu. Trzeba będzie przedyskutować niektóre kwestie i przygotować się do przeniesienia.


* * *


Wkrótce okazało się, że „nigdy” wykrzyczane do patronusa, skurczyło się do czterech dni. Snape podjął męską decyzję. Musiał porozmawiać z Albusem. Było kilka spraw, które potrzebował wyjaśnić, a nie potrafił tego tak zostawić. Miał też bolesną świadomość, że nie będzie mógł unikać Albusa w nieskończoność. W tym celu przesłał przez medalion wiadomość, że wieczorem przybędzie do letniej rezydencji dyrektora w Hinderwell.

— Dlaczego mi powiedziałeś?

Żadnych grzeczności, powitań, wstępów. Przyszedł w konkretnym celu i nie zamierzał tracić niepotrzebnie ani sekundy. Do tej pory uspokoił się na tyle, by zachować resztki zdrowego rozsądku, ale jego kruche opanowanie w każdej chwili mogło rozsypać się w proch.

Dumbledore spojrzał uważnie na podwładnego, który siedział sztywno na rażąco fioletowej kanapie będącej centralnym elementem bawialni. Uznając, że nie może przedłużać milczenia, bo może to się źle skończyć dla nich obu, wyjaśnił:

— Ponieważ miałeś prawo wiedzieć. Nie pochwalam tego, co zrobiła Lily, nawet jeśli rozumiem jej motywację.

— I to wszystko? — zakpił Snape. — Twoje gryfońskie poczucie obowiązku kazało ci mnie uświadomić? A może powiedziałeś mi o wszystkim tylko dlatego, by trzymać Złotego Chłopca z dala od Knota? Skoro nie udało ci się dalej podrzucać go mugolskim krewnym, to może by tak pomyśleć o poczciwym Severusie?

Nagle wyraz oczu starca stwardniał, a cała dobrotliwość prysła w jednej sekundzie.

— Chcę, aby to było dla ciebie jasne. Nigdy nie trzymałbym Harry'ego z daleka od jego prawdziwego ojca. Chłopiec zasługuje na to, by mieć rodzinę, a ty masz pełne prawo do odzyskania syna.

— Czyli nie wiedziałeś? — upewnił się Snape. Przez te kilka dni wielokrotnie analizował całą sytuację pod różnymi kątami. Rozważał nawet możliwość, że Albus znał prawdę już wcześniej, ale ujawnił ją dopiero wtedy, kiedy okazało się to konieczne. — Nie wyczułeś?

Dumbledore westchnął i złączył dłonie na podołku.

— Nie umiem wyczuwać aur jak Lily, a czar został rzucony niezwykle umiejętnie. Nigdy się nie domyśliłem.

Snape był nieufnym człowiekiem, ale był też piekielnie dobrym oklumentą i legilimentą. Dumbledore mógł być najpotężniejszym czarodziejem współczesności, ale w magii umysłu Severusowi nie dorównywał. Severus obserwował go zatem wnikliwie. Już po chwili jednak musiał przyznać, że w usłyszanych słowach nie było ani krztyny kłamstwa. Zaraz po tym odkryciu poczuł ukłucie wstydu z powodu swojej paranoi. Nie miał podstaw, aby nie wierzyć Albusowi. Dyrektor jeszcze nigdy go nie okłamał, a jeśli chciał zachować jakieś informacje dla siebie, po prostu nie odpowiadał na pytanie lub mówił wprost, że odpowiedzi takowej nie udzieli.

— Jak wszedłeś w posiadanie tego wspomnienia? — indagował dalej Snape.

— Po zakończeniu wojny Septimus Weasley poświęcił się badaniom, spędzając większość czasu w Amazonii. Na przestrzeni ostatnich lat mój kontakt z nim ograniczył się do zaledwie kilku listów. Dwa tygodnie temu jednakże poprosił mnie o natychmiastowe spotkanie, twierdząc, że ma do przekazania bardzo ważne informacje. I owszem, jego pomoc okazała się nieoceniona. Tyle że nie tylko w kwestii, którą miał na myśli.

Snape zmarszczył brwi.

— Niemożliwe, żeby przekazał ci wspomnienie o Lily, skoro była to taka wielka tajemnica.

— Sądzę, że miał na to wpływ stan, w jakim go znalazłem — wyjaśnił Albus. — Kiedy przybyłem na miejsce, dowiedziałem się, że w czasie pracy zraniła go wyjątkowo paskudna klątwa, która powoli acz systematycznie odbierała mu życie. Nic nie można było zrobić.

Dumbledore zapatrzył się w przestrzeń, gdy jego myśli powędrowały daleko w przeszłość, pogrążając się we wspomnieniach o jednym z najlepszych przyjaciół. Po chwili starszy czarodziej kontynuował:

— Przed swoją śmiercią Septimus zdążył przekazać mi kluczowe informacje i wspomnienia z przeprowadzonych eksperymentów. Wśród właściwych wspomnień było też parę takich jak to, które ci pokazałem. Zupełnie przypadkowych i ze sobą niepowiązanych.

Do Snape'a dotarło, że gdyby nie czysty przypadek, prawda zostałaby pogrzebana wraz ze starym Weasleyem. Magomedyk najzwyczajniej w świecie chciał przekazać przed śmiercią dorobek swojej pracy, a w zamian przyczynił się do odkrycia tajemnicy Lily Evans. Gdyby Septimus nie był w tak złym stanie lub Albus nie przybył na czas, nigdy by się nie dowiedzieli, że James Potter nie był prawdziwym ojcem Harry'ego. Złość na Lily znowu w nim zawrzała, ale zdusił ją w zarodku.

— Jaka jest twoja decyzja? — zapytał Dumbledore.

No dobrze, może Albus nie dorównywał Snape'owi oklumencją i legilimencją, ale nawet bez naruszania umysłu nieźle wyczuwał, o czym myśli jego rozmówca. Nie żeby był do takich poczynań zdolny, jeśli nie istniał ku temu poważny powód. Snape podejrzewał, że cukierkowe poczucie moralności i wiary w ludzi mu na to nie pozwalało.

— Nawet się nie waż — uciął Snape. — Nie zgadzam się na to, co sobie umyśliłeś.

— Masz świadomość, że nie będę mógł chronić Harry'ego, jeśli znajdzie się pod władzą Korneliusza? — Snape potwierdził niechętnym skinieniem głowy. — I mimo to postanawiasz skazać swojego syna na śmierć?

— Brawo, Albusie. Skończyły ci się argumenty, to bierzesz mnie na emocjonalny szantaż? Nie ze mną takie gierki.

Do tego powoływanie się na tak sentymentalne bzdury, jak tytułowanie chłopaka „jego synem”, wywoływało odwrotny skutek od zamierzonego.

— Nie mówię tego tylko po to, aby cię przekonać, ale byś zrozumiał, czym w istocie będzie twoja odmowa. Opóźniłem moment wysłania Harry'ego do sierocińca o tydzień. Nie mam jednak żadnych prawnych możliwości, aby udaremnić ministrowi dokonanie adopcji. Ani też żadnych nieprawnych, które mógłbym teraz przedsięwziąć. Mogę naginać zasady, jakimi rządzi się czarodziejskie społeczeństwo, ale nie jestem cudotwórcą. — Dyrektor zamilkł na moment i utkwił twarde spojrzenie w mistrzu eliksirów. — Chłopiec nie przeżyje tygodnia, jeśli adopcja zakończy się sukcesem. Czy tego chcesz czy nie, to właśnie od twojej decyzji zależy teraz jego życie.

Snape skrzyżował ramiona na piersi jakby w pragnieniu odgrodzenia się od kierunku, w jakim toczyła się ta rozmowa. Nie chciał mieć nikogo więcej na sumieniu, oczywiście, że nie, i Albus doskonale o tym wiedział. Zaczął przeklinać w duchu dyrektora. Stary, manipulatorski piernik...

— Nie wybaczyłem jej — zaznaczył, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie.

— Wiem. Jednak gdyby Lily powiedziała ci prawdę, pokochałbyś Harry'ego.

Snape zacisnął usta w wąską linię, ledwo powstrzymując się od powiedzenia czegoś niestosownego.

— Już od dawna nie wiem, co to miłość. Nie myl sumienia czy obowiązku z uczuciem.

Obaj zamilkli na chwilę, aż w końcu Severus zadał najistotniejsze pytanie, nawet jeśli ton jego głosu zapewniał, iż jest ono czysto teoretyczne:

— Co się stanie, jeśli go zaakceptuję?

— Harry wróci do swojego właściwego wyglądu. Cechy Jamesa znikną permanentnie. Proces ten jest nieunikniony i będzie trwał około miesiąca, gdyż w innym przypadku zdjęcie czaru byłoby zbyt bolesne.

— Czyli mam zrezygnować z roli szpiega? — podsumował z wyrzutem. — Teraz, gdy zaryzykowałem życie, żeby przekonać Czarnego Pana o swojej lojalności?

Dumbledore milczał przez dłuższą chwilę, rozważając tę kwestię.

— Nie sądzę, żeby było to konieczne. I raczej możemy się również zgodzić, że twój udział w wojnie jest zbyt istotny, aby w tym momencie pozwolić sobie na taki krok. Poza tym w chwili zmiany warunków zaklęcia Harry Potter przestanie istnieć. Oczywiście gobliny od razu zorientują się, co się stało, gdyż prawo spadkowe działa automatycznie. Majątek Potterów od tej pory będzie należał do chłopca o nazwisku Snape. Nie obawiałbym się jednak, że ta informacja wypłynie. A przynajmniej nie przez najbliższe lata. Gobliny chcą zachować neutralność, więc i Gringott nie zdradzi tajemnic swoich klientów. Ponadto byłoby to niezgodne z ich polityką i zasadami, jakimi się kierują.

— Rozumiem, że nazwisko Pottera zniknie z dokumentów adopcyjnych? — zapytał i widząc potwierdzenie, kontynuował: — Nie znam się na tego typu zaklęciach, więc oświeć mnie. Sądziłem, że chodziło ci o zapewnienie świata, że chłopak jest cały i zdrowy. Jeśli nigdzie nie będzie figurował, uznają, że jest martwy. Gringott nic nie powie, więc będzie to jeszcze bardziej podejrzane. Zostają jeszcze akta rodzinne, ale wszelkie zmiany trzeba wypełniać osobiście. Jeśli mój udział w tej farsie ma być zachowany w tajemnicy, nie byłoby wskazane, aby pojawiło się w nich nazwisko Snape.

— Na szczęście istnieje pewna prawna furtka, która pozwoli nam tego uniknąć — wtrącił Dumbledore z błyskiem w oku. — Być może pamiętasz, że gdy w Pierwszej Wojnie nadeszło niebezpieczeństwo lustracji czystości krwi, wydano edykt umożliwiający każdemu czarodziejowi i czarownicy utajnienie powiązań rodzinnych. Z radością poinformuję cię, że do tej pory nie został on zniesiony.

Severus wiedział, że dla czystokrwistych rodów o długiej tradycji takie działanie byłoby zupełnie bezsensowne, gdyż każdy znał co znakomitsze linie, jednak wśród mniej znanych nazwisk, mugolskie wpasowywały się idealnie. Oczywiście Severus słyszał o tym prawie, ale musiał przyznać, że jego wiedza na ten temat była więcej niż nikła.

— I... co to oznacza dla nas?

— Widzisz, czar działa dość ciekawie. Każda niepowołana osoba, która zajrzy do akt danego czarodzieja na sekcję „relacje rodzinne” zapieczętowanej Czarem Poufności [1], widzi tylko puste miejsce. Ci natomiast, którzy przeczytali informacje przed nałożeniem zaklęcia, nagle zapominają, co w niej było. Tylko urzędujący dyrektor Hogwartu i Naczelni Magowie Wizengamotu mają wgląd do tej rubryki. Dzięki temu czarodzieje mugolskiego pochodzenia mogli odciąć się od publicznego definiowania rodziny na podstawie korzeni oraz ochronić się przed dyskryminacją i prześladowaniami. Takie było założenie. Nikt jednak nie zastanawiał się, co to będzie oznaczać dla tych, na których zostanie nałożone Zaklęcie Przynależności [2].

Snape milczał, aczkolwiek w głębi duszy czuł lekkie zaintrygowanie.

— Oznacza to, że w miejscu odpowiedzialnym za status rodzinny, zostaje wprowadzona notka o jego zmianie. Ale ponieważ sekcja rodzinna jest objęta Czarem Poufności, można powiedzieć, że hm... ministerstwo nie ma pojęcia, że jego stary obywatel przekształcił się w zupełnie nową osobę. Z czasem sprawa robi się jeszcze ciekawsza, gdyż nowe dokumenty dotyczące nowego nazwiska zaczynają pojawiać się w nowej teczce. Ponieważ Czar Poufności rzuca się na nazwisko rodowe, których związki chce się utajnić, pojawia się precedens, gdy czarodziej przestaje być pod tym nazwiskiem rozpoznawany. Muszę przyznać, iż mimo społeczeństwo czarodziejskie nie jest liczne, nagłe pojawienie się dodatkowego obywatela można przyrównać do wrzucenia igły w stóg siana. Ja sam zauważyłem wadliwość zaklęcia dopiero w momencie, kiedy w jednym z przypadków Czar Poufności został zdjęty i dwie teczki scaliły się w jedną.

Sprytna ta dziura, przyznał Severus. Niezmiernie zmyślna, rzekłby nawet. Cóż, wiedział, że prawo nie jest idealne, ale żeby aż tak spartaczyć sprawę? Kto u licha je ustalał?

— A jeśli Knot przeforsuje ustawę o zniesienie edyktu? Lub zrobi to inny minister, który zajmie miejsce Knota? Trzeba brać pod uwagę każdą okoliczność — zdecydowanie odezwała się Severusowa zapobiegliwość.

— Wtedy będę musiał sfałszować dokumenty i obliviatować biedną Aurelię i Emeralda — powiedział zwyczajnie Dumbledore, tak jakby mówił o pogodzie, a nie o czymś, co może doprowadzić do wtrącenia go do Azkabanu. — Będę miał wystarczająco dużo czasu na opracowanie awaryjnego planu i przeprowadzenie go w razie konieczności. Do tego obliviatowanie dwóch osób jest dużo łatwiejsze niż całego rządu.

Snape zadrżał mimowolnie. Słowa Albusa przypomniały mu, jak niebezpieczna jest władza w rękach jednego człowieka.

Podejrzewał, że istnieje jeszcze jeden powód, dla którego Dumbledore aż tak ryzykował. Może pozycja Severusa wśród śmierciożerców była ważna dla wojny, ale jak pokazały ostatnie wydarzenia, dysponowali innymi kretami. Choć nie uśmiechało mu się umierać z bólu przez kilka dni, Czarny Pan w końcu znudziłby się torturowaniem go przez Mroczny Znak. Czarnoksiężnik miał pilniejsze sprawy na głowie, niż tracenie czasu na nękanie zdrajców, bo cóż mogło być bardziej interesującego od planów przejęcia władzy nad światem i sukcesywnego realizowania listy „do zabicia”, na której pewnego dnia niewątpliwie się znajdzie?

Jakby w odpowiedzi na jego myśli padły następne słowa:

— Harry nie tylko zasługuje na rodzinę, ale także na poczucie bezpieczeństwa i normalności. Jest za młody na wojnę, która się rozpoczęła. Co więcej, będzie potrzebował teraz szczególnej opieki. — Dumbledore nie powiedział wprost, że chodziło mu o tortury Lucjusza. Aluzja była aż nazbyt oczywista. — Życie Harry'ego jako syna byłego śmierciożercy nie będzie idealne, ale będzie lepsze od ciągłego zagrożenia atakiem ze strony Voldemorta. On nie upomni się o Harry'ego, nim nie skończy osiemnastu lat, a wtedy ty zrezygnujesz ze szpiegowania.

— Czy ty w ogóle rozumiesz, co to dla nas oznacza!? — warknął, zrywając się nagle z kanapy. — Złoty Chłopiec zobowiązany moją przysięgą do posłuszeństwa Czarnemu Panu, jeśli ten tylko tego zapragnie? Nie wiem, co jest gorsze. Twój poroniony pomysł, abym zaakceptował Pottera, wystawiając go na srebrnej tacy jako kolejnego zwolennika ciemnej strony, czy to, że w każdej chwili Czarny Pan może zorientować się, kim ów potencjalny zwolennik jest w istocie.

— Na twoim miejscu nie martwiłbym się tym — odrzekł Dumbledore ze spokojem.

Snape wydał z siebie odgłos czystego niedowierzania, ale usiadł z powrotem na kanapie. Nie zamierzał się o to kłócić, ponieważ byłoby to bezcelowe. Wrócił do głównego tematu.

— Jak wyjaśnisz, że Harry Potter nie będzie uczęszczał do Hogwartu? Trzeba coś wymyślić, bo prasa zje nas żywcem.

Dumbledore spojrzał na Snape'a znacząco.

— Żaden czarodziej ani czarownica nie ma obowiązku uczęszczania do szkoły magii. Obecnie gazety rozpisują się nad tym, że Harry cierpi na wyczerpanie magiczne, co jest idealną wymówką do podjęcia prywatnej nauki. Rozsiejemy plotkę, że udało się nakłonić Petunię Dursley do cofnięcia decyzji o wyrzeknięciu się chłopca. Do czasu finalizacji adopcji Petunia ma prawo pierwszeństwa krwi. Ponieważ nikt nie spodziewa się rewelacji, jakiej dostarczył nam Septimus w swoim wspomnieniu, „Prorok Codzienny” podchwyci plotkę jako coś oczywistego i od razu ją opisze.

— Chyba nie sądzisz, że Knot tak szybko pogodzi się z fiaskiem swoich planów? Mogę się założyć o swoją różdżkę, że będzie próbował dotrzeć do Petunii i namówić ją do ponownego zrzeknięcia się praw. A wtedy pojawią się niewygodne pytania, dlaczego Potter ma opiekuna z prawa pierwszeństwa krwi, a tym opiekunem nie jest pani Dursley.

Dumbledore kiwnął głową.

— Z pewnością. Dlatego zajmę się tą sprawą tak, aby Korneliusz do niej nie dotarł. Petunia nie odrzuci ochrony przed Voldemortem, jaką jej zaoferuję. Tak, jest zawistna i opłakuje stratę męża oraz syna, ale nie jest głupia. Mimo wszystko, jak każdy człowiek, pragnie przeżyć.

— W jaki sposób czar przestanie działać?

— Stanie się to, kiedy słownie uznasz go za syna. Nie potrzeba żadnych zaklęć czy formuł. Jedyne, co musisz wcześniej zrobić, to podpisać zgodę na utajnienie relacji rodzinnych Harry'ego. Należysz do grona osób z pierwszeństwa krwi, więc według Starych Praw wolno ci to uczynić. Pozwoliłem sobie przynieść odpowiedni dokument.

Mistrz eliksirów uśmiechnął się krzywo. Oczywiście. Dumbledore od razu założył, że ta rozmowa potoczy się po jego myśli i Snape podpisze ten pieprzony dokument. Zerknął nieprzychylnym okiem na dobrotliwy wyraz twarzy dyrektora, a następnie na kawałek pergaminu leżący na szklanym stoliku.

Przez moment wydawało się, że dyrektor się zawahał, ale trwało to zaledwie jedno uderzenie serca. Kiedy przemówił, jego głos brzmiał łagodnie i stanowczo:

— Musisz zrozumieć, że nie jest to decyzja dotycząca wyłącznie wyglądu Harry'ego czy sprawy opieki, ale także tego, kim jest on sam. Jego prawdziwej tożsamości i przynależności. A więc kim jest to dziecko dla ciebie, Severusie? Masz teraz wybór.

Snape zaczerpnął głęboki oddech. Przez chwilę znowu miał wrażenie, że jest tym samym zagubionym chłopcem ze Spinner's End. Miał wybór. Wybór, który zabrała mu Lily czternaście lat temu. Był zły, że go pozbawiła. Wściekał się, że go oszukała. A teraz stanął przed możliwościami, które mu odebrano. I dotarło do niego, że jest już za późno. Że już tego wyboru dokonać nie chce.

Widział jednak jak na dłoni konsekwencje swoich czynów. Co się stanie, jeśli odmówi. Co się stanie, jeśli uniesie się trawiącymi emocjami zamiast chłodną logiką. Co się stanie, jeśli teraz wyjdzie i zatrzaśnie drzwi.

Snape chwycił pióro i zamaszystym ruchem podpisał dokument.

— Tak, Albusie. Jest moim synem. Uznaję go.

Po chwili ciszy, jaka zapadła po tych słowach, Dumbledore odchrząknął i oświadczył:

— Teraz będziecie musieli razem udać się do ministerstwa w celu wprowadzenia odpowiednich zmian w dokumentach. Ponieważ wystarczy tylko jeden świadek przy całej procedurze, z radością wezmę w niej udział. Wszystko odbędzie się w ścisłej tajemnicy.

Snape potwierdził krótkim skinieniem głowy, a następnie spojrzał chłodno na dyrektora.

— Wiedziałeś, że w końcu się zgodzę, prawda?

— Oczywiście — odrzekł Albus. — Możesz kreować się na mrocznego sukinsyna, ale mnie nie zwiedziesz. Byłeś wściekły i rozżalony, ale potrzebowałeś jedynie trochę czasu oraz odpowiedniej perswazji z mojej strony. Ostatecznie, bez względu na to, co mówisz i w rzeczywistości czujesz, ostatnią rzeczą, jakiej bym się po tobie spodziewał, to świadome ułatwienie planów Voldemorta.

Cóż. Oświadczenie to było nietypowe, lecz niewątpliwie prawdziwe. Severus prędzej zacząłby wyznawać wszystkim miłość, niż przyczynił się do zwycięstwa Czarnego Pana. Jeśli był bowiem ktoś, kogo nienawidził bardziej od Jamesa Pottera — a jego nienawidził całym sercem i duszą — to był to właśnie Mroczny Lord.


__________________________

[1] Czar Poufności działa tylko na konkretne informacje zaklęte w konkretnym dokumencie. Oznacza to, że te same informacje nie pozostają tajemnicą, jeśli zostały opisane w innych miejscach lub przekazane przez osoby bezpośrednio zaangażowane w sprawę.

[2] Ponieważ w komentarzach czytelnicy utożsamiali Zaklęcie Przynależności z Zaklęciem Adopcyjnym, chciałam zdementować jakoby miały one cokolwiek ze sobą wspólnego. W moim świecie takie zaklęcie nie ma prawa bytu, ponieważ adopcje prowadzone są w różnym wieku, a nie wyobrażam sobie, aby każde dziecko musiało przechodzić przez tak drastyczne zmiany jak kompletna zmiana wyglądu. To byłoby krzywdzące. Jeśli więc miałabym przywołać jakieś porównanie przebiegu adopcji, wskazałabym tu na Rok jak żaden inny z całą formalnością – magourzędnik, papiery adopcyjne, etc.




Chciałabym podziękować za każdy dotychczasowy komentarz. Cieszę się, że opowiadanie jest czytane, a co więcej - podoba się. Ponadto zachęcam każdego - a przede wszystkim wszystkich skrytoczytaczy xD - do podzielenia się swoimi opiniami :)

7 komentarzy:

  1. Przepraszam za poprzedni brak komentarzy, ale właściwie śledzę to opowiadanie na forum Mirriel, a z racji, że nie jestem tam zarejestrowana (chyba czas to zmnienić;-) ) to nie komentuję, a tutaj nie zawsze pamiętamtam by zajrzeć. No ale do rzeczy:
    Teraz to się nam akcja nieźle potoczyła. Miałam nadzieję, że będzie to trochę w stylu Rok jak żaden inny, czyli Harry zostanie przez Snape'a zaadoptowany, a nie będzie jego biologicznym synem. Nie bardzo lubię, gdy Harry staje się Snapem (tym bardziej zmieniając się fizycznie), pewnie właśnie dlatego uwielbiam mentorsy. Nie mniej jednak Twojego opowiadania z pewnością nie porzucę;-) Jest w nim coś, co mnie urzekło. Po prostu;-)
    Z tytułu nowego rozdziału wynika, że akcja przeniesie się na Harry'ego. Nie wydaje mi się, żeby miał on jakieś trwałe urazy umysłu, ale być może to, że był przez długi czas w ciężkim czasie odbije się na nim w jakiś sposób. I mam szczerą nadzieję, że stosunki Harry'ego i Snape'a nie ulegną natychmiastowej poprawie i mimo wszystko (choć przez pewnien czas) będą się zachować kanonicznie, czyli pajać do siebie wzajemną nienawiścią;-)
    Pozdrawiam serdecznie, życzę weny i czekam na nowy rozdział.
    Pozdrawiam, Agata.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam do tej pory z zapartym tchem! Naprawdę podobało mi się twoje opowiadanie, świeże pomysły, atmosfera ;) Do czasu aż przeczytałam, że Snape jest jednak ojcem Harry'ego, co może nie było by jeszcze takie złe, ale zmiana wyglądu mnie już po prostu odrzuca. Dlaczego? I chociaż wiem, że nie powinnam tak narzekać bo to jest jednak wola autorki to czuje lekką frustrację...
    W mojej wyobraźni Harry to jest taki... słodziak ^^ Drobny, cierpiący, śliczny, zmierzwiona fryzurka i charakterystyczne okularki a jak zmienia wygląd to wychodzi mi mini wersja Alana Rockmana :(( buu... (ugh)
    Myślę, że czasem nie warto powielać pewnych wątków i zostawić rzeczy takie jakie są ;)

    Jednak nie zamierzam JESZCZE porzucać twojego opowiadania i czekam z niecierpliwością na przebudzenie chłopca, który przeżył :D

    Serdecznie pozdrawiam i życzę chęci i czasu do dalszej pracy!
    Natex

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie przeczytałam jednym tchem! Strasznie mi się spodobało i czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, ja również postanowiłam skomentować - ponieważ nie skomentowac tego cudeńka i nie wyrazić dla autorki WIELKICH, OGROMNYCH I W PEŁNI ZASŁUŻONYCH POCHWAŁ się po prostu nie godzi !!!
    Piszesz naprawdę wspaniale, lekko, ciekawie, opisy nie są zbędnym i nużącym zapychaczem- a wręcz przeciwnie, a postacie są niewyobrażalnie realistyczne i co najważniejsze- mają duszę;-)
    Uwielbiam severitusy, bo świetnie jest przeczytać "co by było gdyby". Sama czytając oryginał Rowling się zastanawiałam, a co by było gdyby Lily i Sev jednak?..., jakby zareagował gdyby się dowiedział?... Czy to wogóle możliwe, żeby ta dwójka kiedykolwiek sie polubiła?... Tak, severitusy mają w sobie ogromny potencjał, bo z jednej strony mamy dwa mocne charaktery, z drugiej szerokie pole fabularne, jak to wszystko logicznie wytłumaczyć, to znaczy się - ich pokrewieństwo.
    Ale niestety;-( mimo to 95% severitusów to zwykła chała. Ale warto jednak szukać, przekopywać internet, żeby w końcu odnaleść taką perełkę jak twoje opowiadanie;-)
    Jak na razie jest mega ciekawie,i nie zapowiada sie, żeby to się miało zmienić;-)
    Więc po stokroć dziekuję i egoistycznie proszę Cię pisz, pisz, pisz;-) Bo czuję nieopanowaną potrzebę czytania, tego co stworzysz;-)
    Pozdrawiam serdecznie;-)

    Snow

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    och Severus jest bardzo rozżalony z powodu tego co się stało, nie potrafi tego wybaczyć, ale zaakceptował Harrego jako swojego syna...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    Severus jest bardzo rozżalony z powodu tego co się stało, z powodu kłamstwa Lili, nie potrafi jej tego wybaczyć, ale zaakceptował Harrego jako swojego syna... a z tego się bardzo cieszę...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    rozdział wspaniały, Severus jest bardzo, ale to bardzo rozżalony z powodu tego co się stało, te kłamstwa Lili, nie potrafi jej tego wybaczyć, ale jednak zaakceptował Harrego jako swojego syna... a z tego się bardzo cieszę...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Rss Mail Blogger Wykop Facebook Twitter More