Rozdział 19. Odkrycia

Nie ma nic tak odległego, by było poza naszym zasięgiem,
ani nic tak ukrytego, by nie dało się odkryć.

— Kartezjusz



Harry siedział z plecami opartymi o pień buku. Oczy miał zamknięte i wsłuchiwał się w rechot żab z pobliskiego stawu. Minęły trzy dni od „rozmowy” ze Snape'em i życie wróciło do normy, choć atmosfera wciąż bywała niezręczna. Obaj nie wspominali więcej tego, co zobaczyli we własnych wspomnieniach.

Zgodnie z obietnicą Syriusz wrócił następnego dnia. Gdy tylko się pojawił, Harry miał ochotę zapaść się pod ziemię. Co jego ojciec chrzestny musi sobie teraz o myśleć? Że ma takiego mazgaja za chrześniaka? Ojej, Snape go nienawidzi i zachowuje się podle. No i co z tego? Żadna nowość. To nie powód do rozklejania się.

Momentami Harry zupełnie siebie nie poznawał i nawet jeśli Snape wyjaśnił, że to normalne — że szkody w systemie nerwowym wyrządzone przez Lucjusza wpływają na jego reakcje i uczucia, ciężko było to zaakceptować. Przez lata bez problemu sobie radził. Pomimo pragnienia posiadania kochającej rodziny ostatecznie porzucił marzenia, że zostanie uwolniony od Dursleyów i nawet przestał się przejmować. W Hogwarcie natomiast pokonał Voldemorta, walczył z bazyliszkiem, niemal stracił własną duszę i przeszedł Turniej Trójmagiczny. Z każdej sytuacji wychodził silniejszy i żył dalej jak gdyby nigdy nic.

A potem wszystko się rozpadło.

Odrodzenie Voldemorta, śmierć Cedrika, napad na Privet Drive, tortury Lucjusza, paraliż, spowodowana tym bezradność, dowiedzenie się prawdy o ojcu, zupełna zmiana życia oraz wyglądu — każda z tych rzeczy wydarzyła się tak szybko i zdawała się coraz bardziej przytłaczać Harry'ego. Jednak nawet wtedy gdzieś w mroku wciąż tliło się światełko. Zaczął lubić ciche życie w Prince Manor i zrodziła się w nim mała nadzieja, że może los się odmieni. Ale wówczas i to rozsypało się jak domek z kart i nagle… nagle było tego za dużo.

Może to było potrzebne, pomyślał w końcu. Może czasem trzeba coś zburzyć, żeby w to miejsce zbudować coś nowego.

Ich obecna relacja w niczym nie przypominała poprzedniej. Harry naruszył wspomnienia Snape'a, a jednak zamiast dalej upokarzać, naprawdę pozbawiać jedzenia i trzymać w zamknięciu przez resztę wakacji, mężczyzna przyznał się do błędu. Natomiast jeśli wcześniej Harry podejrzewał Snape'a o zaglądanie na dno duszy w celu odcedzenia prawdy od kłamstwa, to teraz odkrył, jak bardzo się mylił. Pomimo bystrego umysłu, wprawy w szpiegowaniu i umiejętności legilimencji Snape zwyczajnie oczekiwał po nim tylko najgorszego. Dopiero teraz, z przyprawiającą o ciarki precyzją, przewidywał jego reakcje, intencje i myśli. Stał się też bardziej otwarty i cierpliwy, a mniej uszczypliwy. Gdyby nie to, że nadal każdego ranka podczas lektury „Proroka Codziennego” mruczał pod nosem jadowite komentarze, Harry mógłby przysiąc, że ktoś Snape'a podmienił.

Mimo to przyłapywał się na tym, że tylko czekał, aż mężczyzna złamie obietnicę daną Syriuszowi. Racjonalna część umysłu przypominała mu, że wcześniejsze postępowanie było wynikiem piętrzących się między nimi nieporozumień, które przestały istnieć po tym, jak obaj zobaczyli swoje prawdziwe oblicza we wspomnieniach. Ponadto zmiana zachowania Snape'a była wystarczającym dowodem na to, że zwyczajnie musiało minąć kilka dni, żeby ochłonął. Jednak ta druga część, ta, która jak nie ufała Dursleyom, tak nie chciała zaufać Snape'owi, obserwowała mężczyznę uważnie, wciąż powtarzając „a co jeśli…”.

Aczkolwiek musiał przyznać Snape'owi jedno. Jeśli coś sobie postanowił, potrafił być w tym zatrważająco dobry. Bo wyglądało na to, że postawił sobie za cel zrobić wszystko, by nieufna część Harry'ego straciła czujność. Harry nie miał pojęcia, czemu w ogóle Snape'owi na tym zależy. Owszem, wiedział, że mężczyzna bardzo poważnie podchodzi do rodowych obowiązków. Wiedział, że ich relacje nigdy nie będą takie jak wcześniej z prostego powodu: przestali być zaledwie uczniem i nauczycielem. I w końcu wiedział, że mają nie tylko odgrywać rodzinę przed innymi, ale też są rodziną w prawdziwym sensie. Mimo to żaden z tych powodów nie wydawał się być wystarczający. Dursleyowie wszak nie mieli oporów przed traktowaniem go jak najgorsze zło nawet pomimo pragnienia uchodzenia za przykładną rodzinę.

Harry westchnął i ze zmrużonymi oczami spojrzał w niebo. Słońce wisiało już wystarczająco wysoko, więc nadchodziła pora powrotu do domu. Snape nie chciał zdradzić, na czym będzie polegała dzisiejsza lekcja. Za każdym razem enigmatycznie się wykręcał. Ostatecznie Harry stracił pewność, czy chce wiedzieć, co go czeka.


* * *


Harry wybałuszył oczy.

— Co chcesz zrobić?

— Nauczyć cię tańczyć.

— Ale ja nie tańczę!

Na usta Snape'a zakradł się uśmieszek.

— Tak, podczas Balu Bożonarodzeniowego było to widać.

— Ha-ha, bardzo śmieszne — mruknął Harry i łypnął na mężczyznę spod grzywki. Jak na jego gust, Snape był zdecydowanie zbyt rozbawiony, ale przynajmniej rozwiązała się zagadka, czemu dzisiejsza lekcja odbędzie się w sali balowej leżącej w lewym skrzydle domu. Promienie słońca wpadały przez liczne okna, oświetlając wypolerowany parkiet.

— Nikt nie wymaga od ciebie bycia tancerzem, jednak jeden szczególny taniec musisz opanować, żeby nie ośmieszyć się przed towarzystwem oraz zachować dobre maniery. Jeśli zostaniemy zaproszeni na bal, etykieta wymaga partycypowania w tańcu chociaż raz. Inaczej obrazisz gospodarzy.

— Dlaczego? Nie rozumiem.

Księga o czarodziejskich tradycjach nic nie wspominała na ten temat. Jedynie zaznaczyła, że tańczenie jest ważnym elementem kultury z magicznych względów — w dawnych czasach taniec wchodził w skład niektórych rytuałów i zaklęć.

— Ponieważ zainsynuowałbyś, iż nie bawisz się dobrze, co z kolei oznaczałoby, że gospodarze nie postarali się wystarczająco, wyprawiając bal.

Harry wywrócił oczami. Czasami tradycje czarodziejskie były naprawdę głupie.

Snape usiadł na wyczarowanym krześle i dystyngowanie założył nogę na nogę. Następnie czekał. Gdy Harry jedynie stał osłupiały, mężczyzna poważnym tonem wyjaśnił: „A teraz mówisz: czy mógłbym prosić panią do tańca?”. To przepełniło czarę. Harry wybuchnął niepowstrzymanym śmiechem.

— Prze-pra-szam — wykrztusił. — Ale to jest zbyt zabawne...

Snape spojrzał na niego surowo, ale nie ukróciło to okazyjnych chichotów. Ostatecznie mężczyzna pokręcił głową ze zrezygnowaniem i wstał.

— Połóż tu rękę — poinstruował, chwytając dłoń Harry'ego i ustawiając ją na własnym biodrze, a drugą ujmując w swoją. Natychmiast Harry przestał się śmiać. — Wyprostuj się i spójrz mi w oczy. Nie musisz patrzeć nigdzie indziej. Poczuj ciało, a ono samo cię zaprowadzi. Dobrze. A teraz prawą nogą zrób krok do przodu. W prawej dłoni trzymasz różdżkę, więc łatwo skojarzyć. Następnie lewa noga idzie w bok. Na koniec dosuwasz prawą nogę do lewej. Właśnie tak. Lewa noga w tył, prawa w bok, lewa do prawej. I od nowa. Prawa w przód, lewa w bok, prawa do lewej…

Po kilku powtórzeniach Harry załapał, o co chodzi. Nie było to wcale takie trudne, jak się z początku mogło wydawać, a kiedy doszła muzyka, stało się to jeszcze łatwiejsze. Snape wiedział, co robi, a ruchy przychodziły naturalnie. Cały czas też wykonywali to samo.

— Gratulacje, Harry, właśnie nauczyłeś się podstawowego kroku walca angielskiego.

Harry spojrzał na Snape'a z zaskoczeniem.

— Nazwałeś mnie Harry.

Snape zmarszczył brwi.

— Naprawdę?

— Tak.

— No cóż, najwidoczniej właśnie przełamałem kilkuletnie przyzwyczajenie.

— To zabrzmiało, jakbyś informował mnie, że dzisiaj padało, choć miało wyjść słońce. Ale chyba najwyższy czas, skoro nie jestem tak naprawdę Potterem.

— W rzeczy samej — potwierdził Snape, a następnie zademonstrował, jak zrobić skręt.

Gdy wreszcie Harry'emu udało się wykonać poprawnie ruch, zapytał niepewnie:

— Tak sobie myślałem… Jak mam się do ciebie zwracać w Hogwarcie?

— W klasie i wśród nauczycieli per „profesorze Snape” lub „sir”. Nic się w tej kwestii nie zmienia. W towarzystwie natomiast powinieneś mówić mi po imieniu lub „ojcze”, ewentualnie „tato”. Zasadniczo etykieta wymaga tego drugiego, ale ponieważ wychowali cię krewni ze strony matki, będzie uzasadnione, jeśli użyjesz mojego imienia. Patrz mi w oczy, Harry. Widok butów nie powinien cię interesować.

Harry utkwił wzrok w twarzy Snape'a pomimo przemożnej chęci spojrzenia w dół.

— Um, czy mogę już teraz zacząć? Potem ciężko będzie się przestawić. No i już od jakiegoś czasu zwracam się do ciebie na „ty”.

Snape lekko skinął głową w potwierdzeniu.

— Zauważyłem.

— Dlaczego mnie nie poprawiłeś? Zawsze dbałeś, aby uczniowie odnosili się do ciebie z szacunkiem.

— Zgadza się, ale nie jesteś tylko moim uczniem. Nie wydawało się na miejscu zmuszanie cię do używania zwrotów grzecznościowych. Więc — wzruszył ramionami — zwyczajnie zignorowałem to.

Harry wyszczerzył zęby.

— Ale wciąż nazywałeś mnie Potter.

— Stary zwyczaj niełatwo przemija, panie Potter.


* * *


To było nawet ciekawe popołudnie, stwierdził Harry ze zdziwieniem godzinę później. Ron zapewne określiłby tańczenie ze Snape'em jako jeden z najgorszych koszmarów, jaki może przyśnić się uczniowi Hogwartu, ale choć z początku bliskość onieśmielała, wkrótce Harry odkrył, że przyjemnie było robić coś wspólnie. Wiele czasu spędzali razem, ale głównie jako uczeń i nauczyciel. Mimo że i tym razem Snape go uczył, nie było przepytywania ani książki, za którą mężczyzna się krył. Cała uwaga skupiała się wyłącznie na Harrym i to było zaskakująco miłe uczucie.

Po lekcji tańca zrobili krótką przerwę, a później przeszli do pokoju przylegającego do salonu z trunkami. Powrót do Hogwartu zbliżał się wielkimi krokami, wiec przed wyjazdem konieczne było poznanie historii pokoleń Snape'ów. Co więcej, jako członek czystokrwistego rodu musiał wiedzieć, jakie łączą go relacje z innymi rodami — kto jest przyjacielem, kto wrogiem, a kto zupełnie nie ma znaczenia dla statusu rodziny.

Skupił wzrok na pergaminie leżącym na stole. Przedstawiał drzewo genealogiczne (zob. ilustrację na końcu rozdziału — przyp. autora). Dokument wyglądał na stary i miał kilka pieczęci, między innymi Ministerstwa Magii i Wydziału Dziedzictwa Czarodziejskiego, który wchodził w skład Departamentu Rodziny. Na niebieskim herbie widniało godło: czarny kruk, a na złotej wstędze litery układały się w słowa GLORIA PURO SANGUI, co oznaczało „chwała czystej krwi”. Na szczycie drzewa natomiast, zaraz nad Severusem Snape'em i Lily Evans, znajdowało się jego własne imię i nazwisko, co wraz z najnowszą datą pojawiło się po tym, jak został zaakceptowany do rodziny.

Śledząc szkarłatne tarcze z wygrawerowanymi nazwiskami, policzył na palcach.

— Dlaczego tylko sześć pokoleń? Mówiłeś, że Snape'owie istnieli dłużej.

Masz przed sobą zaledwie standardowy certyfikat. Tyle ministerstwo wymaga do udokumentowania statusu czystości krwi czarodziejskich rodzin. To ponad trzysta lat pozostania wierności ideałom. Nobilius Snape przyszedł na świat w tysiąc sześćset dwudziestym roku i żył równo sto pięćdziesiąt lat. Zamknij usta, Harry. Dumbledore jest w podobnym wieku. Im potężniejszy czarodziej, tym dłużej żyje.

Harry zmarszczył brwi.

— Ale mama urodziła się w rodzinie mugoli. Jak mogę być czarodziejem czystej krwi?

— Nie możesz. Dlatego na potrzeby innych zrobimy małą modyfikację. Na szczęście nie trzeba fałszować dokumentów, gdyż teczka jest utajniona. Tylko my mamy do niej dostęp.

Przez chwilę Harry studiował pergamin. Nagle wykrzyknął:

— Mulciber i Lestrange! Bez obrazy, ale przodków mamy okropnych.

— Niekoniecznie. — Snape wskazał palcem na poszczególne rodziny Gampów, Prewettów i Macmillanów. — Wszystkie trzy rodziny należały do domów od wieków opowiadających się po jasnej stronie. Pomimo zamiłowania Snape'ów do czarnej magii nie zawsze pozwalano sobie na wybrzydzanie, gdy w grę wchodziło zachowanie czystości krwi. No i nie zapomnij o tym, że twoja babcia, Eileen, pochodzi od Prince'ów. Macmillanowie nawet zasymilowali się z domem Potter. Meladie miała siostrę, która poślubiła Pottera, ale pomimo unii domów nie łączą nas więzy krwi. Gampowie natomiast słynęli z dokonań w eliksirowarstwie, o czym będziesz uczył się w szóstej klasie. Z kolei co do Prewettów… Nie widać tego na drzewie, bo została tu zapisana głównie linia przekazania nazwiska, ale syn Teodora i Kallisto, Ignatus Prewett, poślubił Lukrecję Black, wydając na świat Gideona, Fabiana i Molly Prewett, która z kolei wyszła za mąż za Artura Weasleya. W żyłach Weasleyów płynie więc nie tylko krew Blacków i Prewettów, ale również Snape'ów. Ty i Ron jesteście dalekimi kuzynami, choć nie wydaje mi się, żeby twój przyjaciel miał świadomość bycia spokrewnionym ze mną w jakikolwiek sposób.

Harry parsknął śmiechem.

— Założę się, że nie wie. Pewnie padłby trupem, słysząc taką wiadomość. — Następnie dodał z podekscytowaniem: — Ale to super nowina! Od zawsze traktowałem Weasleyów jak rodzinę i nawet nie wiedziałem, że jesteśmy spokrewnieni!

— Czarodziejskie społeczeństwo jest małe. Przeważająca część rodzin jest w jakiś sposób ze sobą powiązana. Dla przykładu Prince'owie skoligacili się z Rosierami. Zanim Czarny Pan zapanował, rodzina ta miała całkiem porządną reputację. Pradziadek Nathan Prince ożenił się z Martą Rosier. Wydali na świat Sebalda Prince'a, Howarda Prince'a i Lindsay Prince. Lindsay poślubiła Ariona Vance i urodziła Emmelinę, która z kolei stała się członkinią Zakonu Feniksa i przyjaciółką twojej mamy. Howard natomiast poślubił Aurelię Prewett. — Wskazał palcem na Theodora i Kalisto. — Jak widzisz, nazwisko pojawia się na drzewie genealogicznym zarówno Snape'ow jak i Prince'ów, bowiem Theodor miał brata.

Harry z uwagą słuchał słów Snape'a, po czym pochylił się ponownie nad pergaminem.

— Dlaczego Francesca Lestrange nie nazywa się Snape? — zapytał ciekawie.

— Została wydziedziczona przez ojca po tym, jak odmówiła zawarcia zaaranżowanego małżeństwa. Przybrała panieńskie nazwisko matki i wróciła do Francji, którą Lestrange'owie, śladem Malfoyów, opuścili kilka dekad wcześniej. Nie mam pojęcia, co się z nią dalej stało i czy wciąż żyje. Wyjechała z Anglii na długo przed moimi narodzinami, więc nigdy nie poznałem cioci Franceski.

— Um, skoro zmodyfikujesz mi przeszłość, to chyba trzeba wybrać nowe imię.

— Ach, istotnie. Jakieś konkretne preferencje?

Harry uniósł brwi.

— Myślałem, że tradycja nakazuje nadawanie imion po przodkach.

Tylko na drugie. Poza tym wątpię, żebyś chciał nazywać się Suprimus, Nobilius, Angus czy Peregrine.

Harry zadrżał.

— Eee, nie, dzięki.

— A więc moje propozycje to Orion Snape lub Alan Snape, albo po prostu Alan Orion Snape. Orion po twoim prapradziadku, Alan z kolei to dość pospolite czarodziejskie imię. Dzięki niemu nikt nie będzie się zastanawiał dwa razy nad twoim pochodzeniem. Pomyśl nad tym. Jeśli będziesz wolał coś innego, możemy to później przedyskutować.

Harry zgodził się, wdzięczny, że ma wybór. To był kolejny aspekt nowego oblicza mistrza eliksirów. Wcześniej zwyczajnie oczekiwano od Harry'ego przyjęcia wszystkiego bez protestu. Wciąż pamiętał pierwszy oficjalny dzień w Prince Manor, kiedy Snape ogłosił plany dotyczące przyszłego życia Harry'ego, oczekując, że będzie jedynie słuchał i przytakiwał.


* * *


Syriusz Black kroczył dumnie między długimi kontuarami, przy których gobliny skrobały piórami w księgach rachunkowych, odważały stosy monet czy oglądały przez lupy drogocenne kamienie. Nie obawiał się rozpoznania. Użył Eliksiru Wielosokowego, a dopóki nie przybywał w celach rabunkowych, goblinów nie obchodziła jego prawdziwa tożsamość. Mógł być azkabańskim zbiegiem, Merlinem w nowym wcieleniu, a nawet Voldemortem — dla Gringotta nie miało to znaczenia, bo nie mieszał się do polityki czarodziejów.

Obok, w purpurowej szacie ozdobionej złotą nicią, szedł Dumbledore. Niekiedy skłaniał głową grzecznie w powitaniu, na co gobliny odpowiadały z podobnym szacunkiem. Kuriozalne, pomyślał Black, wystarczy ofiarować tym stworzeniom odrobinę uznania, żeby przestały łypać na ciebie złowieszczo.

— Przybyliśmy otworzyć skrytkę numer tysiąc osiemnaście — przemówił Albus do siwowłosego goblina, który był pomarszczony niczym wyjątkowo zasuszona figa. — Jakiś czas temu wysłałem w tej sprawie list.

— Mają panowie klucz?

— Oczywiście — odrzekł Albus, wyciągając z kieszeni rzeczony przedmiot.

— Hm, hm — mruczał goblin podczas badania złotego kluczyka. Następnie wyciągnął spod kontuaru oprawiony w skórę rejestr i po minucie wertowania znalazł szukaną stronę. —Tak, tak, wszystko się zgadza. Dokładnie tydzień temu wnioskował pan o wydanie specjalnego zezwolenia. Garold! Zaprowadź panów do Rady.

Ubrany w szkarłatno-złotą liberię goblin wskazał drogę do obszernego pokoju, znajdującego się dokładnie nad marmurową salą, w której przyjmowano klientów. Tu i ówdzie stały oszklone biblioteczki z pergaminami i zabezpieczone zaklęciami skrzynki, a przy okrągłym stole siedziała sześcioosobowa rada.

Po wymienieniu uprzejmości przeszli do sedna sprawy, ale jak Syriusz się spodziewał, gobliny nie zamierzały ułatwiać im zadania.

— To może zaważyć o losach wojny…

— Która nie jest naszym problem — skwitował krępy goblin, szczerząc ostre jak szpilki kły.

— I myślicie, że tak zwyczajnie zostawi Gringott w spokoju? — warknął Syriusz z niedowierzaniem.

— Nie zaryzykuje drugiej wojny — zaprzeczył najstarszy z nich. — Złamanie traktatu spowoduje natychmiastowe wycofanie z obiegu wyemitowanych monet. A kiedy zabierzemy swoje złoto, co wtedy zrobią czarodzieje, hm?

Reszta goblinów uśmiechnęła się paskudnie.

— Nie doceniacie Voldemorta — ostrzegł Albus poważnym tonem. — Prędzej czy później zmusi was do zmiany decyzji, bo nie spocznie, dopóki nie ustąpicie. Ponadto skrytka, o którą toczymy spór, należy według naturalnego prawa dziedziczenia do rodu Weasleyów, nawet jeśli Gringott nie podpisał z Septimusem aktu przekazania w razie śmierci.

— Skarby są czarodziejom wypożyczane jedynie na określony czas! Nie są ich własnością!

— O ile są rękodziełem goblinów, zgadza się? Septimus nie posiadał goblińskich wyrobów. — Wyciągnął zza pazuchy oficjalnie wyglądający dokument. — Tutaj mam oświadczenie Artura Weasleya pozwalające na dokonanie ewaluacji skrytki, jak również zabranie znajdujących się tam pergaminów i ksiąg. Wszelkie inne aktywa, w tym pieniądze oraz rodzinne pamiątki powinny zostać przetransferowane na jego konto.

Gobliny wyglądały na wielce niepocieszone. Debatowały przyciszonymi głosami, burcząc po goblińskiemu i strzygąc uszami. Syriusza zastanawiało, czy ostatecznie zaryzykują interwencję Wizengamotu. Jeśli odmówią, Artur będzie miał prawo wejść na drogę sądową, a konflikt, wbrew temu, co gobliny twierdziły, nie byłby korzystny dla Gringotta.

Ostatecznie jeden z nich pstryknął palcami, przywołując z gablotki dokument. Na samym dole złożył podpis i w milczeniu przekazał Albusowi. Syriusz spojrzał na pergamin i wyszczerzył zęby. Rada zadecydowała zaakceptować Artura jako prawowitego spadkobiercę i zezwolić na otworzenie skrytki.

Garold obrzucił Syriusza nieufnym spojrzeniem, ale nic nie powiedział. Wspólnie wrócili do atrium i minąwszy tylne drzwi, wpakowali się do metalowego wózka. Wkrótce pędzili z zawrotną prędkością labiryntem krętych korytarzy, mijając podziemne jeziora oraz bezdenne przepaście. Gdy zatrzymali się w jednym z najniższych poziomów, Syriusz wymruczał:

— Naprawdę nie cierpię tych przejażdżek.

Albus uśmiechnął się do bladego czarodzieja, bezskutecznie próbującego doprowadzić do porządku zmierzwione od wiatru włosy i przekrzywioną brodę.

— Rekomenduję wstążki — zachwalił, wskazując na aksamitkę przepasaną w połowie srebrnej brody.

Syriusz rzucił na nią okiem i zmarszczył nos.

— Nie, dziękuję. — Wygramolił się chwiejnie z wózka. — Są zupełnie nie w modzie.

— Spodziewałbym się, że ktoś, kto spędził połowę młodzieńczych lat na grze w quidditcha, nie będzie miał problemów ze zwykłym wózkiem.

— Z wiekiem pewne rzeczy się zmieniają — wyjaśnił urażonym tonem. — Ponadto nad miotłą mam kontrolę. Nie lubię być miotany na każdym zakręcie ze świadomością, że jedyne, co mogę zrobić, to próbować nie wypaść.

Garold przytknął do powierzchni drzwi zakrzywiony żółtym paznokciem palec i przekręcił klucz. Zawiasy zaskrzypiały, a pochodnie zapłonęły. Im oczom ukazała się pokaźna ilość pergaminów, kilka skarbów i nawet całkiem sporo złota. Albus zatarł ręce wyraźnie zadowolony i obaj weszli do środka.

— Myślisz, że znajdziemy tu coś wartego uwagi?

— Zdecydowanie. Septimus przechowywał w tej skrytce wszystkie kopie prac. Pomóż mi to posegregować.

Następne kilka godzin spędzili na zabezpieczaniu pergaminów, które mogły zawierać kluczowe informacje, oraz zmniejszaniu ich zaklęciem i wpakowywaniu do torby.

Nagle Syriusz wydał z siebie zduszony okrzyk.

— Albusie! Popatrz na to! — Jego oczy niemal wyskoczyły z orbit, gdy skanował pergamin. Kiedy uniósł głowę, błyszczały w nich łzy. — Wiedziałeś, prawda?

Albus pochylił się nad ramieniem Syriusza i zlustrował tekst, a następnie dyskretnie rzucił zaklęcie uniemożliwiające pilnującemu wejścia goblinowi ich podsłuchać.

— Jakimś sposobem Septimus był zamieszany w badania Voldemorta. Kiedy i jak to się stało, mogę tylko zgadywać. Jednak gdybym miał bawić się w zgaduj zgadulę, powiedziałbym, że zdarzyło się to dość wcześnie, kiedy jeszcze świat znał Toma Riddle'a jako poukładanego i utalentowanego młodzieńca z godnym podziwu pociągiem do wiedzy. Ponieważ Septimus był z natury badaczem i w swoim życiu wiele podróżował, w którymś momencie najwyraźniej ich drogi się skrzyżowały. Dlaczego Voldemort nie uznał go później za zagrożenie, jest kolejną zagadką. Może zwyczajnie stwierdził, że Septimus posiada zbyt małą wiedzę, aby odkryć coś ważnego. To nie pierwszy raz kiedy ogarniony pychą nie docenił innych.

— Ale Septimus był członkiem Zakonu i nigdy nic nie powiedział!

— Czy wiesz, że zaraz po wydarzeniach w Dolinie Godryka opuścił kraj?

Syriusz przełknął z wysiłkiem.

— Tak.

— Wyjechał do na stałe Amazonii. Tylko czemu akurat wtedy? Każdy sądził, że zwyczajnie poświęcił się pasji, ale prawda była zupełnie inna. Ostatni raz widziałem go w noc upadku Voldemorta. Powiedział wtedy: „Ne było ciała, Albusie, a jednak zniknął. Jesteś pewny, że nie żyje?”. Kiedy zobaczyłem, że Mroczny Znak Severusa jedynie zbladł, słowa Septimusa wróciły do mnie. Jestem jednak przekonany, że na tamten moment Septimus nie miał pewności, ile w istocie zawiera się w nich prawdy. Dopiero później miał wystarczająco wiele czasu, żeby dojść do odpowiednich wniosków. To dlatego posłał po mnie przed śmiercią i przekazał wspomnienia oraz wskazał miejsce, w którym przechowywał klucz do skrytki w Londynie. Chciał ujawnić to, co Voldemort dokonał, a co on sam w końcu odkrył. Voldemort jest…

— Nieśmiertelny… — wyszeptał Syriusz, patrząc z przerażeniem na zapiski.

— Dokładnie. Jeśli ktokolwiek teraz spróbuje Voldemorta zabić, odrodzi się ponownie.

— Jak to powstrzymać? — wychrypiał Syriusz.

— Najpierw przejrzymy to, co zostawił Septimus. Może na którymś z pergaminów opisał, w jaki sposób Voldemort zdobył nieśmiertelność. Dopiero potem będziemy się martwić, co z tym zrobić. Na świecie istnieje kilka rodzajów długowiecznych stworzeń, ale każde z nich można pokonać. Wystarczy tylko znaleźć słaby punkt; coś, co przywiązuje je do ziemi i uniemożliwia przejście przez zasłonę.

Syriusz kiwnął głową z determinacją i zabrał się dalszej pracy. Po godzinie dorobek Septimusa został spakowany. Kiedy wyszli ze skrytki, towarzyszący im goblin wyglądał jeszcze bardziej ponuro. Taka twoja praca, pomyślał Syriusz mściwie, żeby siedzieć cicho i czekać, aż klienci skończą. Garold chrząknął coś po goblińsku i Syriusz zmarszczył nos. Naprawdę nie lubił tych stworzeń. Jedynie Stworek ich przebijał, ale on akurat był paskudny do szpiku kości.

Nagle wózek ruszył gwałtownie i Syriusz przestał myśleć o goblinach, skrzatach czy nieśmiertelności. Zwyczajnie trzymał się krawędzi, skupiając się na tym, by nie wypaść.


~ ♠ ~


A/N: Po szczegółowej rozmowie z obiema betami postanowiłam przestać marudzić i nie wprowadzać zmian do poprzedniego rozdziału. Dopiero kiedy skończę pisać tom pierwszy opowiadania, zastanowię się, jakie poprawki są konieczne. Do tego rozdziału natomiast przygotowałam drzewo genealogiczne rodu Snape'ów, żeby ułatwić Wam zilustrowanie słów Snape'a. Na koniec oczywiście zwracam się o dokarmianie komentarzami. Pamiętajcie, że jak mnie zagłodzicie, nie będzie miał kto pisać :D 




32 komentarze:

  1. Jeszcze tu wrócę, bo rozdział warty komentarza. Piszę po lekturze, bo mam jedno zastrzeżenie. Drzewo rodowe chyba nie powstało po odkryciu, iż Snape ma syna. Zatem, jak mi się wydaje, powinno zawierać siedem pokoleń, a nie sześć. W ministerstwie chyba nie obcinano dolnych partii drzewa na starym pergaminie! :)

    Pozdrawiam Apollo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apollo, czekam z niecierpliwością! A uwaga bardzo słuszna. Muszę to jakoś inaczej ująć, bo wyszło nielogicznie.

      Usuń
    2. Sześć pokoleń nie jest tak nielogiczne, jak te "pół milenium". Ludzie zwykle mają dzieci ok. 20-30 roku życia. Nawet jeśli przyjmiemy, że Snape'owie nie spieszyli się z potomstwem, to mamy 6*30=180 lat. To jednak sporo mniej niż 500 :P

      Usuń
  2. CUDO !!!!!! Nie rozdział :D
    Nic dodać nic ująć no może z wyjątkiem tego, że rozdział był za krótki :'( Ale pomijając tą drobną uwagę oprócz paru literówek nie ma się do czego przyczepić :)
    Rozdział REWELACYJNY !!!!!!!
    Jest w nim opisane tyle zmian w relacji Harrego z Severusem. Choć by takie jak nazwanie przez Snape'a Harrego po imieniu :) to było piękne :') ...
    Ah ale się nie będę rozklejać :D haha
    w każdym razie czytałam ten rozdział tak jak każdy z zapartym tchem i oczywiście wciąż towarzyszącym mi strachem przed jego końcem... ale ten rozdział był wyjątkowy, to była jedna z tych rzeczy na które czekałam !
    A mianowicie, że zaczynają się zachowywać jak ojciec i syn :), ale oczywiście nie mogę bagatelizować poprzednich rozdziałów, bo gdyby nie one ten rozdział nie wywarł by na mnie aż takiego wrażenia. Z resztą to chyba rzecz wiadoma. Momentami odczuwałam to samo co Harry a mianowicie ja również uważałam, że Snape'a ktoś jednak podmienił hah ;) Czytając ten rozdział targały mną na przemian wielkie rozbawienie i wzruszenie. Te dwa uczucia kotłowały się we mnie głównie w czasie rozmowy Harrego z Severusem :) Ah nawet nie masz pojęcia, droga Phoe, jak bardzo śmiałam się czytając o lekcji tańca hahah do teraz na wspomnienie tej zabawnej lekcij na mojej twarzy pojawia się uśmiech :D
    Ah nie wiem co jeszcze napisać, jestem tak podekscytowana nowym rozdziałem, że nie mogę zebrać myśli. Phoe jestem Ci niezmiernie wdzięczna za to opowiadanie ^^
    Uwielbiam Magię Przynależności to najlepszy Severitus jaki kiedykolwiek czytałam !!! :D
    Pięknie piszesz i mam nadzieje, ze nigdy nie przestaniesz :D Z OGROMNĄ albo jeszcze większą niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D Życzę duuuuuuużo weny ^^
    ~ Marzycielka ~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzycielko, strasznie dziękuję za długi komentarz :) Aż łezka mi się zakręciła w oku, bo to piękna rzecz, gdy ktoś tak pozytywnie odbiera tekst.

      Usuń
  3. Skomentowałam na ff to i skomentuję tutaj. Pewnie się powtórzę, ale co mi tam...
    Rozdział bardzo fajny.
    Relacja Severus-Harry rozwija się po woli i to mi się podoba. Potter jest nieufny względem ojca, ale to zrozumiałe po wydarzeniach z poprzednich dni. Piękne drzewo genealogiczne rodziny. Imię Alan nie pasuje do Harry'ego, prędzej Orion. Choć stawiałabym na jakieś oryginalne...
    Co do wyprawy do Gringotta. Dość ciekawie. Mam nadzieję, że szybko odkryją co trzyma Gadziego Pyska przy życiu.
    Weny i milusiego.
    Anuii

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za nowy rozdział - jest genialny. Fajnie że relacje Harrego z Severusem się ocieplają. Czytając rozdział również pomyślałam że Snape"a ktoś podmienił, zastanawia mnie jednak czy ta zmiana będzie miała miejsce także na zajęciach w szkole.
    Życzę weny i pozdrawiam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jednak uważam że zbyt łatwo zapomnięli o przeszłości i się do siebie zbliżyli, no ale ok. rozdział fajny ale brakuje mi tu czasem jakiś kąśliwych uwag Snape'a-co jak co ale w końcu to Snape! Wielki plus za słownictwo, jednak kilka literówek się znalazło (proszę o dokładniejsze sprawdzanie).
    Nic mi więcej do głowy nie przychodzi ale pamiętaj o Snapowatości Snape'a!!
    ~Złotalia~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo by pomogło, gdybyś wskazała owe literówki ;) Nie tylko obie bety sprawdzają każdy rozdział przed publikacją, ale też i ja czytam wszystko kilkukrotnie. Tak więc dokładniej się nie da. Jeśli coś zauważyłaś, napisz - poprawię.

      Rozdział jest z pewnością dość rewolucyjny, a ponieważ zmiany wprowadzone w ostatnim rozdziale nieco wybiły mi akcję z rytmu, możliwe że zabrakło pewnej płynności. Ale czy zapomnieli o przeszłości? Nie sądzę. To nie jest tak, że teraz już będzie słodko i cudownie, bo zaczęli traktować się po ludzku.

      Natomiast zapewniam, że pamiętam o Snapeowatości Snape'a :) Nie chcę jednak, by mój bohater być zgryźliwy dla samej zgryźliwości. Jeśli nie ma powodu, by warczeć, nie warczy. W poprzednich rozdziałach pokazałam, iż mój Snape potrafi być sarkastyczny, a nawet zwyczajnie okrutny, jeśli sytuacja temu sprzyja.

      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz,
      Phoe

      Usuń
  6. Uwielbiam takie rozdziały. Kiedy jest dość spokojnie, wszystko się układa, po prostu super. Przemyślenia Harry'ego na początku bardzo fajnie pokazały, że to nadal on. To potrzebne, bo przecież kanoniczny Harry nie dramatyzuje i nie płacze - i tu tak samo pomyślał sam Harry. Bardzo dobry zabieg. Natomiast Snape - gdzie jest Snape?! Taki łagodny, żartowniś, cierpliwy. Zmiana o 180 stopni. Hahaha jednak mimo wszystko takiego lubię go bardziej.
    Te wszystkie kolokacje rodzinne - ciężko mi to ogarnąć, ale to było dość ciekawe. Nawiasem - bardzo ładne drzewo. Rozmowa o tym imieniu i o nazywaniu Snapa w szkole sprawiło, że już nie mogę się doczekać aż Harry wróci do Hogwartu. Ciekawe jak to będzie.
    Już od początku rozdziału się uśmiechałam, ale Snape udający damę, a potem tańczący z Harry'm tak mnie rozbawił! Jeszcze to jego inne zachowanie... Podsumowując, jest to wesoły rozdział :)
    Ciekawa jestem jak się potoczy cała sprawa z Septimusem. Podejrzewam, że i tak się okaże, że kanonicznie Voldemort ma horkruksy, ale jak do tego dojdą mnie frapuje. A może (tak jak to ty lubisz) zmienisz to wszystko po swojemu. Zobaczymy ;P
    Czekam na kolejny rozdział! Pod choinkę :D
    Wiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Standardowo zmienię wszystko po swojemu :D

      Pod choinkę to trochę za wcześnie, bo tym razem rozdział będzie trzykrotnie dłuższy. Choć możliwe że go jakoś podzielę. Jeszcze nie jestem pewna.

      Usuń
  7. Pierwsza część rozdziału opisuje proces naprawy wzajemnych relacji z punktu widzenia Harryego. Opis wygląda wiarygodnie i przekonywująco, jakkolwiek – oceniam na podstawie mojego subiektywnego wrażenia – ten moment mógł przyjść wcześniej, bez tych dodatkowych perypetii z wybuchem wzajemnej niechęci. Ale to może dlatego, że moment przełamania lodów należy do momentów lubianych i oczekiwanych przez czytelnika.

    Następny fragment jest o nauce tańca. Hm…, akurat ten fragment można było rozegrać dowcipniej. Na przykład z Francji niespodziewanie wraca ciotka Snape’a, osoba równie sarkastytczna jak mistrz eliksirów, i testuje zdolności wychowawcze. Dowiedziawszy się, że Harry nie umie tańczyć, a słoń usiadł mu na ucho. W idei tańca męsko-męskiego nie ma nic kontrowersyjnego. Jeśli ktoś potrzebuje dowodów, służę linkami do tekstów ludzi o światopoglądzie zbliżonym do lefebrystycznego. Uważają oni, że jedynymi obyczajowo poprawnymi i w pełni bezpiecznymi formami tańca są męsko-męski i damsko-damski, bo pomijając relacje perwersyjne, wykluczają pokusę o podłożu erotycznym. Niestety, twórcy fanficków – nie mówię koniecznie o autorce – ogólnie zbyt mało wiedzą o specyfice mugolskich form tradycjonalizmu (lefebryści = ”katolicy” nieuznający soboru Watykańskiego II). W konsekwencji fanfickowe wizje magicznej arystokracji pozostawiają wiele do życzenia.

    Ostatnia część rozdziału opowiada o przygodzie Dumbledora i Blacka w banku. Fajny obrazek w sam raz na zakończenie. Autorka zapewne znów włączy kamerę narracji, gdy będzie się działo coś istotnego, zdobyte informacje przełożą się na konkretne wydarzenia etc. Tymczasem czytelnik dostaje niespodziankę, ślicznie wykonane, a zarazem nieco felerne drzewo genealogiczne. Najprostsze rozwiązanie polegałoby na zmienieniu liczby pokoleń wymaganych do potwierdzenia statusu. Ale moim zdaniem idzie ono na łatwiznę. Po pierwsze, jakkolwiek teoretycznie potężni magowie żyją długo, historia magii składa się z cyklicznych, brutalnych konfliktów zbierających śmiertelne żniwo. Jeśli dodamy do tego paskudne choroby i wypadki okaże się, że w świecie Rowling czarodzieje zwykle wcale nie żyją tak długo, jak chce Snape. Dlatego drzewo genealogiczne Blacków choć ma kilka pokoleń, nie sięga aż tak daleko w przeszłość. Nadto należy uwzględnić zmianę „historyczną”, czyli ustawę o tajności. Wedle Rowling zwolennicy czystości krwi rekrutowali się z zażartych przeciwników zejścia do podziemia. W przeszłości akceptowali związki ze zwykłą (mugolską) arystokracją.

    A skoro już o genealogii mowa, zastanawiam się, czy kanoniczne proroctwo na pewno mówi o Harrym, skoro nie zrodził się z dwojga…

    Pozdrawiam, życzę wena i szczęśliwych świąt. Apollo.

    Ps: Możesz zdradzić tytuł kolejnego rozdziału? Chyba nie ma tego samego tytułu co 19? Jak idą prace nad tekstem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację w kwestii długości życia czarodziejów. Nie wzięłam pod uwagę innych czynników, a powinnam. Na pewno naniosę pewne poprawki w tej kwestii. Natomiast nie zgadzam się z tym, że w przeszłości akceptowano związki z mugolami. Pamiętajmy, że sam Salazar był zwolennikiem czystości krwi, więc problem istniał dobre tysiąc lat wstecz. Po drzewie Blacków widać, że koligacili się z rodzinami o tym samym statusie krwi, a w książce też było kilka wzmianek, że ktoś ma czystą krew kilka pokoleń wstecz (np. Macmillianowie).

      Proroctwo mówi o Harrym. Pisząc rozdział z myślodsiewnią, zmieniłam ją minimalnie, żeby wpasować w obecną akcję. Snape też więc podchodzi pod jej interpretację.

      Tytuł następnego rozdziału brzmi: niespodziewane spotkanie. Podczas publikowania rozdziału nastąpiła pomyłka i zwyczajnie źle wpisałam ;) Prace natomiast idą powoli do przodu. Kolejny rozdział będzie sporo dłuższy.

      Dziękuję za obszerny komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
  8. Witam. Twojego bloga czytam regularnie, ale dopiero teraz komentuję... tak, tak jestem leń. Uwielbiam opowiadania typu Severitus lub Snape-mentor. Tekst czyta się szybko i gładko. Nie zauważyłam jakichkolwiek błędów - nie szukałam ;p Życzę weny i czekam na następny rozdział.

    PS. Dodałam cię do polecanych na moim blogu :) http://harry-potter-chlopiec-ktory-przezyl.blogspot.com/ (także Severitus), Pozdrawiam, Alexx ;3

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jak zwykle bardzo dobry. Już nie mogę się doczekać, żeby poznać nowe imię jakie wybierze sobie Harry.

    Jedyne co mnie lekko wprawiło w konsternację, to dość szybkie przejście Harry'ego i Severusa do dość spokojnych i można rzec nawet przyjacielskich stosunków. Rozumiem, że Snape stara się dość ostrożnie obchodzić z "Potterem" ze względu na rekonwalescencję chłopaka, ale Harry wcześniej nie wydawał się aż tak złamany, by na spokojnie przyjmować wszelkie polecenia swojego nowego ojca.

    A to co mnie zraniło najbardziej, to fakt, że rozdział jest tak krótki. Za krótki! Pisz i wrzucaj jak najczęściej!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyczne, czekam cierpliwie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super opowiadanko,kochana!Obserwuje tego bloga od grudnia,i bardzo mi się podoba.Nie przeszkadza mi szybka zmiana nastawienia Harry/Severus.Żałuje,że rozdziały pojawiają się żadko,ale nagrodą jest brak błędów i literówek.Kiedy następny?WENY,WENY,I JESZCZE RAZ WENY SŁOŃCE! ;**
    MartA

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej,hej misiek!Ja także czytam ten wątek od końca 2014 roku.Tęsknie wyglądam za nowym rozdziałem,ale wena chyba masz kapryśnego XD.Czekam z niecierpliwością <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję za odpowiedź. Masz prawo do swojej wizji. Moje uwagi (te które skrytykowałaś) oparłem na informacjach z "Pottermore", obecnych w polskojęzycznym internecie. Cytuję:

    "(...) Pomimo ich przywiązania do wartości czystej krwi oraz niewątpliwie prawdziwej wiary w wyższość czarodziejów nad mugolami, Malfoyowie nigdy nie gardzili przymilaniem się do nie-magicznej społeczności, kiedy im to odpowiadało. Skutek jest taki, że są jedną z najbogatszych rodzin czarodziejskich w Brytanii i mówiło się nawet o tym, że przez wiele lat (choć nigdy tego nie udowodniono) Malfoyowie taplali się w pieniądzach i majątkach mugoli. W ciągu setek lat doprowadzili do tego, że do ich ziem w Wiltshire dołączyły kolejne, należące do sąsiadujących z nimi mugoli, a w drodze przywilejów nadanych im przez króla otrzymali też skarby mugoli i dzieła sztuki, które zasiliły ich wiecznie powiększającą się kolekcję.

    W przeszłości Malfoyowie ostro nakreślali różnice między biednymi mugolami i tymi, którzy posiadali bogactwo i władzę. Do czasu wprowadzenia Kodeksu Tajności w 1692 roku, rodzina Malfoyów była aktywna w kręgach wysoko urodzonych mugoli i mówi się, że ich gorący sprzeciw wobec wprowadzenia Kodeksu był w istocie spowodowany faktem, że musieliby się wycofać z tej przyjemnej sfery życia społecznego. Choć kolejne pokolenia temu zaprzeczają, jest dowód sugerujący, że pierwszy Lucjusz Malfoy bezskutecznie starał się o rękę Elżbiety I i niektórzy czarodziejscy historycy utrzymują, że późniejszy sprzeciw królowej wobec małżeństwa spowodowany był urokiem, który rzucił na nią odrzucony Malfoy.

    Ta stałość zachowania charakteryzowała większość działań Malfoyów na przełomie wieków. Kiedy Kodeks Tajności został uchwalony, przyjacielskie stosunki Malfoyów z mugolami zostały przerwane, jednakże będąc dobrze urodzonymi, zaakceptowali fakt, że dalsze sprzeciwy i protesty mogą jedynie oddalić ich od nowego serca władzy: nowopowstałego Ministerstwa Magii. Całkowicie zmienili front i zaczęli głośno popierać wprowadzenie Kodeksu, jak gdyby popierali ten pomysł od samego początku i zaczęli zaprzeczać, jakoby kiedykolwiek bratali się (czy brali ślub) z mugolami.

    Niekłamana pogarda Malfoyów dla wszystkich mugoli, którzy nie mogliby zaoferować im klejnotów czy wpływów, a także dla większości czarodziejów, wpisała ich naturalnie w doktrynę czarodziejów czystej krwi, która przez kilka lat w XX wieku była najprawdopodobniej ich największym źródłem nieskrępowanej władzy. Od wprowadzenia Kodeksu Tajności, żaden Malfoy nie poślubił mugola bądź mugolaka. Jednakże rodzina powstrzymywała się przed niebezpiecznymi praktykami ślubów wewnątrzrodzinnych, które mogłyby doprowadzić do osłabienia ich albo zachwiania ich genetyki. Przeciwnością dla nich były fanatyczne rodziny Gauntów czy Lestrange’ów, które dopuszczały się takich praktyk. Dlatego też na drzewie genealogicznym Malfoyów znaleźć można niejednego czarodzieja półkrwi."

    http://hpkolekcja.blogspot.com/2000/07/malfoyowie.html

    Pozdrawiam Apollo.
    Ps: jak idą prace nad nowym rozdziałem tasiemcem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie korzystam z pottemore i nie traktuję nowinek z tamtąd jako kanonicznych, a nawet uważam część z nich jako stojących w jawnej sprzeczności z informacjami zawartymi w książce. Wszystkie moje wnioski zostają oparte tylko na siedmioksiągu, bo mamy teraz absurdalną sytuację, w której powstał kanon "poksiążkowy", co moim zdaniem jest absurdalne. Nie mam nic przeciwko zaczerpywaniu pomysłów z różnych źródeł, ale nie jest to obligatoryjne, a przynajmniej ja nie mam zamiaru iść tą drogą ;)

      Prace trwają. Nic więcej nie zdradzę :P

      Pozdrawiam!
      Phoe

      Usuń
  14. Kochana!
    Uwielbiam tego ficka!
    Kiedy następny rozdział?!
    Pozdrowionka,Fanka ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy rozdział-tasiemiec? :) czekam z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaglądam, czekam z utęsknieniem, a nowego rozdziału jak nie ma tak nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma, ale będzie ;)

      Ostatecznie był konieczny podział rozdziału, bo zwyczajnie tekst urósł do dwóch, i nawet pierwszą część mam już zbetowaną, ale... postanowiłam odłożyć aktualizację z prostego względu: nie mam dobrze dopracowanych szczegółów i spodziewam się wprowadzić poprawki, by usunąć dziury logiczne wielkości Kanionu Kolorado. Obecnie sukcesywnie pracuję nad drugą częścią (jestem w połowie), która pojawi się jako rozdział dwudziesty pierwszy. Wprowadzam tam informacje, których jeszcze nie mam dokładnie obmyślanych, a jednocześnie łączą się z tym, co jest w rozdziale dwudziestym. Jednocześnie zaczęłam tworzyć nowe notatki do rozdziału dwudziestego drugiego i jakoś próbuję łączyć to z tym, co już mam napisane. Harry trafia do Hogwartu, więc muszę podjąć decyzję, w którą stronę to dalej pójdzie.

      Od ostatniej aktualizacji minęły niecałe dwa miesiące, więc... mieszczę się w moim dopuszczalnym standardzie ;) Pewnikiem jest, że w tym miesiącu zapnę wszystko na ostatni guzik, a ponieważ doszła mi nowa beta, która jest szybka jak strzała, nie muszę brać czasowych poprawek na betowanie jak poprzednio. To tyle z nowych informacji.

      Pozdrawiam,
      Phoe

      Usuń
  17. Bardzo mi się podoba to co piszesz! Momentami nie mogłam się oderwać od laptopa lub telefonu, żeby przestać czytać.
    Achhh, chciałabym kolejny rozdział.
    Piszesz jeszcze jakieś inne opowiadanie? Lub mogłabyś coś polecić z severitus lub snape mentor (jak dotąd czytałam "Rok jak żaden inny")? Jestem trochę nowa w czytaniu opowiadań o HP i nie za bardzo orientuję się na forach.
    Pozdrawiam i duuuużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie linki do opowiadań i tłumaczeń znajdują się na stronie "autor". Tam też w "o mnie" podaję tytuły ulubionych tekstów, ale głównie czytam po angielsku. Jeszcze na moim chomiku phoe1 znajdziesz różne rodzaje opowiadań z Severusem i Harrym.

      Pozdrawiam,
      Phoe

      Usuń
  18. jak tam prace?
    Od niedawna czytam to opowiadanie.Nie odeszłam od laptopa do czasu aż przeczytałam wszystko :D
    Bardzo w twoim opowiadaniu podoba mi się,że nie wiążesz od razu Seva i Harry'ego jaką specjalną więzią.Według mnie na to potrzeba czasu.Wydaje mi się,że to by mbie drażniło.Błędów prawie nie ma,piszesz świetnie,i czekam na nowy rozdział.Cieszy mnie zawieszenie broni ;D
    Czekam z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
  19. Zostałaś nominowana do Lisbster Blog Award!
    Więcej informacji na moim blogu: http://harry-potter-chlopiec-ktory-przezyl.blogspot.com/

    Pozdrawiam, Alexx ;3

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiem Phoe jak ty to robisz... oczarowujesz słowem i treściom. Nawet mniej emocjonalne momenty potrafisz ubrać w przepiękny płaszczyk słów co sprawia, że człowiek wciąga się nie tylko w historię bohaterów ale i uzależnia się od formy. Śledzę twojego bloga niemalże od początku i na każdy rozdział czekam z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ponieważ oczekiwanie na kolejny rozdział się dłuży, wrócę na chwilę do rozmowy i spytam, jaką to sprzeczność z kanonem wygenerowały wieści z "Pottermore" odnośnie tego, co cytowałem. Jakkolwiek ewentualny brak niespójności do niczego nie zobowiązuje, chętnie przeczytam Twoją interpretację.

    Pozdrawiam Apollo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malfoyowie szczycili się czystością krwi — tak mówił kanon. Tutaj okazuje się, że jednak mieli też mugoli w rodzinie. Okej, tak też można, bo mogli udawać, ale są to dopowiedzenia pokanonowe; coś na wzór osobistego fanfika Rowling. Ja trzymam się głównie siedmioksiągu, a i tak nie zawsze, bo odrzucam, co mi nie pasuje ;)

      Usuń
  22. Hej,
    naprawiły się w pewnym stopniu relacje między Harrym, a Severusem, choć muszą uważać...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Rss Mail Blogger Wykop Facebook Twitter More