Rozdział 13. Witaj, Syriuszu!

Dwie najlepsze rzeczy w życiu to ciepły croissant i szybki powrót do domu.
— Stephen King „Czarna bezgwiezdna noc”



Syriusz Black zawsze spodziewał się, że umrze w walce, a także że w chwili śmierci zobaczy anioły piękne jak jutrzenki, które wystąpią spośród jasności przy chórze trąb i tym podobnych. Jednak tego, czego nie brał pod uwagę, to bólu w każdej kości oraz wdzierającego się w nozdrza smrodu spalonych desek.

Otworzył oczy i jęknął. A tak dobrze wszystko się zapowiadało — wykonał zadanie i miał wrócić do Anglii. Zdrętwiałymi palcami sięgnął do kieszeni. Złoto zabłyszczało w słońcu. Kluczyk. Roześmiał się słabo.

Przeturlawszy się na bok, kopnął końcem buta martwego śmierciożercę, tak dla dobra sprawy. Chwiejnie podźwignął się na nogi i zamrugał. Z kryjówki, w której zatrzymał się między aportacjami, pozostało jedynie gruzowisko oraz osmolone ściany. Jak te zakapturzone kanalie go wytropiły, pozostawało poza jego zdolnością pojmowania. Ściskając w dłoni różdżkę, pokuśtykał do drzwi. Ostrożnie wyjrzał na zewnątrz, gotowy do obrony, jeśli napastników było więcej niż trzech. Nikt jednak nie wyskoczył z ciemności, nie rzucił z ukrycia zaklęcia ani nie wykrzyczał zabijającej klątwy.

Pospiesznie nałożył czary maskujące oraz neutralizujące wszelkie ślady magii, po czym przetransmutował każde ciało w kość i schował do woreczka. Następnie aportował się o trzydzieści mil na północ i zakopał je w lesie. Uśmiechnął się złośliwie. Barany nie zawiadomiły Voldemorta, więc przez jakiś czas ich pan będzie miał nie lada problem z dojściem, gdzie podziali się brakujący zwolennicy.

Od kiedy Syriusz wyruszył w drogę powrotną, spotykały go same kłopoty. Zaraz po opuszczeniu chaty natrafił na mantykorę, która uparła się go pożreć. Bez szans zwycięstwa w walce jeden na jeden próbował aktywować świstoklik, ale ten wypadł mu z rąk, gdy stworzenie zamachnęło się ogonem uzbrojonym w trujące żądło. Dosłownie w ostatniej chwili udało mu się aportować, lecz na afrykańskiej granicy niefortunnie przyuważyli go miejscowi aurorzy. Ci powiadomili angielską ambasadę, a tamci z kolei skontaktowali się z ambasadami we Włoszech. Pościg ciągnął się za nim aż do Wenecji, w której wmieszał w tłum mugoli, by następnie jako pies przedostać się mugolskimi środkami transportu do Słowenii.

Nieznany mu wcześniej kraj okazał się być spokojny i względnie wolny od aurorów, więc postanowił spędzić w nim trzy dni. W końcu na stacji benzynowej wypatrzył ciężarówkę udającą się z towarem do Niemiec. Tym sposobem przebył Austrię i Czechy, aż dotarł do Frankfurtu. Stamtąd, pod osłoną nocy, aportował się do Belgii i francuskiego Calais, by potem przeciąć kanał La Manche do nadbrzeżnego Dover. Będąc już w Anglii, zrobił postój w jednej z dawnych kryjówek Zakonu, ale jakimś cudem śmierciożercy wywęszyli jego trop i tak oto znalazł się tutaj — poobijany, choć wciąż żywy.

Syriusz wyciągnął z kieszeni lusterko i rzucił na siebie kilka zaklęć zmieniających wygląd. Przetransmutował wyświechtaną szatę w surdut, wyczarował siwą brodę oraz dopasował do niej kolor włosów. Tu i ówdzie dodał też kilka zmarszczek oraz spędził trochę czasu na manipulowaniu kształtem twarzy, szczególnie wzorując się na nosie Snape'a. Kiedy był już pewny, że nikt go nie rozpozna, pozostawił za sobą las z zakopanymi śmierciożercami, ominął Londyn i po kilku aportacjach pojawił się przed posiadłością Albusa Dumbledore'a. Przekuśtykał przez ogród i kołatką w kształcie feniksa zastukał do frontowych drzwi. Wkrótce ujrzał w progu znajomą twarz dyrektora.

Albus omiótł wzrokiem jego sylwetkę, dłużej zatrzymując się na oczach.

A niech to! Zupełnie zapomniał je zmienić.

— Zgubiłem świstoklik — wypalił, wiedząc, że został rozpoznany. — A uściślając, zjadła go mantykora. Długa historia…

Srebrne brwi Dumbledore'a wystrzeliły w górę.

— Ach tak. W każdym razie dobrze cię w końcu widzieć.

— Wzajemnie, bo niewiele brakowało.

— M-hm…

Broda starszego czarodzieja zakołysała się, gdy cofnął się o krok, wpuszczając gościa do środka. Syriusz rozejrzał się ciekawie po oświetlonym holu, przez moment rozkoszując się grubą warstwą ochronnej magii, która krążyła w powietrzu i otulała jego ciało niczym miękki, ciepły koc. Pewnie dzięki zaklęciom Albus wiedział, kim naprawdę jest już w momencie pojawienia się w ogrodzie. Dumbledore zaprowadził go do salonu i kazał się rozgościć. Z westchnieniem przyjemności Syriusz opadł na pluszową kanapę.

— Prawdę powiedziawszy — zaczął Albus, przywołując z kuchni dwie filiżanki oraz liście czarnej herbaty. Zalał je gorącą wodą wyczarowaną z różdżki — zastanawiałem się, czy kogoś po ciebie nie wysłać, ale doniesienia z czarodziejskiego rządu były obiecujące.

— Naprawdę?

— Bezskutecznie ścigano cię przez całe państwo, a potem zniknąłeś jak druzgotek w wodę. Cukru? — Kiedy Syriusz skinął głową, Albus przywołał srebrną cukiernicę. — Podejrzewam, że Łapa miał w tym swój udział.

— Owszem, ale właśnie przez to moja podróż się wydłużyła.

— Czy zdobyłeś, o co prosiłem?

Syriusz wyciągnął kluczyk z kieszeni. Dumbledore chwycił przedmiot pomarszczonymi palcami i przyjrzał mu się z bliska.

— Gdybyś tylko miał pojęcie, Septimusie…

— Mówiłeś, że przed śmiercią przekazał ci pewne wspomnienia i to dzięki nim odkryłeś, gdzie powinniśmy szukać. Rozumiem, że miał kontakty, choć wciąż nie mam pojęcia skąd. Zastanawia mnie jednak, co dokładnie znajdziemy, gdy otworzymy skarbiec? Jeśli oczywiście gobliny nam pozwolą?

— Wiedzę — odparł zwięźle Albus.

Nie wyjaśniając nic więcej, wyczarował pióro, kałamarz oraz kawałek pergaminu. Następnie naskrobał dwie wiadomości. Kątem oka Syriusz zauważył, że adresatami byli Lupin oraz londyński Gringott.

— Wróć do domu i odpocznij. — Dumbledore przywołał Fawkesa i przekazał mu zapieczętowane listy. — Jutro czeka nas wszystkich bardzo ciężki dzień.

Syriusz zmarszczył brwi. Spodziewał się, że przez najbliższe kilka miesięcy będzie umierał z nudów, bo Albus kategorycznie zabronił mu udziału w jakichkolwiek misjach. Jedynym wyjątkiem miała być podróż do Afryki.


* * *


Następnego ranka dokładnie zrozumiał, co Dumbledore miał na myśli.

Lupin, ten podstępny futrzak, śmiał mu powiedzieć, że wszystko jest w porządku! Oczywiście Syriusz nie bardzo w to wierzył. Po Voldemorcie i śmierciożercach na wolności można spodziewać się tylko chaosu. Był jednak na tyle zmęczony, że oczy same mu się zamykały i groziło mu zaśniecie na stojąco. Założył więc, że jeśli wydarzyłoby się coś naprawdę poważnego, jego przyjaciel nie zataiłby tego.

Mylił się.

Nietknięta herbata ostygła, a talerz ze śniadaniem leżał porzucony nieopodal. Syriusz zaciskał kurczowo palce na „Proroku Codziennym” i z niedowierzaniem wpatrywał się w pierwszą stronę. Z każdym poruszeniem oczu śledzących tekst jego twarz przybierała coraz bardziej szarawy odcień.

Napad na Privet Drive... porwanie... śmierć najbliższej rodziny... zdementowano... przemówienie w ministerstwie... atak Sami-Wiecie-Kogo... wyczerpanie magiczne... utrata opieki... sierociniec...

— Miałeś go chronić! — zagrzmiał Black. — To... to... — Potrząsnął gwałtownie gazetą. — Powinienem zostać, powinienem... Gdzie on jest? GDZIE ON JEST?!

— Harry jest bezpieczny i nie trafił do sierocińca.

— Czy nic mu nie jest? Czy jest zdrowy?

Lupin spojrzał na Dumbledore'a z niepokojem. Starszy czarodziej westchnął.

— Obecnie jego życiu nie grozi niebezpieczeństwo.

— Obecnie...? Co to znaczy obecnie?

Dumbledore wytłumaczył, że podczas ucieczki Harry został złapany przez Lucjusza Malfoya, który zamiast zaprowadzić go do Voldemorta, postanowił się na nim zemścić, używając klątwy Cruciatus. Albus zapewnił, że Harry znajduje się teraz w bezpiecznym miejscu, a nowo wynaleziony eliksir Severusa pozwoli na pełne wyleczenie. Gdy skończył mówić, na twarzy Syriusza malowała się czysta determinacja.

— Chcę go zobaczyć. Natychmiast.

— Zaaranżuję spotkanie, ale pod warunkiem, że wysłuchasz mnie do końca. Są rzeczy, które „Prorok” nie opisał, a które musisz wiedzieć. — Dumbledore zawahał się, ale po chwili kontynuował: — Pewna osoba sprzeciwiała się wyjawieniu komukolwiek, jak naprawdę wygląda obecna sytuacja. Ostatecznie jednak doszliśmy do porozumienia, że będzie najlepiej, jeśli dla was obu zrobimy wyjątek. — Pominął fakt, że Severus jasno się wyraził, iż skoro Albus ma zamiar powiedzieć prawdę Blackowi, to równie dobrze może od razu ją zdradzić Lupinowi, bo „pewnikiem ten zapchlony kundel i tak wszystko wygada swojemu przyjacielowi od siedmiu boleści”.

Syriusz przytaknął w zgodzie. W dłoni trzymał różdżkę, jakby był gotowy w każdej chwili wypaść z kuchni i aportować się do miejsca, w którym przebywał Harry. Bez zbędnych wstępów Dumbledore wyjaśnił, w jaki sposób odkryli możliwość uniknięcia oddania jego chrześniaka do sierocińca i uniemożliwienia procedury adopcyjnej. Kiedy wyjawił, że biologicznym ojcem Harry'ego jest nie James Potter a Severus Snape, Syriusz wyglądał, jakby go spetryfikowano. Tylko mruganie powiekami świadczyło, że jeszcze żyje.

— Dobrze się czujesz? — zapytał Lupin.

Syriusz zamrugał, po czym wybuchnął gromkim śmiechem.

— A to dobre!

Dumbledore uważnie obserwował zza okularów-połówek, jak Syriusz zgina się w pół, śmiejąc się tak mocno, że całe krzesło się trzęsło. Wzrok Lupina podążał nerwowo między nimi.

— Co obiecałeś Snape'owi, żeby się na to zgodził? Merlinie… jego mina musiała być bezcenna… — W końcu opanował się na tyle, żeby usiąść prosto i wytrzeć łzy z oczu. Mimo to wciąż z jego ust wymykały się pojedyncze chichoty. — Przynajmniej mi mogłeś powiedzieć prawdę, Albusie. Umiem dotrzymać każdej tajemnicy. Doprawdy, Harry synem Snape'a… — Pokręcił głową z niedowierzaniem. — Nie mam najmniejszego pojęcia, jak ci się udało przekonać ludzi do tego szalonego pomysłu, ale widzę, jak na to wpadłeś. Jasne, wszyscy wiedzą, że przez większość swojego życia się przyjaźnili, a po zmianie stron Snape szpiegował dla Zakonu — pominął fakt, że wciąż mu nie ufa — więc jest idealnym kandydatem dla bajki, jakoby mieli romans. Poza tym bardzo wygodny jest fakt, że James zaginął krótko przed ślubem, a Harry jest wcześniakiem. Skoro każdy był przekonany, że James nie żyje, to kto by obwiniał Lily? — Nagle spoważniał. Bolesne wspomnienia usunęły wszystkie ślady wcześniejszego rozbawienia. — Nawet ja sam namawiałem ją, żeby zaczęła się z kimś spotykać. Trudno było się spodziewać, że tak szybko zapomni, ale nie mogłem patrzeć, jak codziennie płacze.

Dumbledore westchnął ciężko.

— Sęk w tym, że Severus naprawdę jest ojcem Harry'ego.

Tym razem Syriusz jedynie gapił się na Dumbledore'a tępo. Przez chwilę zdawał się szukać na twarzy starszego czarodzieja oznak żartu, ale znalazł wyłącznie śmiertelną powagę. Momentalnie zbladł.

— Lunatyku, powiedz mi, że to nieprawda. — Lupin spojrzał na niego bezradnie. — Wiedziałeś!?

— Albus powiedział mi tydzień temu.

— Harry synem Snape'a? Jak to jest możliwe? No jak!?

Widząc nieunikniony wybuch, Lupin chwycił przyjaciela za ramię i powtarzał jego imię za każdym potrząśnięciem.

— Syriuszu, uspokój się!

Głowa Syriusza obróciła się tak gwałtownie, że w pokoju rozbrzmiało głośne strzyknięcie kości.

— Ty mi mówisz, że mam się uspokoić? Jak ja mam się uspokoić?

Wyrwał ramię z uścisku i wstał tak gwałtownie, że krzesło przewróciło się z łoskotem. Następnie zaczął chodzić od ściany do ściany, wydeptując w dywaniku dziurę.

— Nie wierzę… Po prostu nie wierzę…

Wszelka racjonalność uleciała z niego, niczym powietrze z przekłutego balonika. Jego umysł wirował od natłoku myśli — a każda kolejna była straszniejsza od poprzedniej. Jest ojcem chrzestnym syna Snape'a! Snape'a. Gdy tak miotał się po jadalni, zupełnie przegapił znaczące spojrzenie Albusa pod tytułem „Remusie, bądź mu głosem rozsądku”. Lupin westchnął ciężko, jakby zbyt zmęczony życiem.

Dopiero po godzinnej perswazji, podczas której Lunatyk wybijał mu z głowy coraz to nowsze pomysły, a szczególnie te, które kończyły się bolesną śmiercią Snape'a, Syriusz pozwolił posadzić się na krześle. Dumbledore zrobił świeżą herbatę, po czym suto przyprawił ją eliksirem uspokajającym. Black zaakceptował napój bez dyskusji i wypił go duszkiem. Trzymając w ręku pustą filiżankę, spojrzał na jej dno, jakby oczekiwał zobaczyć tam przyszłość. Zmarszczył brwi. Nie poparzył się, więc Albus musiał schłodzić herbatę…

Lupin bezgłośnie powiedział do Albusa „źle z nim”. Równie bezgłośnie dyrektor odrzekł „to widać” i dodał „jaka szkoda”, co sprawiło, że Lupin spojrzał na niego dziwnie.

W końcu Syriusz wyrwał się z otępienia.

— To jest… nawet nie wiem, jak to nazwać…

Remus stracił wreszcie cierpliwość i warknął:

— Jeśli dla ciebie jest to trudne, to pomyśl, jak czuje się sam Harry. Weź się w garść, Black!

Łapa spojrzał na Lunatyka w zdziwieniu. Ostatni raz jego przyjaciel użył tego tonu, gdy Syriusz próbował spotykać się z trojaczkami Swanson jednocześnie.

— Remus ma rację — wtrącił się Albus — a zważywszy na ostatnie wydarzenia, trzeba podejść do tej sytuacji ostrożnie. — Nagle spojrzał na Syriusza przenikliwie. Jego niebieskie oczy zdawały się przeszywać na wskroś. — Zastanawia mnie, czy moje obawy są słuszne.

— Jakie obawy? — zapytał Syriusz.

— Możliwe, że się mylę, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że miłość i lojalność względem Jamesa mogą… ach, jakby to powiedzieć… zaślepić cię.

Syriusz zamrugał, wpatrując się tępo w Albusa.

— Co masz na myśli?

— Że odrzucisz Harry'ego tak, jak zrobił to Severus, gdy myślał, czyim jest synem.

Te słowa podziałały na Syriusza, jak kubeł zimnej wody, a jednocześnie wywołały kolejną falę złości.

— Jeśli sądzisz, że zniżę się do poziomu tej śmierciożerczej kanalii…!

Wstał gwałtownie, ponownie przewracając krzesło. Och, bolało go jak cholera, że James nie pozostawił po sobie potomka i światła linia Potterów wymarła bezpowrotnie. Snape zabrał jego przyjacielowi to, co było najdroższe każdemu czarodziejowi. Dziedzica! Do tego nie mógł uwierzyć, że ze wszystkich ludzi, Lily wybrała właśnie jego! Owszem, przyjaźnili się, ale przecież już wtedy podejrzewali, że ten sukinsyn przyłączył się do Voldemorta. Jak mogła tak po prostu pójść do jego domu? A gdyby ten bydlak coś jej zrobił? Syriusz potrząsnął głową. Nie ma sensu zastanawiać się nad niebezpieczeństwami, które nie mają już znaczenia.

Pomyślał o Harrym. Znał go od kołyski. Wystarczyło raz na malca spojrzeć i człowiek przepadał bezpowrotnie, więc naturalnie był oczkiem w głowie każdego. Potem na własne oczy widział, na jak wspaniałego i odważnego chłopca wyrósł. Gryfon z krwi i kości! Ile trzeba mieć ikry, by stanąć do walki przeciw całej hordzie dementorów i ratować azkabańskiego zbiega przed Pocałunkiem? Na dodatek na hipogryfie?

Pocieszył się faktem, że Snape nie wychowywał Harry'ego, więc nie zdążył go zepsuć. Już sobie wyobrażał, jak uczy go czarnej magii i bycia tchórzliwą kreaturą bez zasad oraz kręgosłupa moralnego. Wzdrygnął się. Syn Lily w łapach Snape'a, toż to potworne! Westchnął ze zrezygnowaniem. No cóż, rodziny się nie wybiera, sam po sobie wiedział to najlepiej. Nie było powodu winić Harry'ego, że ma takiego ojca.

Jego rozważania przerwał głos Albusa.

— Chcę wiedzieć, co zamierzasz. Twój chrześniak czy nie, nie dopuszczę do tego, żebyś go zranił.

Syriusz machnął lekceważąco ręką.

— Tak, tak, jasne, rozumiem.

Dumbledore spojrzał na niego ostro. W błękitnych oczach nie było ani krztyny łagodności. Syriusz wyrzucił w górę ręce w geście poddania.

— Przyrzekam, że nie zranię go.

Albus skinął głową i wstał.

— Zatem porozmawiam z Severusem. I tak jest kilka rzeczy, które miałem z nim omówić. — Spojrzał znacząco na najnowsze wydanie „Proroka Codziennego” leżące na stole. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie Lucjusza Malfoya. — Jeśli nie będzie żadnych przeszkód, myślę, że godzina szesnasta będzie najodpowiedniejsza. Severus otworzy dla ciebie kominek. Wystarczy, że wypowiesz „Prince Manor”. — Na odchodnym dodał: — Nie rozczaruj mnie, Syriuszu.


* * *


Snape nie żartował. Po trzech godzinach Harry miał nadzieję już nigdy więcej nie widzieć kociołka. To, nad czym przyszło mu pracować, było tak obrzydliwe, że nie dawało się tego opisać słowami. Miało czułki, drgało, pulsowało, śmierdziało zgniłymi jajkami oraz wyślizgiwało się z rąk, czyniąc zadanie, jakim było wyrywanie czułek, prawie niemożliwym. Na dodatek śluz przyczepiał się do palców tak mocno, że Harry podejrzewał, iż będzie musiał zetrzeć skórę, by się go pozbyć.

Po raz kolejny żołądek Harry'ego skręcił się od ostrego zapachu i nawet oddychanie ustami nie pomagało. Oczy łzawiły mu przez prawie cały czas, więc zaczął poważnie się zastanawiać, czy można się w ten sposób odwodnić. Nawet nie mógł wytrzeć mokrych policzków, bo ręce miał sklejone śluzem, a nie był na tyle szalony, by zbliżać je w okolice twarzy. Co te… stworzenia w sobie mają? Wywar z cebuli zamiast krwi? Wreszcie Harry'emu udało się złapać wijącą się czułkę, więc szybko ją wyrwał. Wydała z siebie obrzydliwy dźwięk, przypominający chrzęst łamanych kostek skrzyżowany z obscenicznym mlaśnięciem.

— Do czego używa się… tego czegoś? — zapytał, marszcząc nos i krzywiąc się jednocześnie.

— Do Confinium Exiti [1]. Wysoce leczniczej mikstury działającej na wszystkie komórki. Czułki mukocela, znanego też jako fundir lub śluzowiak pensylwański, wytwarza śluz, który jest wykorzystywany w eliksirach…

— Fuj…

— …odkażających ze względu na właściwości utleniające. Same czułki jednakże posiadają gruczoły uaktywniające pewne procesy. Bez nich mukocele nie mogłyby wyprodukować i roznieść na swoim odwłoku chroniącego ich śluzu. Dzięki wykorzystaniu tego samego mechanizmu jest możliwe rozprzestrzenianie leczniczego eliksiru na cały organizm czarodzieja, jak również zwielokrotnienie siły jego działania. Confinium Exiti stosuje się, gdy trzeba działać szybko, a nie jest znana przyczyna choroby ani jej umiejscowienie. Analogicznie rzecz ujmując, jest ekwiwalentem bezoaru zwalczającego trucizny.

— Ekwiwalentem?

— Odpowiednikiem. Czymś o tej samej wartości.

Harry powrócił do pracy, już tak bardzo nie przejmując się tym, jak okropne było to zajęcie. Taki eliksir mógł uratować niejedno życie. Jeśli trzeba się trochę namęczyć przy czułkach, było warto.


* * *


Harry opadł z jękiem na poduszki. Był wykończony. Oczywiście Snape nie ułatwiał mu życia i zaraz po pracy w laboratorium wygłosił szczegółowy wykład na temat tego, jak głupim wyskokiem była jego ucieczka poprzedniego dnia. Mężczyzna wymienił wszystkie niebezpieczeństwa, na które Harry mógł się narazić i przedstawił każdy scenariusz, jaki mógł go czekać, a wszystkie kończyły się w ten sam sposób: jego śmiercią — czasami powolną i bolesną, a niekiedy szybką jak mrugnięcie okiem, ale zawsze śmiercią. Snape ostrzegł też, że ponieważ nie można mu ufać w tak elementarnej kwestii jak własne bezpieczeństwo, nałożył na posiadłość zaklęcie, które natychmiast powiadomi go, jeśli Harry choćby zbliży się do jej granic.

Wyglądało na to, że wczoraj Snape specjalnie odpuścił sobie strofowanie Harry'ego, by następnego dnia był boleśnie świadom każdego usłyszanego słowa. Możliwe również, że mężczyzna nie chciał ryzykować ponownej utraty panowania nad sobą. Mimo że przez cały czas tyrady jedynie groźnie górował nad Harrym, to pod koniec sprawiał wrażenie, jakby tylko nadludzką siłą woli powstrzymywał się przed wywleczeniem go z pokoju i zaprowadzeniem do sali tortur. Harry już wolał pracować nad czułkami śluzaków pensylwańskich, niż przeżywać to doświadczenie.

Kiedy Snape skończył przedstawiać wszystkie konsekwencje, które musiałoby ponieść multum osób, Harry czuł się już naprawdę podle. Od środka zżerały go potworne wyrzuty sumienia i miał ochotę pacnąć sam siebie za bycie takim idiotą. Miał prawdziwe szczęście, że dom Snape'a był położony na odludziu. Co by zrobił, gdyby natrafił na śmierciożerców? Głupi, głupi…

Schował twarz w poduszce, starając się o niczym nie myśleć, a już na pewno nie o tym, że na odchodnym mistrz eliksirów powiedział, że oczekuje od niego rozpoczęcia pracy nad zadaniami domowymi.

Po półgodzinie pogrążania się w ponurych myślach zadecydował, że woli nie wystawiać swojego szczęścia na próbę. Zwlókłszy się z posłania, usiadł przy biurku i rozwinął rolkę z tematami. Po dwukrotnym ich przejrzeniu wybrał zaklęcia. Miał wymienić i sklasyfikować wszystkie czary zmieniające objętość, a następnie scharakteryzować jedno zwiększające i jedno zmniejszające z uwzględnieniem sposobu ich działania, ograniczeń oraz wpływu na stałe cechy różnych rodzajów obiektów. Zadanie było trudne, ale konkretne i przynajmniej Harry wiedział, od czego powinien zacząć. Z półki wybrał podręcznik do klasy czwartej i otworzył go na odpowiednim rozdziale. Na czystym arkuszu pergaminu spisał wszystkie wymienione w książce kategorie oraz rozpoczął przyporządkowanie znanych mu zaklęć.

Nagle zamarł z końcówką pióra zawieszoną tuż nad pergaminem.

Zawsze odrabiał zadania domowe, korzystając z tego, co miał pod ręką, i choć jego oceny pozostawiały wiele do życzenia, nie spędzało mu to snu z powiek. Teraz jednak przez głowę przeszła mu potworna myśl, że być może Snape zechce przejrzeć to, co Harry napisał. Och nie… Już sobie wyobraził, jak Snape rozbiera jego pracę na czynniki pierwsze, wyszydzając każdy najdrobniejszy szczegół.

Zdecydował, że tuż przed obiadem znajdzie bibliotekę i poszuka paru książek na temat zaklęć zmieniających objętość.


* * *


Harry przystanął w połowie korytarza, rozglądając się wokół. Kompletnie się pogubił i rozważał poproszenie o pomoc któryś z portretów, gdy zza drzwi po prawej stronie usłyszał stłumione głosy. Mógłby przysiąc, że jeden z nich należał do dyrektora. Wiedziony ciekawością podszedł bliżej.

— Jak Harry sobie radzi?

— Sam go zapytaj.

— Chciałbym usłyszeć to od ciebie.

— A niby skąd ja mam wiedzieć?

W szczelinie między drzwiami Harry zobaczył dość gustownie urządzony gabinet. Za masywnym biurkiem siedział Snape. Dumbledore natomiast stał odwrócony plecami i wpatrywał się w oszkloną gablotę oraz znajdujący się w niej rząd fiolek o różnych kształtach i kolorach.

— Opiekujesz się nim, prawda?

— Jeśli niepokoisz się, że twojemu Złotemu Chłopcu dzieje się krzywda, to możesz spać spokojnie. Jeszcze się nie pozabijaliśmy.

Dumbledore odwrócił się, żeby spojrzeć na Snape'a, i Harry zobaczył jego profil. Na twarzy starszego czarodzieja widniała lekka nagana.

— Nie o to mi chodziło.

Kącik ust Snape uniósł się lekko, jakby mężczyzna próbował ukryć uśmiech, ale nie do końca mu się to nie udało.

— Och, ale ja dobrze zdaję sobie z tego sprawę. Jednak nic z tego. Jak już mówiłem, jeśli chcesz cokolwiek wiedzieć, sam go zapytaj.

— Nie sądzę, że w tej chwili byłoby to dobrym posunięciem. Chciałbym ograniczyć z nim kontakty do czasu rozwiązania naszego problemu.

Snape zmarszczył brwi.

— Jakiego problemu?

— Czy czytałeś dzisiejsze wydanie „Proroka”?

— Nie miałem okazji. Twój idealny pupilek sprawił, że nie tknąłem nawet prywatnej korespondencji.

Dumbledore dotknął szkła długimi palcami i przez chwilę obserwował, jak cień jego ręki załamuje światło na buteleczkach, zmieniając ich barwę.

— Lucjusza Malfoya zwolniono z powodu braku dowodów. — Snape przymknął oczy, a jego usta lekko się poruszały. Wyglądało to, jakby liczył do dziesięciu. Dumbledore kontynuował: — Ponieważ Kingsley znalazł go ogłuszonego w środku lasu, adwokat podważył zarzut, jakoby brał udział w wydarzeniach na Privet Drive. Linią obrony Marvella była próba wrobienia jego klienta poprzez obezwładnienie go i zostawienie w lesie po uprzednim podrzuceniu maski oraz szaty śmierciożercy. Wypalony znak jest oczywiście kwestią zamkniętą, jako że w poprzednim procesie Lucjusz został uniewinniony. Ta sprawa nawet nie została podjęta. Nie ma też świadków, bo oficjalnie ciebie tam nie było i twoje zeznanie nie wchodzi w grę.

— A różdżka?

— Nie miał jej.

— Jak to nie miał jej?

— Kingsley osobiście oddał ją urzędnikom, ale jakimś sposobem zniknęła, podobnie jak dokumenty potwierdzające jej przekazanie. Możesz sobie wyobrazić aferę, jaka wybuchła.

— Ale przecież musieli sprawdzać ją na miejscu. Ktoś na pewno sporządzał protokół…

— No właśnie, ktoś. Problem w tym, że nie wiadomo kto.

— To jakiś absurd!

Dumbledore odwrócił się od gablotki, żeby spojrzeć na Snape'a.

— Wizengamot ma zawiązane ręce, a opinia publiczna jest podzielona. Sporo osób widzi, że zniknięcie dowodów nie jest kwestią zwykłej niekompetencji pracowników, ale ponieważ sprawa dotyczy Lucjusza Malfoya, szanowanego członka czarodziejskiej społeczności, niektórzy wierzą, że aresztowano go przez pomyłkę.

— To niech Potter zeznaje. Można powołać się na specjalne okoliczności, jakim jest stan jego zdrowia. Wybierz kogoś zaufanego i zrób przesłuchanie tutaj.

— Bez dowodu zbrodni zeznanie nie będzie miało prawnej mocy.

— Tylko pod warunkiem, że nie zostanie złożony wniosek o użycie Veritaserum. Wtedy każde słowo Pottera będzie miało stopień dowodu.

— Harry nie może w ten sposób zeznawać.

Snape spojrzał na Albusa z widocznym oszołomieniem.

— Jeśli to jedyna możliwość...

Dumbledore uniósł dłoń.

— Utajniłeś dokumenty Harry'ego, a więc dostęp do nich mają tylko Naczelni Magowie Wizengamotu. W przesłuchaniu muszą wziąć udział dwaj świadkowie oraz protokolant, co oznacza, że cały proces spada na mnie, Aurelię i Emeralda. To bardzo wygodna sytuacja, bo wszystkich nas obowiązuje Przysięga Tajności, dzięki której nie możemy zdradzać danych z teczek bez zgody ich właścicieli. Co więcej Harry zeznawałby pod starym imieniem i nazwiskiem, ponieważ jeszcze nie zalegalizowałeś jego nowych danych. Jednakże samo przesłuchanie zostanie zapisane na dokumencie otwartym, a tutaj... — Dumbledore wyciągnął mocno sfatygowaną kopertę i podał go mistrzowi eliksirów. — ...posiadam dowód, że są rzeczy, o których ministerstwo wiedzieć nie powinno. I to jest teraz nasz problem i priorytet.

Mężczyzna przyjrzał się listowi, natychmiast rozpoznając pismo.

— To od Pottera, tak? Skąd...

— Hedwiga przyleciała do mnie w dniu napadu na Privet Drive. Miała zwichnięte skrzydło i wszystko wskazywało na to, że została zaatakowana. Oddałem ją pod opiekę Hagrida, który zajął się jej leczeniem. Podejrzewam, że już wróciła do Harry'ego.

— Czyli próbowano przechwycić pocztę Pottera. Nie jest takie zaskakujące, skoro obserwowano go przez cały czas. Wiadomo, kiedy list wysłano? Nie widzę daty…

— Rzucone przeze mnie zaklęcie ujawniło, że Harry napisał go dwudziestego szóstego czerwca, czyli dokładnie dwa tygodnie przed atakiem. — Snape otworzył usta, ale domyślając się pytania, Dumbledore zaprzeczył: — Nie, nikt przede mną listu nie czytał. To także sprawdziłem.

Nastąpiła długa cisza, podczas której Snape pogrążył się w lekturze. W końcu podniósł głowę.

— Sny...?

— Nie takie zwykłe sny. Harry ma możliwość łączenia swojego umysłu z umysłem Voldemorta.

— Ale to niemożliwe. — Snape spojrzał ponownie na list. — Na odległość? Jak dotąd żyję, pierwsze słyszę. Potter musiał mieć jakieś omamy. Pewnie to zwykłe koszmary lub reminiscencje po porwaniu.

— Osobiście sprawdziłem wszystkie ofiary, o których Harry śnił. Każdą z nich zamordowano z użyciem zabijającej klątwy. — Czarodziej poprawił okulary na nosie i spojrzał Severusowi prosto w oczy. — Wydarzenia na Privet Drive ściśle łączą się z Voldemortem, więc padną pytania z nim z wiązane. A ta informacja — wskazał ręką w kierunku listu — absolutnie nie może wypłynąć.

Severus westchnął cierpiętniczo.

— Rozumiem. I podejrzewam też ku czemu zmierza ta rozmowa…

— Harry musi nauczyć się oklumencji. Chcę, żeby zamknął dostęp do swojego umysłu.

Dłużej Harry nie słuchał. Serce dudniło mu w piersi, a nogi drżały tak mocno, że ledwo był w stanie się na nich utrzymać. Fragmenty rozmowy przemykały szaleńczo przez jego umysł.

Lucjusza Malfoya zwolniono z powodu braku dowodów… Harry ma możliwość łączenia swojego umysłu z umysłem Voldemorta… Chciałbym ograniczyć z nim kontakty do czasu rozwiązania naszego problemu…

Wrócił do pokoju, choć sam nie wiedział, jak mu się to udało. Gdy zamknął drzwi, osunął się po nich, a następnie oparł czoło na zgiętych kolanach.


* * *


Potter się spóźniał. Severus rozważał, czy nie wysłać po niego Milly, ale wtedy w progu dostrzegł ruch.

Chłopak wszedł do jadalni śmiertelnie blady, drżąc na całym ciele, a gdy Severus podszedł i uniósł dłoń, szarpnął się do tyłu. Złapawszy Pottera za nadgarstek, zignorował fakt, że zesztywniał z mocno zaciśniętymi powiekami, i drugą dłoń przycisnął do czoła. Było nieco zbyt ciepłe, ale nic nie wskazywało na gorączkę.

— Coś się stało — stwierdził. Potter otworzył oczy. Ział w nim strach. — Powiedz, co się stało.

Chłopak otworzył usta, ale natychmiast je zamknął. W tym momencie Severus zaczął już poważnie się niepokoić. Co wywołało taką reakcję? Czy to jakiś efekt uboczny eliksiru post-Crucio?

Skierował Pottera ku krześle i nieznacznie popchnął, zmuszając do usiądnięcia. Wyciągnąwszy różdżkę, wymruczał zaklęcie diagnostyczne. Sfera zaświeciła się na niebiesko w okolicach czoła, co oznaczało, że chłopak znajdował się w szoku. Co u licha? Chyba nie spowodowała tego dzisiejsza rozmowa? Wczoraj zrobił to, co zwykle: skupił się na jednym celu, odsuwając wszystko inne na bok. Nie było miejsca na własne uczucia, nie w tamtej chwili. Potter był w totalnej rozsypce i nie poradziłby sobie z kolejnym stresem. Severus zachował więc idealny spokój, a nawet odwlekł moment uświadomienia Potterowi bezmiaru jego głupoty. Dopiero dziś, gdy zaczął mówić o tym, jak katastrofalnie mogła skończyć się ucieczka, czuł, że traci opanowanie. Mimo to sądził, że uporał się z sytuacją całkiem dobrze. Przynajmniej ani razu nie nazwał Pottera idiotą. To już jakiś postęp, prawda?

Machnięciem różdżki przywołał eliksir uspokajający i skłonił Pottera do wypicia. Po kilku minutach jego oddech unormował się, a drżenie ciała ustąpiło.

Snape przysunął krzesło i usiadł naprzeciwko.

— Chcę wiedzieć, co się stało. — Potter zamarł, patrząc na niego nawiedzonym wzrokiem. — Powiesz mi po dobroci albo wyciągnę to z ciebie siłą. Wybieraj.

Ostre słowa w końcu wyrwały go ze stuporu. Bardzo dobrze. Jeden krok naprzód. Teraz drugi. Nie czekał długo.

— Ja… — odchrząknął. — Usłyszałem rozmowę… w gabinecie… z profesorem Dumbledore'em.

Nagle poczuł przemożne pragnienie, żeby chwycić Pottera za ucho i wytarmosić, aż coś wreszcie trafi do jego pustego łba. Czy nie nauczono go, że cudzych rozmów się nie podsłuchuje? Z drugiej strony dostał już nauczkę, więc ostatecznie Severus powiedział tylko:

— Zatem już wiesz o Lucjuszu oraz więzi umysłowej z Czarnym Panem.

Potter przytaknął.

— Ale coś się zmieniło… od… tamtej nocy z Malfoyem. Żaden sen nie jest już tak wyraźny. Jakbym oglądał wszystko przez zamgloną szybę.

— To da się łatwo wyjaśnić. Twoje nerwy nie są w pełni naprawione, więc każda więź natury umysłowej może być teraz zakłócona. Sytuacja zmieni się wraz z postępem leczenia.

Nagle obaj usłyszeli trzask drzwi. Severus automatycznie sięgnął po różdżkę. W następnej sekundzie w progu stanął nie kto inny jak Syriusz Black. „Piękne wyczucie czasu, kundlu”, zdążył Severus pomyśleć, zanim ciemne oczy Blacka omiotły całą scenę i skupiły swoje spojrzenie na wciąż bladym Harrym.

— Co mu zrobiłeś, Snape?!

Snape stanął przed Blackiem, odcinając go od Harry'ego.

— Nic mu nie zrobiłem, idioto!

— Jasne, bo akurat tobie można wierzyć — warknął Black, co brzmiało prawie jak psie szczęknięcie.

Merlinie, jak ten człowiek działał mu na nerwy…

— To już twój problem. Albo skulisz ogon, jak przystało na grzecznego kundla, albo cię stąd wyrzucę i nie będzie mnie obchodziło, że chłopak jest twoim chrześniakiem. To ja jestem jego ojcem. Wystarczy jedno moje słowo, a już nigdy więcej go nie zobaczysz.

To, co wypłynęło z ust Syriusza, było najbardziej obraźliwą i skandaliczną litanią przekleństw, jaką Harry w życiu słyszał.

— Dumbledore się o tym dowie! — Spojrzał na Harry'ego, który obserwował całą scenę zza ramienia Snape'a. — Jest cały roztrzęsiony! Co za niezwykły zbieg okoliczności, że akurat pod twoją opieką!

Snape zwęził oczy i niebezpiecznie niskim głosem wysyczał:

— Potter sam jest sobie winien. Gdyby nie…

Jednak nie dokończył zdania, bo Syriusz wyszarpnął różdżkę z kieszeni i wystrzelił zaklęcie. Wokół posypały się iskry, gdy czerwony promień rozbił się o tarczę Snape'a. W następnej chwili obaj wykrzyczeli Expelliarmus! Ich różdżki wyleciały w powietrze, zatoczyły łuk i spadły z trzaskiem na ziemię. Zanim Snape zdążył zareagować, Syriusz złapał Harry'ego za nadgarstek i pociągnął gwałtownie do siebie.

Harry podciągnął ramiona do góry i schylił głowę. Black zamarł.

Po kilku długich sekundach, podczas których nikt się nie poruszył ani nie odezwał, Harry uchylił zaciśnięte powieki. Spojrzał na Syriusza, a potem na Snape'a. Obaj wpatrywali się w niego — Snape z wściekłością, a Syriusz z bolesnym zdumieniem.

— Harry, ty… boisz się mnie?

Harry potrząsnął głową w zaprzeczeniu, ale nie zmienił obronnej postawy. Nagle ciszę przeciął pełny furii syk Snape'a:

— Ty zapchlony głupcze, przez ciebie będę miał tu kolejny atak postcruciatusowy. — Syriusz rozszerzył oczy i zbladł. — Jasne, nawet nie przyszło ci to do głowy, prawda? Nic dziwnego, skoro jest kompletnie pusta! Chłopak był przez godzinę torturowany przez Lucjusza, więc wpadłeś na genialny pomysł, żeby rozpętać bójkę, a potem nim szarpać.

Syriusz skrzywił się ze złością, ale zacisnął usta, milcząc. Następnie zrobił krok do tyłu.

— Przepraszam… — wyszeptał Harry, próbując jakoś naprawić tę sytuację. To był tylko głupi odruch. Od czasu spotkania z Lucjuszem był przewrażliwiony, ale przecież tak naprawdę nie obawiał się, że Syriusz zrobi mu krzywdę.

— Nie — uciął Snape. — Nie będziesz tego kundla przepraszał.

— Wybacz, Harry — powiedział Syriusz lekkim tonem, zupełnie ignorując Snape'a. — Rzeczywiście moja reakcja była zbyt gwałtowna. — Rozejrzał się po jadalni i westchnął. — Możemy usiąść i porozmawiać?

Harry przytaknął. Syriusz wypatrzył różdżkę i podniósł ją, chowając do kieszeni. Kiedy zauważył, że Snape wciąż stoi pośrodku jadalni ze skrzyżowanymi na piersi rękoma, rzucił nieuprzejmie:

— Mógłbyś usunąć stąd swoją czarującą obecność?

— Nie wiem, czy to bezpieczne zostawiać cię z nim samego, Black.

Harry modlił się w duchu, żeby Snape sobie poszedł. Naprawdę chciał z Syriuszem porozmawiać.

W końcu mistrz eliksirów wyprostował się sztywno i w łopocie szat wymaszerował z jadalni. Gdy jego kroki ucichły, Syriusz spojrzał na swojego chrześniaka.

— Jak się trzymasz, Harry? — Wskazał kciukiem na drzwi, za którymi Snape zniknął. — Pewnie nie są to wymarzone wakacje, ale chyba da się jakoś przeżyć starego nietoperza, co?

Harry próbował się uśmiechnąć, ale wyszło mu to raczej blado.

— Hej, co jest?

— Przyzwyczajam się.

Syriusz spojrzał na niego twardo.

— Skądś znam ten ton. Źle cię traktuje? Wystarczy powiedzieć, a przeklnę go tak, że zobaczy gwiazdy.

Harry nie miał zamiaru niczego zdradzać z poprzedniego dnia. Już wyobrażał sobie, jak Syriusz by zareagował. Pewnie wściekłby się na Snape'a i o wszystko go obwinił, a przecież to Harry nie powinien wszczynać kłótni, ani tym bardziej uciekać.

— Nie jest łatwo. My… nie lubimy się. — Kogo ty oszukujesz, Harry? To jest grube niedopowiedzenie. — Ale… mam wszystko, co trzeba; nowe ubrania, książki, własny pokój, codzienne posiłki. Jest… dobrze. — I było. Choć jeszcze dwa dni temu nie potrafił sobie wyobrazić, że kiedykolwiek będzie to możliwe. Oczywiście w głębi duszy wątpił w zapewnienia Snape'a. Podejrzewał, że było tylko kwestią czasu, aż mężczyzna się nim zmęczy. Ale przynajmniej na razie, pomimo całej władzy, jaką nad Harrym posiadał, nie miał zamiaru jej nadużywać. — Nie przeszkadza ci, że... nie jestem synem Jamesa?

Syriusz westchnął.

— Dowiedziałem się dopiero dzisiaj i przyznam, że jeszcze nie do końca to do mnie dotarło. Wciąż wyglądasz jak James, chociaż… — Nachylił się, żeby przyjrzeć się Harry'emu z bliska. — Tak, widzę różnice. Chociażby twoje włosy nie są już tak rozczochrane. Wcześniej sterczały we wszystkich kierunkach. Zawsze śmiałem się z Jamesa, że któryś z jego przodków skrzyżował się z jeżozwierzami… — Nagle zasępił się, jakby go bolało, że wygląd Harry'ego jest tylko iluzją. — Teraz będzie już inaczej, hę?

Harry potrząsnął głową.

— Nieprawda. On wciąż był moim tatą, choćby przez tamten krótki czas. Nie pamiętam go, mimo że bardzo chciałbym. Wiem, że kochał mnie, a nawet oddał za mnie życie, a to jest ważniejsze niż więzy krwi. — Harry odsunął grzywkę z oczu i spojrzał na swoje palce. Kiedyś były krótsze dość niezgrabne, a teraz wydłużyły się oraz stały się smuklejsze i jakby bardziej delikatne. Takie jak Snape'a. — Wiesz, że od kiedy spędziłem wakacje z rodziną Rona, marzyłem, żeby była moją? Tak ich traktuję. Jak moją rodzinę. I tak traktuję ciebie. — Proszę, nie odrzucaj mnie.

Syriusz uśmiechnął się krzywo, czochrając mu włosy.

— Wciąż jesteś synem Lily. Te piękne zielone oczy nigdy nie znikną. — Nagle skrzywił się lekko. — Mam nadzieję, że nos też nie zniknie. Znając wygląd Snape'a, to byłaby wielka szkoda!

Tym razem na ustach Harry'ego pojawił się szczery uśmiech. Potarł nos. Nie, przez ostatnie dwa tygodnie nie zmienił się ani odrobinę, więc może taki już zostanie.

________________________
[1] łac. confinium — kres, łac. exitium — destrukcja, zagłada.


~ ♠ ~ 


A/N: Oczywiście dziękuję za każdy dotychczasowy komentarz. Zapraszam też skrytoczytaczy do ujawnienia się. Jest Was wiele, bo statystyki nie kłamią, więc bardzo nieładnie :P Pamiętajcie, że brak odzewu z Waszej strony nie motywuje autora, a brak motywacji to... brak motywacji. Wiadomo, co się wtedy dzieje — włącza się leń i są rzadsze aktualizacje.

Jak już wszyscy zauważyli, nieco zmieniłam wygląd bloga. Od dawna planowałam coś z nim zrobić, ale nie miałam pomysłu. Ostatnio jednak przejrzałam kilka różnych blogów i mój szablon wydawał się taki... marny. W końcu przysiadłam do Photoshopa i oto, co mi wyszło. Nie jestem pewna, czy taki duży nagłówek jest dobrym rozwiązaniem. Kombinowałam, żeby zrobić o połowę mniejszy, ale ponieważ chciałam opublikować nowy rozdział razem ze zmianami, ostatecznie zostawiłam tak, jak jest. Opinię na ten temat zostawiam Wam.

Tym razem do pracy nad rozdziałem zagrzewał mnie Thomas Bergersen, a dokładniej jego piosenki "Gift of life" i "Reborn". Ten człowiek to muzyczny magik. Zachęcam też do obejrzenia filmiku, który poleciłam na ten miesiąc "Harry and The Marauders: Ready To Die". Ryczałam na nim jak bóbr >.<

Anonimowy, akurat scena rozmowy o seksie nie miała być poważna :) Jej celem było rozbawienie i rozładowanie atmosfery, która stała się w opowiadaniu nieco przyciężka. Tak więc cieszę się, że spełniła swoje zadanie.

18 komentarzy:

  1. No nieźle! Cieszę się, że jest nowy rozdzialik(czytałam go podczas ważnej sesji rady na telefonie, która mimo, że była ważna została odwołana... i weź zrozum ludzi :D). Fajny rozdział. Sev nie ważne jaki by nie był, zawsze lubię jego kwestie. U ciebie to się na przemian śmiałam i smuciłam. Czy to dobrze?... Nie ważne. Szkoda mi Harry'ego, wczuwam się w jego samopoczucie i aż mi się smutno robi. Rozdział dał trochę do myślenia i bardzo, ale to bardzo mi się podobał. Czekam na więcej!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kajam się kajam....
    Od paru ładnych miesięcy tak jakoś się nie wchodziło na ulubionego bloga (choć marne to wytłumaczenie ale z powodów stresów i wrażeń w pierwszej w życiu pracy...), coś tydzień temu nagle wpadła do głowy myśl- zajrzeć- a tu tyyyyyyllllleeeee rozdziałów, że głowa mała!!!!;-) Aż głośno pisnęłam z radości;-D I tu, żeby jeszcze podwoić mą radość- zaraz pojawia kolejny!!! ;-D
    Więc przyszła w końcu ta wielkopomna chwila, że leniwiec i ignorant roku, jakim muszę zgodnie z sumieniem określić moją osobę, schyla pokornie łeb do ziemi i dodaje stosowny komentarzu pod Twoim opowiadaniem;-)

    Otóż... Dzieje się, dzieje;-) I bardzo dobrze;-)
    Ostrrra kłótnia Harry-Sev a w tle rozbijane szkło- perfectamente!!!!;-) Harry nie byłby Harrym, gdyby nie uległ pokusie ciśnięcia czymś w swego ulubionego Profesora. Tym bardziej znając stan jego układu nerwowego, jest to całkowicie prawdopodobne. Podobnie jak ucieczka z posiadłości- cały Potter- najpierw czyni, potem myśli;-) Bo od myślenia jest albo Hermiona albo- jak w tym przypadku-Snape.
    I własnie Severus- początkowo wkurzony na maxa ale... po chwili uspokojony, ogarnięty, mądry, dojrzały i ratujący sytuację;-) Czyli taki jakiego go kocham w Twoim opowiadaniu!
    I chyba właśnie kogoś takiego jak Snape potrzebuje Harry (z moim całym szacunkiem, sympatią i uwielbieniem dla Syriusza- ale on mi bardziej pasuje na fajnego, luzackiego wujka, a nie na ojca dla Pottera;-). Ale o Syriuszu za chwilkę.
    Rozmowa Severusa z Harrym- genialna. Taka ciepła, prawidziwa. Super.
    Ataki postcruciatusowe- czuć że przebieg akcji jest dopracowany w każdym szczególe.
    Dumbledor- planujący, kombinujący, czuwający, - ale jak zwykle wycofany i sterujący wydarzeniami z oddali i zostawiającego Harrego na barki innych - pełna kanoniczność;-D
    Malfoy wypuszczony? Czyżby szykował się jakiś grunt na sojusz między dwoma niezbyt przepadającymi za sobą panami, w imię dobra kogoś na kim obojgu im zależy?;-D Hmmm;-D
    No i Syriusz;-) Jak ja go uwielbiam. Opis jego wojaży europejskich- po prostu przebiłaś wszystko;-D
    Reakcja Blacka na informację o ojcu Harrego- bezcenna!!!;-)
    "Sęk w tym, że Severus naprawdę jest ojcem Harry'ego."- Przez to jedno zdanie Albusa musiałam czyścić sobie ekran bo go oplułam herbatą...;-D
    Wspomnienie trzech bliźniaczek Swanson też jak najbardziej klimatyczne i bardzo mi się podobało.
    Co takiego naprawdę zdobył Syriusz? I co przechowują Gobliny?
    Robi się coraz bardziej ciekawie;-)

    Reasumując- kolejne rozdziały jak zwykle trzymają wysoki poziom;-) Opowiadanie jak było, tak i jest genialne !!!!

    Dziękuję za aktualizację i ze swej czytelniczo-fanowskiej strony obiecuję poprawę i już nigdy więcej nie nawalać w kwestii bieżącego komentowania!!!!

    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    Snow

    OdpowiedzUsuń
  3. Well, moj pierwszy kom. Wlasnie przeczytalam calosc za jednym zamachem. Boskie, jak dotad. Zastanawiam sie czy mlody powie Snape'owi o Dursley'ach. I w ogole, tahie out of topic, czy skoro McGonagall wysylala Harry'emu list ze szkoly i adresowala koperte to czy wiedziala w jakich warunkach jest wychowywany, w dodatku, ze obserwowala dom Dursley'ow przed oddaniem tam Harry'ego, wiec powinna wiedziec, ze sa zli. Po tym nastepuja pytania, czy zrobila cos z tym i czy Dumbledore zareagowal jakkolwiek na to, co tam sie dzialo. Ale never mind xD Czekam na wiecej :D Sevcio is cute ;P
    Pozdrawiam, weny zycze i czekam na wiecej, Alex

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMG, gdyby Severus usłyszał, że jest słodki, to pewnikiem padłby trupem, a potem przewracał się w grobie... XD

      Co do pytań, które zadałaś, to niestety nie mogę teraz na nie odpowiedzieć. Mam zamiar wpleść tę kwestię w opowidanie, choć jeszcze nie zdecydowałam, w który rozdział :) Pozostaje Ci więc uzbroić się w cierpliwość :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Rozdziała dobry zresztą jak zawsze;)
    Chociaż ciężko mi się czyta takie wtrącenie gdzie nie ma Harr'ego. Tak więc fragment o Syriuszu był dość ciężki dla mnie, ale jednak bardzo potrzebny do rozwoju sytuacji. Fajnie, że coraz bardziej pokazujesz szkody jakie wyrządził Lucjusz w Harrym brakowało mi tego.
    A Severus, który tak bardzo martwi się o swojego potomka jest fenomenalny, a jednocześnie nie traci nic ze swojego zgryźliwego charakteru;)
    Sam Harry w tym rozdziale stoi trochę na uboczu, chociaż akcja dzieję się wokół niego. Zresztą jak zawsze, ale troszkę brakowało mi go...
    A co do zmiany. Jestem ciekawa jak rozwiniesz kwestię jego wyglądu. Co się zmieni. Tak szczerze to mam nadzieje, że uwidocznisz więcej cech Lili. Jakoś tak nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że będzie wyglądał tak jak Severus ( oprócz nosa rzecz jasna. Tak po za tym baaaardzo mnie to rozbawiło). Wyglądał jak James bo w trakcie rzucania zaklęcia nie byli w stanie na niemowlęciu stwierdzić jak wiele ma po ojcu ( tak to sobie tłumaczę). A Lili jest moją ulubioną żeńską postacią;)
    A po za tym wyobrażam sobie, że będzie troszeczkę bardziej przystojny;) Miny uczniów gdy Ich znienawidzony nauczyciel przedstawia im swojego syna, który od razu staje się obiektem westchnień wszystkich dziewcząt... To by był swego rodzaju akt tryumfu Severusa...
    Aj twoje opowiadania zdecydowanie za bardzo rozbudza moją wyobraźnie. Niecierpliwie czekam na twoją wersję wydarzeń. Już teraz wiem, że na pewno nas nie zawiedziesz.
    Odwalasz kawał porządnej roboty pisząc Magię przynależności. Dziękuję Ci za to;)
    Życzę weny
    Aga
    Przepraszam za tak chaotyczny wpis. Niestety dopadła mnie sesja i pisze to między przeglądaniem notatek do zaliczenia, a bardzo chciałam zostawić po sobie ślad. Bo niestety pod rozdziałem 12 tego nie zrobiłam;(

    OdpowiedzUsuń
  5. No i zapomniałam napisać o najważniejszej kwestii. Muzyka, którą tu umieściłaś bardzo przypadła mi do gustu. Uspokaja mnie dzięki czemu wczoraj dostałam 5 na koniec z chemii analitycznej. Tak więc baaaaaaardzo Dziękuje za podzielenie się z nami tym cudem;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzisiaj króciutko, ze względu na ogrom moich zajęć, ale postanowiłam wrzuci chociaż tych kilka słów komentarza, bo tekst z rozdziału na rozdział zachwyca mnie coraz bardziej.Z ogromną radością powitałam kolejną tak szybka aktualizacje. Naprawdę Twoje obecne tempo jest super. Trzymaj tak dalej! Co do rozdziału... Bardzo się cieszę, ze Syriusz zareagował na ten szok który przekazał mu dyrektor w taki, a nie inny sposób. Najpierw niedowierzanie, potem gniew, ale w końcu doszedł do wniosku, że nie może odwrócić się od Harrego. Dla mnie to było totalnie kanoniczne i to jest w tej historii super. Uwielbiam kanoniczne charaktery postaci, dlatego tak bardzo podoba mi się to, ze twoje postacie zachowują własna osobowość nawet mimo tego, że zostali wsadzeni w zupełnie niekanoniczna historie. Juz nie mogę się doczekać reakcji Rona i Hermiony najpierw na "syna Snapea", a później tego szoku kiedy pewnie w końcu z czasem odkryją, że jest on Harrym Potterem. Ciekawe jak to wszystko zaplanowałaś, ale wierze w Twoją wizje wydarzeń, bo jak dotąd żaden z twoich pomysłów i rozdziałów mnie nie rozczarował wręcz przeciwnie wszystkie wywołują cos na kształt zachwytu. Ehh.. Mam tez nadzieje, że nasi panowie dojdą w końcu do jakiegoś porozumienia i zaczną się poznawać trochę lepiej przez co zbliżą sie nieco do siebie. Po "Roku jak zaden inny" mam niedosyt tych ojcowsko-synowskich relacji :)

    Pisz wiec proszę jak najwięcej! Czekam z niecierpliwością!

    I na koniec chciałabym zacytować fragment, który totalnie rozłożył mnie na łopatki:
    " Pominął fakt, że Severus jasno wyraził się, że skoro Albus ma zamiar powiedzieć prawdę Blackowi, to równie dobrze może od razu ją zdradzić Lupinowi, bo „pewnikiem ten zapchlony kundel i tak wszystko wygada swojemu przyjacielowi od siedmiu boleści”."
    No cudo! Miodzio! Ah i Oh! :D

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Czego było się po tobie spodziewać? Rozdział jest super. Reakcja Syriusza była... niespodziewana. Wpaść w złość, martwić się, ale wybuchnąć śmiechem? W ten sposób napięcie sie rozładowało. Dobrym momentem było też to gdy Syriusz zapytał się Snape'a co ten mu zrobił. Odpowiedź, że sam sobie na to zasłużył była wieloznaczna w tej sytuacji. I nie dziwię się, że Black zareagował tak gwałtownie. Postawa Harry'ego idealnie odzwierciedla jego stan, ten strach i niepewność. Snape i jego troska jest... no cóż (nie pozwól mu sie zabić gdy to usłyszy) słodka. Może nie sam Snape, ale jego postawa napewno.
    To, że wypuścili Lucjusza to chamstwo. Rozumiem Harry'ego w tej sytuacji, ale mam nadzieje, że zrozumie, że nie sprawiedliwość czy zemsta jest teraz ważna. Liczy się jego przetrwanie nierozpoznanym. A Dumbledore, to przykre że popełnia te same błędy co w kanonie odcinając się od Harry'ego.
    Wiki

    OdpowiedzUsuń
  8. Juz jakiś czas przymierzam się do przeczytania Twojego bloga i dopiero teraz znalazłam odpowiednią chwilę.
    Chciałam po prostu aby komentarz, który napisze był uczciwy i szczery, gdyż w końcu to jest najważniejsze dla każdego autora.
    I przyznam szczerze zaskoczyłas mnie.
    Przede wszystkim faktem że Lily miała romans z Sevem i Harry jest jego synem.
    Nie spodziewałam się tego w ogóle.
    Wyobrażam sobie reakcję biednego chłopca jak musiał się czuc, gdy to wszystko okazało się Iluzją.
    To musiało być dla niego szokiem.
    Ja sama wciąz nie mogę uwierzyć.
    Cieszę się jednak że Syriusz u Ciebie występuje.
    Właściwie przyznam szczerze, że to tytuł rozdziału przyciągnął i nic dziwnego.
    Black od dawna był jedną z moich ulubionych postaci i fakt że mogę poczytać o nim poczytać sprawia mi nieskrywaną radość.
    I podoba mi się zachowanie Syriusza.
    Mimo iż nie lubi Seva zachował się odpowiedzialnie nie odrzucając swojego siostrzeńca.
    Dla Harr'yego to bardzo ważne w tak trudnym okresie.
    W ogóle również pozytywnie zaskoczyła mnie dojrzałość opowiadania.
    Myślę że śmiało możesz być z siebie dumna.

    pozdrawiam serdecznie
    [http;//pokochac-lotra.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  9. very nice. czytam od dawna ale nie jestem zbyt dobra w pisaniu komentarzy wiec wczesniej nie pisałam. Bardzo podoba mi się cały tekst. Jest wciagajacy i nie mozna się doczekac dalszego ciagu. Mam nadzieje, ze wkrótce coś wrzucisz. Martwi mnie tylko to, ze już prawie połowa historii, a Harry i Snape nadal się niezbyt lubią. No ale to twoja wizja, a ja czekam na wiecej!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie przepadam za postacią Syriusza, więc ten rozdział nie jest moim ulubionym, chociaż jego reakcja była ok. Całość jak zwykle ładnie napisana, dobrze się czyta.Czekam na kontynuację :)

    Aga2

    OdpowiedzUsuń
  11. Dałam ci W za tę notkę. Bardzo i się spodobała. Z resztą jak całe opowiadanie... Tylko szkoda, że Harry się zmienia. Bardzo trudno i wyobrazić sobie w miarę ładnego, małego Snape skrzywdzącego przez los i Lucjusza. Mam nadzieję, że Harry nie będzie psychiczną kaleką, jak najczęściej się dzieje po takic traumatycznych przejściach, gdzie w jednej sekundzie jak grom z jasnego nieba zmienia się życie. Albo raczej przewraca o 180 stopni.

    Mam jeszcze taką prośbę... Czy mogłabyś podać link do tego szablonu? Wiem z jakiej strony go pobrałaś, ale nigdzie nie mogę znaleść szablonu z wysuwającą się listą menu. A może robisz to za pomocą kodów HTLM?


    Selent

    OdpowiedzUsuń
  12. Przykro mi, ale tak dawno ściągnęłam ten szablon, że nie mam teraz do niego linku. Na tamtej stronie na pewno znajdują się szablony z wysuwającą się listą menu, choć nie pamiętam, ile z tego jest na bloggera. Podobne menu można jednak zrobić, kopiując gotowy kod html - musiałabyś poszukać w sieci.

    Pozrawiam,
    Phoe

    OdpowiedzUsuń
  13. W końcu coś nowego! (Z drugiej strony tak dawno mnie tutaj nie było, że byłabym naprawdę zawiedziona, gdyby w ciągu czterech miesięcy nic się pojawiło.;))
    Zaległości nadrobione na jednym wdechu... i cóż, konsternacja. Niby nie mogę się do niczego przyczepić, ani do stylu, ani poprawności, ani w sumie do fabuły, ale czegoś mi tutaj brakuje. Brakuje mi czegoś w tym tekście, a najbardziej brakuje mi chyba tego czegoś w Harrym. Ja wiem, że on jest po Cruciatusie, że trauma i w ogóle - wiem; ale to do mnie nie przemawia. Nie przemawia, ponieważ wydaje mi się, że zamiast wypośrodkować jego niepełnosprawność (chyba to dobre słowo) i otrzymać, nazwijmy to, na zbilansowanym poziomie, skaczesz, droga Phoe, ze stanu, gdy wszystko jest z nim w porządku i obcowanie z kimkolwiek w ogóle go nie męczy, że nie odczuwa dyskomfortu w wykonywaniu codziennych czynnościach (stan post-cruciatusowy zawsze wyobrażałam sobie jako wieczną grypową gorączkę, a konkretniej - nadwrażliwość nerwową na wszelaki dotyk), a potem nagle, znikąd, gdy tych negatywnych bodźców jest mniej, dostaje napad i traci przytomność. Rozchodzi mi się oczywiście o ten atak w chacie poza posiadłością Snape'a. Rozumiem, że chciałaś pokazać, że Harry'emu może stać się krzywda, gdy Severusa nie ma w pobliżu i nie mam nic przeciwko temu, ale, kurczę, ten atak powinien nastąpić wcześniej...
    Za to podobała mi się scena, kiedy Harry skulił się pod rękę Syriusza - tak się zachowuje osoba skrzywdzona, pełna traumatycznych przeżyć. Taki obraz chłopca właśnie mi odpowiada!
    Pisz dalej, czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością. :D Oby dopisywała Ci wena!

    Pozdrawiam,
    Uhmu

    PS. Odnośnie szablonu - poprzedni podobał mi się bardziej, gustuję w bardziej minimalistycznym wyglądzie, ale, wiadomo, to tylko ja. ;)
    PPS. Byłabym zaszczycona, Phoe, gdybyś wpadła na mojego bloga. Nie lubię się reklamować, to trochę krępujące wciskać ludziom w łapki coś na siłę, ale jest to opowiadanie o polskiej szkole magii, więc może Cię zainteresuje. Na razie pojawiło się pięć części (prolog plus cztery części pierwszego rozdziału) i planuję pisać więcej, gdy tylko skończę sesję, także... zapraszam. :)
    http://hp-niedowiarek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Droga Phoe...

    Coś mi się wydaję, że nie znajdę tego szablonu, bo te, co są chociaż trochę podobne to nie wchodzą na blogspota... albo ja nie wiem, jak to zrobić... Na tej stronie jest tyle pięknych szablonów, lecz gdy chcę coś wziąć to nie mogę... bo nie mogę odtworzyć ich, a połowa plików jest w nieznany zapisie, albo tylko ja tak mam. Chciałaby cię prosić o pomoc. Sama nie daję rady tego rozknimić. Pewnie dlatego, że jestem nowa w tym temacie.Mogłabyś cokolwiek poszukać, albo chociaż napisać małą instrukcję, co się tu robi? Wiem, że o wiele proszę, ale tylko u ciebie znalazałam taki szablon, który wchodzi na blogspota, a nie tylko na wordpress. Wolałabym nie szukać nic w kodach, bo się w tym zupełnie nie orientuję.

    Dziękuję,
    Selent

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz do mnie na maila, który jest podany na mojej stronie-wizytówce (zakładka "autor"), to podam Ci co i jak. Tak będzie łatwiej.

      Usuń
  15. Przeczytam to za szybko, a później będę czekała Bóg wie ile na kolejny rozdział...Nie znam umiaru, trudno. Powodzenia! -crouch_jr

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej,
    Syriusz powrócił, o tak jego reakcja boska, przez przypadek słyszał tą rozmowę, ale może to i lepiej, bo wie dlaczego, Syriusz i jego reakcja, a potem to wpadnięcie do domu, Snape się martwi...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Rss Mail Blogger Wykop Facebook Twitter More