Rozdział 20. Niespodziewane spotkanie

Tak to już by­wa, że kiedy człowiek ucieka przed swoim strachem,
może się prze­konać, że zdąża je­dynie skrótem na je­go spotkanie.

— J.R.R. Tolkien


Z biegiem czasu Harry Potter, chłopiec o kruczoczarnych włosach, drobnej twarzy i jasnozielonych oczach, zmienił się w kogoś zupełnie innego — kogoś, kim powinien być od samego początku. Pod koniec czwartego tygodnia Severus przestał rozpoznawać w nim Jamesa.

Choć wydawałoby się to niemożliwe, krótkie włosy nabrały intensywniejszej barwy, migocząc w świetle dnia jak czysty węgiel. Wreszcie miękko układały się na głowie, ale Harry — nauczony przez lata, że wszelkie próby poskromienia bałaganu są bezskuteczne — darował sobie używanie grzebienia. Nadal więc miał na głowie nieporządek, lecz można było to nazwać artystycznym nieładem zamiast byciem porażonym piorunem.

Po Lily odziedziczył nos — drobny i idealnie prosty — oraz oczy. Jednak nawet one nabrały innego wyrazu. W oprawie gęstych rzęs kontrastowały na tle jasnej buzi, przypominając dwa starannie oszlifowane szmaragdy. Po Severusie natomiast otrzymał smukłe dłonie oraz rysy twarzy. Mimo że wciąż pozostała w nich pewna delikatność świadcząca o młodym wieku, linia szczęki wyostrzyła się, policzki uwydatniły, a usta zwęziły, co zwiastowało zmiany w późniejszym życiu, kiedy Harry stanie się mężczyzną.

Mimo że urósł tylko dwa cale [1] — co było rozczarowujące, bo nawet z dodatkowym wzrostem pozostawał niższy od rówieśników — chorobliwa kościstość złagodniała, nadając sylwetce wrażenie wytrzymałości. Wreszcie przestał przywodzić na myśl patyczki połączone sznurkiem i Severus nie obawiał się, że lada moment się rozsypie. Przypuszczał jednak, że dzięki eliksirowi witalizującemu, który zaczął ostatnio dodawać do soku Harry'ego, w ciągu najbliższych tygodni parę rzeczy zdąży się jeszcze zmienić.

Ostatecznie Harry tylko zyskał. Stał się przystojnym młodzieńcem, dużo przystojniejszym niż był James i nieporównywalnie przystojniejszym niż Severus, który sporo cech odziedziczył po Tobiaszu, takich jak ziemista cera, zakrzywiony nos i cienkie włosy z okropną tendencją do przetłuszczania. Czasami, gdy obserwował chłopca podczas wspólnych posiłków, kąciki jego ust unosiły się w perfidnym uśmiechu na myśl, że James Potter musi przewracać się w grobie. Niekiedy jednak wciąż abstrakcyjna idea bycia ojcem nabierała realności i w takich momentach zadziwiało go, jak to możliwe, że miał udział w stworzeniu czegoś tak… niezwykłego. Harry nie był zaledwie kopią jego i Lily, ale wyjątkową mozaiką cech Snape'ów, Prince'ów i Evansów, zagarnąwszy dla siebie wszystko, co najlepsze.

Harry zmarszczył brwi i nos. Po tylu dniach spędzonych razem Severus wiedział, że myśli nad problemem, z którym nie może sobie poradzić.

W końcu chłopiec skrzywił się i przeczesał dłonią przez bujną czuprynę, która wyglądała, jakby była kropka w kropkę ściągnięta z Howarda Prince'a. Następnie skreślił jedno ze zdań, zwinął pergamin w rulonik i przesunął w kierunku Severusa. Mężczyzna przeskanował list wzrokiem, nadal nie wiedząc, co sprawiało chłopcu taki problem. Po upewnieniu się, że zawartość nie zdradza niczego niepożądanego, rozkazał Milly zanieść pergamin do dyrektora, by ten przekazał go dalej podczas następnej wizyty w Kwaterze Głównej Zakonu.

— Zanim wyjdziemy, zaaplikuj maść. — Postawił na blacie słoiczek. — Cała maskarada straci sens, jeśli twoje czoło oznajmi światu, kim naprawdę jesteś.

Harry spojrzał na niego ze zdziwieniem i potarł palcami bliznę w kształcie błyskawicy.

— To ją da się usunąć?

— Nie, ponieważ powstała w wyniku czarnej magii, ale można sprawić, że będzie niewidoczna. Efekt utrzymuje się maksymalnie czterdzieści osiem godzin i opiera się niemal wszystkim czarom ujawniającym. Radziłbym jednak aplikować maść codziennie o stałej porze, bo traci potencjał w zależności od czynników atmosferycznych. Woda osłabia jej działanie, tak jak nadmierne gorąco lub zimno.

Harry wziął słoiczek do ręki. Zarówno szklane opakowanie, jak i biała zawartość wyglądały zwyczajnie i przypominały zwykły krem do rąk. Odkręcił wieczko i powąchał. Nozdrza wypełniła przyjemna woń koniczyny. Nabrawszy odrobinę, rozsmarował w miejscu, gdzie znajdowała się blizna. Po chwili pod opuszkami palców poczuł niemal gładką skórę. Tylko jeśli bardzo się postarał, wyczuwał, że blizna wciąż tam jest.

— Łał.

Zadowolony z pozbycia się blizny, nawet jeśli tymczasowo, wstał od stołu i nerwowo wygładził letnią szatę. Dziś szli do Londynu, by kupić różdżkę i załatwić formalności w ministerstwie.

— Gotowy? — zapytał Snape, gdy stanęli w gabinecie przed kominkiem.

Harry spojrzał w dół na nowe, wypolerowane buty. Po chwili wahania przytaknął. Perspektywa podróży na ulicę Pokątną nie przedstawiała się tak zachęcająco jak jeszcze dwa dni temu. Racjonalna część umysłu mówiła mu, że prawdopodobnie niepotrzebnie się martwi, ale wątpliwości i tak pozostały. Co jeśli ktoś go rozpozna? Albo wpadnie na przyjaciół i przez przypadek powie coś, czego nie powinien?

— Wszystko będzie dobrze — zapewnił Snape. — Nawet jeśli twoi przyjaciele odniosą wrażenie, że rozmawiacie ze sobą nie pierwszy raz, stwierdzą po prostu, że jesteście pokrewnymi duszami. Czasem tak się zdarza, że poznajemy kogoś nowego, a wydaje się nam, jakbyśmy się znali całe życie. Musisz jedynie pilnować gestów i tego, co mówisz.

Harry westchnął ciężko. Opanowywanie pewnych przyzwyczajeń sprawiało mu zdecydowaną trudność. Przez kilka ostatnich dni Snape wciąż go upominał. Nawet jeśli część dawnego zachowania znikła wraz z nowym wyglądem (zauważył na przykład, że w nowym ciele dużo naturalniej się siedzi lub stoi w pewien określony sposób), to jednak nic nie mógł poradzić na przygryzanie wargi, mierzwienie włosów czy wzruszanie jednym ramieniem. Jasną stroną tej sytuacji było to, że problem stanowiłoby dopiero zachowanie wszystkich dawnych przyzwyczajeń. Tych kilku prawdopodobnie i tak nikt nie zauważy. No może oprócz Hermiony, dodał ponuro w myślach.

Tymczasem zaskoczyło go, że pomimo tylu zmian czuł się dobrze we własnej skórze, nawet jeśli wciąż nie mógł się przyzwyczaić do oglądania w lustrze nieznajomej twarzy i słuchania głosu, który nabrał większej głębi i nieco innej barwy. Koniec końców Harry zrozumiał, dlaczego proces przemiany trwał tak długo. Gdyby nastąpiło to w ciągu jednego dnia, przeżyłby prawdziwą traumę. Samo wyobrażenie sobie tego wywoływało ciarki.

Snape wskazał na miseczkę stojącą na gzymsie i Harry, rad nierad, chwycił garść proszku Fiuu. Następnie wrzucił go do ognia i wkroczył w płomienie.

— Dziurawy Kocioł! — zawołał.

Świat zawirował w karuzeli barw i świście powietrza, kiedy pędził z zawrotną prędkością przez kolejne kominki. Zrobiło się mu niedobrze, więc zamknął oczy i dla pewności bardziej przycisnął łokcie do boków. Kiedy wreszcie kominek go wypluł, niemal rozpłaszczył się na podłodze. Na szczęście ktoś w porę chwycił go za ramię.

— Wszystko w porządku?

Harry uniósł głowę i spojrzał w prostoduszną twarz barmana.

— Um… t-tak? — wyjąkał, sprawdzając, czy na pewno wszystko znajduje się na swoim miejscu.

Kominek rozbłysnął zielenią i z paleniska wystąpił Snape. Po zobaczeniu barmana skinął głową na powitanie.

— Dzień dobry, Tom. Alan, wszystko w porządku?

Łysy barman uniósł obie brwi w zdziwieniu i przyszpilił chłopca spojrzeniem, sprawiając, że Harry przestąpił nerwowo z nogi na nogę.

— Moje nieba, czyżby…?

Kącik ust Snape'a uniósł się lekko.

— W rzeczy samej — odparł spokojnie. — Alan, to jest Tom, właściciel Dziurawego Kotła. Tom, to Alan, mój syn.

Dźwięcząca w głosie duma sprawiła, że przez sekundę Harry gapił się na Snape'a z rozdziawioną buzią. Szybko jednak skarcił się za głupotę. Snape nie byłby szpiegiem, gdyby nie potrafił grać.

— Miło mi pana poznać — powitał Harry grzecznie.

— Mnie również, chłopcze. — Następnie barman zwrócił się do Snape'a. — Nie wiedziałem, że masz syna.

— To samo mógłbym powiedzieć o sobie… — mruknął Snape z ponurym sarkazmem, ale głośno dodał: — Wybacz, ale się spieszymy. Prawdopodobnie w pierwszym tygodniu września skuszę się na kieliszek whisky. Przy tak dużym zaopatrzeniu szkoły zawsze są jakieś pomyłki i potem trzeba korygować zamówienie u Sluga i Jiggersa.

Barman klasnął w ręce i wyszczerzył zęby, powracając za kontuar.

— Ależ oczywiście. Do widzenia, profesorze Snape.

Wyszli na podwórze. Snape stuknął różdżką w odpowiednią cegłę. Przejście otworzyło się, ukazując jak zwykle gwarną i pełną niesamowitości ulicę Pokątną. Harry wykręcał szyję, chcąc zobaczyć wszystko naraz. Choć znał to miejsce bardzo dobrze, liczne stragany i magiczne szyldy przykuwały uwagę. Tym razem jednak coś tu zdecydowanie nie pasowało. Czarodzieje zmierzali w pośpiechu od sklepu do sklepu, wodząc oczami lękliwie, jakby w obawie, że nagle ktoś zaatakuje ich zza pleców.

Zauważywszy zmarszczone czoło Harry'ego, Snape wskazał na najbliższą witrynę, gdzie wisiał plakat z ruchomą podobizną jednego ze zbiegłych śmierciożerców.

— Po ataku na ministerstwo i wtargnięciu do Azkabanu ludzie przestali czuć się bezpiecznie. Czarny Pan powrócił, a słudzy są u jego boku. To wystarczający powód do strachu.

Wkrótce natrafili na aptekarnię i mężczyzna dał znak, że na chwilę się w niej zatrzymają. Dzwonek przy drzwiach zabrzęczał, gdy przekroczyli próg. Harry wstrzymał oddech, kiedy w jego nozdrza wdarł się ostry zapach ziół i składników do eliksirów. Na półkach rozpościerały się szczurze łapki, wątroby jaszczurek, żabie oczy, różnokolorowe pazury, wysuszone skóry węży oraz wiele innych. Wiedziony makabryczną ciekawością zajrzał do beczułki, w której pływało coś różowego i oślizgłego. Kiedy rozpoznał mózgi, natychmiast zadrżał i odwrócił wzrok.

Ponieważ Snape stał przy kontuarze, zajęty negocjowaniem cen smoczej krwi i łusek szyszkowców olbrzymich [2], z nudów Harry okrążył sklep. Większość ingrediencji była absolutnie odrażająca, ale od czasu do czasu znajdował coś na tyle interesującego, że nie potrafił powstrzymać się od dziabnięcia weń palcem. Właśnie przyglądał się czemuś, co podejrzanie przypominało skórę bazyliszka, gdy usłyszał swoje nowe imię. Widząc, że Snape dobił targu, posłusznie podążył za nim na zalaną słońcem ulicę.

To było bardzo dziwne doświadczenie — zwyczajnie iść ulicą ze świadomością, że nie muszą obawiać się ataku. Rola Snape'a gwarantowała im bezpieczeństwo, ale mimo to Harry wolał wrócić do domu bez żadnych niespodzianek. Nie wiedział, jak zareagowałby, gdyby nagle na ulicy Pokątnej aportował się Voldemort wraz ze śmierciożercami.

Myśli te natychmiast uleciały z głowy Harry'ego, gdy dostrzegł sklep z markowym sprzętem do quidditcha. Zwolnił wiedziony jakąś nienazwaną siłą. Nawet nie zauważył, kiedy stanął przed wystawą, łowiąc każdy detal Błyskawicy — od wypolerowanej rączki po idealnie proste witki. Wciąż była najlepszą miotłą świata.

Nagle poczuł na ramieniu dłoń Snape'a.

— Przepraszam, ja tylko… — pospieszył z wyjaśnieniem.

— Nic nie szkodzi. — Snape pochylił się nad jego ramieniem, jakby chcąc zobaczyć Błyskawicę z bliska, i dodał cicho: — Twoja ostatnia miotła została zniszczona podczas ucieczki, prawda? — Harry zrozumiał, że mężczyzna udawał zainteresowanie, żeby uniknąć podsłuchania przez przechodniów. — Kupienie nowej miotły nie byłoby problemem, jednak nie będziesz mógł w tym roku grać.

Harry spojrzał na Snape'a osłupiały. Wpierw nie wierzył, że mężczyzna rozważał kupienie nowej miotły, a potem dotarła do niego dalsza część zdania.

— A-ale dlaczego? — wykrztusił.

Tylko w powietrzu czuł się prawdziwie wolny. Nie wyobrażał sobie teraz jedynie obserwować, jak grają inni.

— Ponieważ nie posiadasz pełnej sprawności i byłoby to niebezpieczne. Wciąż przyłapuję cię na tym, jak się potykasz albo jak coś wypada ci z rąk.

— Ale na pewno jest jakiś sposób! — zaprotestował żarliwie. — Jakiś czar, który przykleiłby mnie do miotły albo uniemożliwił upadek.

— Po co są tłuczki? — zapytał nagle Snape.

Przez moment Harry'emu zabrakło słów. Dlaczego Snape zadaje tak oczywiste pytanie?

— Żeby zrzucić graczy z miotły i tym samym utrudnić zdobycie kafla albo znicza.

— Dokładnie. Zatem każdy czar to uniemożliwiający jest sprzeczny z regulaminem. Ponadto przyklejenie, jak to nazwałeś, nie rozwiązuje problemu kontroli nad miotłą. Równie dobrze możesz wpaść na innego ucznia albo rozbić się o ziemię razem z miotłą.

Harry wbił wzrok w wystawę, starając się zapanować nad okropnym uczuciem, które wezbrało w gardle. Los rzeczywiście był podły. Z kilku drobnych radości, jakie mu pozostały, i to musiał odebrać. Nawet gdyby Snape nie kupił mu miotły — co zresztą Harry zakładał od samego początku — zawsze pozostawało pożyczenie jednej ze szkolnych. Teraz natomiast okazało się, że w ogóle nie będzie mógł latać — ani na swojej, ani na pożyczonej.

Dalszą drogę spędzili w milczeniu, mijając kolejne sklepy i stragany. Całe wyposażenie, wymagane do rozpoczęcia nowego roku szkolnego, zostało zamówione przez sowią pocztę, więc Harry'emu brakowało wyłącznie różdżki. Nie musiał nawet odwiedzać Madame Malkin, bo dzień wcześniej ponownie przybył krawiec, tym razem w celu dopasowania szkolnych szat i uzupełnienia zimowej garderoby. O dziwo, pan Whitby zachowywał się, jakby nigdy wcześniej nie spotkał sławnego Harry'ego Pottera. Jedynym wyjaśnieniem tej ewidentnej luki w pamięci, jakie przychodziło Harry'emu do głowy, było to, że Snape ma coś z nią wspólnego.

Po krótkim przystanku w Magicznej Menażerii i kupieniu przysmaku dla Hedwigi stanęli przed maleńkim sklepem Ollivandera. Wyglądał dokładnie tak jak cztery lata temu. Złuszczone, złote litery zdobiły szyld nad drzwiami, a wewnątrz było zupełnie pusto, jeśli nie liczyć krzesła z wysokim oparciem i pudełek piętrzących się od podłogi do sufitu.

— Dzień dobry — powitał ich znajomy głos. Srebrzyste oczy spojrzały przenikliwie na Harry'ego, by po kilku sekundach przenieść się na Snape'a. — W czym mogę pomóc?

— Tego roku Alan dołączy do Hogwartu i potrzebuje nowej różdżki. Wcześniejsza została złamana podczas upadku z miotły.

— Mają ją państwo przy sobie? — zapytał Ollivander, a jego oczy spoczęły ponownie na Harrym, jakby oczekując, że za moment ową różdżkę pokaże.

Kiedy Snape sięgnął za pazuchę z wyraźnym zamiarem, serce Harry'ego podskoczyło do gardła. Snape nie może posiadać jego zniszczonej różdżki, prawda? A nawet jeśli jakimś cudem ją znalazł, oznaczałoby to, że Ollivander natychmiast rozpozna, do kogo należy!

Jednak wyciągnięta przez niego różdżka nie miała jedenastu cali i nie była wykonana z ostrokrzewu.

— Hm… — mruknął Ollivander, ostrożnie ujmując dwa końce połączone wyłącznie cienkim włókienkiem. — Z przykrością muszę stwierdzić, że ma pan rację, profesorze Snape. Pański syn będzie potrzebował nowej różdżki. Rdzeń jest uszkodzony, a tego nie da się naprawić. — Zbliżył różdżkę do twarzy i przesunął długim palcem po rączce. — Tak, dzieło Gregorowicza. Dziesięć cali, jesion, włos z grzywy sfinksa.

Następnie wszystko potoczyło się jak podczas pierwszej wizyty. Ollivander zapytał, która ręka ma moc, taśma pobrała pomiary, a potem podawał różdżki do wypróbowania. Niestety i tym razem Harry próbował i próbował, ale żadna nie była odpowiednia — albo reagowała awersją, albo nie działała, albo też czarodziej zabierał ją, mrucząc „nie, nie…”, zanim Harry zdążył machnąć. Po godzinie, kiedy wokół nich urosły stosy wypróbowanych różdżek, pan Ollivander był w rozterce, a Harry czuł ogromne rozczarowanie.

— Przyznam, że już kilka razy miałem podobną sytuację, ale ostatecznie zawsze udawało się znaleźć odpowiednią różdżkę. Tym razem obawiam się jednak, że nie posiadam takiej, która byłaby chętna wybrać pana Alana.

Czarodziej wydawał się bardzo zaniepokojony tym faktem.

— Czy można wykonać różdżkę na zamówienie? — zapytał Snape. — Może to będzie właściwe wyjście?

— Jak najbardziej. Niemniej problem może tkwić w wyborze rdzenia. Używamy tylko rogów jednorożca, piór feniksa i smoczych serc… — Nagle oczy Ollivandera rozszerzyły się do komicznych rozmiarów. Z nowym wigorem ruszył do wystawy, gdzie na wyblakłej poduszce leżała samotna różdżka [3]. Harry usłyszał, jak czarodziej mruczy do siebie: — Czemu wcześniej o tym nie pomyślałem…

Ollivander podniósł różdżkę ostrożnie. Przypominała kość słoniową, a na jej rączce widniały dziwne znaki.

— Liczy niemal dwa i pół tysiąca lat i jest jedną z pierwszych różdżek, jaką wykonali Ollivanderowie. Przez tak długi czas nie znajdywała właściciela, że w końcu stała się jedynie eksponatem. Założyciel sklepu, Marcus Ollivander, tworzył wtedy z przeróżnych magicznych stworzeń. Gryfów, wiwern, a nawet bazyliszków. Ta posiada rdzeń z pióra pegaza, ma dokładnie dwanaście cali i jest wykonana z osiki. Pegazy to potężne stworzenia, ale również niezwykle szlachetne — są szybkie i wytrzymałe, a jednocześnie przyjacielskie i łagodne. Potrafią uzdrowić śmiertelnie chorego człowieka, jeśli zasłuży sobie na ich miłość. Jednak rzadko darzą zaufaniem i oddają swoje serce. Może dlatego różdżka nie znalazła właściciela. Jeśli będzie komuś służyć, to tylko jednemu czarodziejowi. W obcych rękach stanie się zaledwie kawałkiem drewna. Wątpię nawet, czy w razie przegranej w pojedynku rozpozna innego właściciela niż tego, którego wybrała na samym początku.

— A te znaki? — zapytał Harry.

Nigdy wcześniej nie widział różdżki wykonanej w ten sposób, na dodatek tak pięknie.

— Celtyckie symbole. — Czarodziej obrócił powoli różdżkę. — Zobacz, jest ich pięć, co nie jest bez znaczenia. O ile czwórka przedstawia cztery elementy wszechświata, jak chociażby cztery żywioły czy cztery pory roku, o tyle piąty element je jednoczy. Razem są źródłem mocy, która może zostać wykorzystana przez ludzki umysł. — Długi palec wskazał pierwszy symbol, a przynajmniej tak się Harry'emu wydawało, bo ciężko było powiedzieć, gdzie znaki się zaczynały, a gdzie kończyły. — Pierwsza to quaternara, plecionka tarczy. Symbolizuje ochronę, ale ponieważ ma otwarte ścieżki, oznacza również podróż. Celtyccy wojownicy dekorowali nią własne tarcze. Druga to plecionka wieczności i symbolizuje zwycięstwo życia nad śmiercią. Trzecia to triquetra, inaczej trzy jedności. Przedstawia nierozerwalną więź. Łączy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a także kreację, trwanie i destrukcję. Czwarta nazywa się triskelion. Jej wygląd opiera się na koncepcji ruchu, bo symbolizuje działanie i rozwój. Ostatnia natomiast znana jest jako drzewo życia lub węzeł dara, ponieważ „doire” w języku irlandzkim znaczy „dębowe drzewo”. Miała szczególne znaczenie w czasach największej próby, kiedy trzeba było wykazać się wewnętrzną siłą, odwagą i męstwem. — Ollivander uniósł wzrok znad różdżki. — Podsumowując, razem stają się potężnym magicznym talizmanem [4].

Nawet Snape sprawiał wrażenie zaintrygowanego. Pochylił się nisko, studiując z bliska białą różdżkę.

— W połączeniu z drewnem, rdzeniem i symbolami śmiem twierdzić, że to jedna z najpotężniejszych różdżek, jakie kiedykolwiek zostały wyprodukowane przez Ollivanderów. Niestety nikt nie wydawał się jej wystarczająco godny.

Harry westchnął ze zrezygnowaniem. Skoro różdżka nie znalazła wcześniej wystarczająco godnego czarodzieja, nie było szans, żeby wybrała akurat jego. Może polubiłaby Merlina albo Dumbledore'a — kogoś mądrego, szlachetnego, odważnego i potężnego — ale z pewnością nie Harry'ego.

Jednak Ollivander wyciągnął ku niemu różdżkę i Harry nie miał innego wyboru, jak ją chwycić.

Gdy tylko czubki palców dotknęły białego drewna, poczuł przyjemne ciepło, a przez ciało przemknęła nieopisana radość. Roześmiał się, gdy z końca różdżki wytrysnęły złote i srebrne iskry, oświetlając cały sklep. Czuł się tak, jakby odzyskał utraconego przyjaciela albo znalazł coś niezwykle cennego — cenniejszego od skarbów skrytych w podziemiach Gringotta, a już na pewno cenniejszego niż wszystkie miotły świata.

Kiedy spojrzał na Ollivandera, w oczach czarodzieja błyszczały łzy wzruszenia.

— Cudownie, cudownie! Ten dzień przejdzie w mojej rodzinie do historii. Dwa i pół tysiąca lat! Nie sądziłem, że dożyję tej chwili. Naprawdę nie sądziłem. Nie do wiary. No, no, no, panie Snape, z pewnością można spodziewać się po panu wielkich rzeczy! Być może nawet zmieni pan bieg historii.

Dreszcz przebiegł po plecach Harry'ego. Ollivander nie był daleki od prawdy. Jeśli jakimś cudem uda mu się kiedyś pokonać Voldemorta, zdecydowanie będzie to można nazwać zmianą biegu historii.

Snape zapłacił Ollivanderowi pięćdziesiąt galeonów, o dziesięć więcej niż ten zażądał, twierdząc, że taka różdżka wymaga swojej ceny. Zaaferowany czarodziej odprowadził ich do drzwi, kłaniając się w pas na pożegnanie.

Harry ostrożnie schował nowy nabytek do kieszeni szaty i westchnął szczęśliwie. Miał nową różdżkę i do tego nie byle jaką.

Snape spojrzał na niego i kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu.

— Muszę stwierdzić, że to było niezwykłe.

Harry przytaknął w pełnej zgodzie.

— Do tej pory nie wierzę, że ta różdżka wybrała właśnie mnie. Byłem pewny, że wyjdę ze sklepu z pustymi rękami.

— Według mojej wiedzy różdżki wykonane z osiki posiadają wybitny potencjał magiczny i są idealne zarówno do walki ofensywnej, jak i defensywnej. Przykładowo w osiemnastowiecznych klubach pojedynków stosowano różdżki wykonane wyłącznie z osiki. Nie dość, że estetycznie wyglądają, to jeszcze w razie ataku przez wampira mogą posłużyć jako kołek do przebicia serca. Mimo że jestem przeciwny używaniu różdżek w tak niegodny sposób, z pewnością nie zawahałbym się dźgnąć nią wampira w akcie desperacji. Jestem przekonany, że będzie ci dobrze służyć.

Harry wlepił rozszerzone oczy w Snape'a. Nigdy nie wpadłby na to, by użyć różdżki w taki sposób, choć po zastanowieniu miało to sens. W trzeciej klasie przerabiali wampiry, więc doskonale zdawał sobie sprawę, że potrafią być one równie niebezpieczne co wilkołaki podczas pełni. Ponieważ czarodzieje polegali na różdżce, Remus nauczył ich zaklęć pozwalających utrzymać głodnego wampira na dystans, ale Harry wiedział, że teoria nie zawsze sprawdza się w praktyce. Wtedy rzeczywiście posiadanie pod ręką osinowego kołka może uratować życie. Problem jednak w tym, że żaden normalny czarodziej nie nosił go w torebce, tak na wszelki wypadek.

Był tak zaabsorbowany własnymi myślami, że nie zwracał uwagi na to, co się wokół niego dzieje. Powietrze zostało wydarte z jego płuc, kiedy z impetem zderzył się z czymś miękkim, a jednocześnie nieustępliwym. W porę Snape złapał go za ramię, ratując przed zwaleniem z nóg. Zdezorientowany Harry wydukał krótkie „dzięki”. Przed nim, wśród rozrzuconych na bruku książek, zobaczył burzę brązowych loków, która mogła należeć tylko do jednej osoby.

Hermiona.

Harry stał jak spetryfikowany, gdy przyjaciółka wrzucała do torby kolejne książki. Snape ścisnął jego ramię ostrzegawczo.

— Panno Granger, proszę na przyszłość patrzeć przed siebie! — Głos Snape'a przeciął powietrze jak bat.

Hermiona podniosła torbę i z przerażeniem spojrzała na górującego przed nią nauczyciela.

— Bardzo przepraszam, panie profesorze. Naprawdę nie wiem, jak mogłam nie zauważyć… Słowo daję… Wszystko w porządku? — zwróciła się do Harry'ego, który wciąż będąc oszołomionym, jedynie kiwnął głową. Dziewczyna wyciągnęła dłoń. — Chyba się nie znamy. Nazywam się Hermiona Granger.

Harry uścisnął dłoń i wykrztusił:

— Alan. Alan Snape.

Brązowe oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu i z ust dziewczyny wydobyło się krótkie „och”. Spojrzała na Snape'a, a potem na Harry'ego, jakby próbując ich porównać.

— Nie wiedziałam… To znaczy nie przypuszczałam, że ma pan… no właśnie...

Zakłopotana Hermiona, która nie wie, co powiedzieć, była tak rzadkim zjawiskiem, że Harry od razu się uśmiechnął.

— Nie sprawia takiego wrażenia, prawda? — zażartował, dostając od Snape'a kolejne ostrzeżenie, na co miał ochotę wywrócić oczami.

Hermiona zarumieniła się jeszcze bardziej, ale widząc pochmurną minę mężczyzny, szybko zmieniła temat.

— Nie pamiętam cię z Hogwartu. Uczęszczasz do którejś z zagranicznych szkół?

Harry od razu poznał, że przyjaciółka umiera z ciekawości, aby zapytać „dlaczego nie do Hogwartu?”. Wszak Snape był tam profesorem, a sam Hogwart miał sławę na cały świat. Jednak dobre maniery i obawa przed gniewem Snape'a powściągnęły jej pragnienie zdobycia wiedzy.

— Pobierałem prywatną edukację. Ale w tym roku idę do Hogwartu. Długa historia.

— Na pewno ci się u nas spodoba. Sama nie mogę się już doczekać pierwszego września! — Nagle dojrzała coś w oddali. Na szczęście byli to tylko państwo Granger. Harry nie wiedział, jak poradziłby sobie, gdyby zjawili się jeszcze Ron i reszta Weasleyów. Owszem, tęsknił za nimi, ale kompletnie nie wiedział, jak odnaleźć się w roli Alana Snape'a. — No to do zobaczenia w pociągu. Do widzenia, profesorze.

Harry pomachał jej na pożegnanie.

Snape nie odpowiedział, choć nie spuszczał z Hermiony wzroku, dopóki nie zniknęła w tłumie.

— Mogłeś jej odpowiedzieć — burknął Harry, zły na tak niegrzeczne potraktowanie przyjaciółki.

Snape prychnął.

— Nigdy nie lubiłem panny Wiem-To-Wszystko. Straszna z niej mądrala, która jedynie pragnie być w centrum uwagi.

— Gdybyś naprawdę znał Hermionę, nie mówiłbyś tak.

Na te słowa Snape jedynie mruknął niezobowiązująco.

Wkrótce zostawili za sobą Pokątną. Przez dłuższy czas szli ulicami mugolskiej części Londynu, aż trafili na niezbyt zachęcająco wyglądającą alejkę, która znajdowała się wśród niskich, obdrapanych biurowców.

— Wskakuj — nakazał Snape, wskazując na czerwoną budkę telefoniczną. Brakowało w niej kilku szyb, a aparat telefoniczny wisiał krzywo, jakby ktoś usilnie próbował go oderwać.

Nieco zbity z tropu wszedł do środka. Snape wcisnął się obok i chwycił za słuchawkę. Następnie wykręcił numer sześć, dwa, cztery, cztery, dwa.

— M-A-G-I-A — skomentował Snape. — Hasło otwierające przejście do ministerstwa.

Z wnętrza aparatu rozległ się chłodny żeński głos:

— Witamy w Ministerstwie Magii. Proszę podać imię, nazwisko i sprawę [4].

Snape udzielił wymaganej informacji i szczelina, która zwykle zwraca monety, wypluła dwie srebrne plakietki. Przypięli je sobie do piersi.

— Szanowny interesancie, przypominamy o konieczności poddania się kontroli osobistej i okazania różdżki do rejestracji przy stanowisku ochrony, które mieści się w końcu atrium.

Podłoga budki telefonicznej zadygotała i zaczęli opadać. Chodnik przesuwał się w górę, aż zostali pochłonięci przez ciemność, ale niedługo potem u ich stóp pojawił się pasek złotego światła, który rozszerzał się, z wolna ukazując imponującej wielkości hol z wypolerowaną posadzką z ciemnego drewna.

— Ministerstwo Magii życzy państwu miłego dnia — oznajmił kobiecy głos.

Drzwi otworzyły się i Harry okręcał głowę, chcąc przyjrzeć się wszystkiemu naraz: sufitowi z lśniącymi, nieustannie zmieniającymi się symbolami; kominkom, z których co parę sekund ze świstem wynurzała się nowa postać; fontannie z posągami centaura, goblina i skrzata domowego wpatrujących się z zachwytem w dwóch czarodziejów, a także ubranemu w różnokolorowe szaty tłumowi, który zmierzał ku złotym wrotom w drugim końcu holu.

— Tędy — powiedział Snape, kierując się do biurka, nad którym wisiała tabliczka z napisem: OCHRONA.

Kiedy zostali zeskanowani prętem przypominającym antenę samochodową, a ich różdżki zmierzono na mosiężnej wadze o jednej szalce, przeszli do mniejszego holu, gdzie znajdowało się kilkanaście wind. Nie minęło wiele czasu, aż krata najbliższej z nich rozsunęła się i w milczeniu zjechali w dół ku Departamentowi Czarodziejskiej Rodziny mieszczącemu się na czwartym piętrze.

Na końcu korytarza przywitał ich Dumbledore, by zaprowadzić do sali pachnącej pergaminem, w której na każdej dostępnej powierzchni piętrzyły się szuflady. Dyrektor machnął różdżką i jedna z nich rozbłysła na złoto. Wyłowił właściwą teczkę, a następnie wskazał na dwa fotele stojące przy mahoniowym biurku.

— Severusie, wypełnij tutaj.

Harry zerknął na pergamin, który Dumbledore położył przed Snape'em. Był to długi formularz z mnóstwem rubryk, a wszystkie dotyczyły Harry'ego — jego poprzedniego oraz nowego imienia i nazwiska, daty urodzenia, danych dotyczących rodziców, informacji o żyjących i nieżyjących członkach rodziny, chrzestnych, a nawet opiekunach, którzy mieliby przejąć opiekę w razie nagłej śmierci rodzica.

Widząc, kogo Snape wymienił w ostatniej rubryce, Harry rozdziawił usta.

— Kiedy z nimi rozmawiałeś?

Snape utkwił w nim ciemne spojrzenie.

— Nie rozmawiałem, ale nie wybrałbym ich, gdybym nie był pewny, że przyjmą cię bez protestu. Wiem, że wiele dla ciebie znaczą, a także mam świadomość, że uczucia te są odwzajemnione. To jest moja wola — postukał palcem w rubrykę z imionami Molly i Artura — a nasze rodziny łączą więzy krwi, nawet jeśli odległe. Dodatkowo przeznaczyłem wystarczającą sumę pieniędzy na twoje utrzymanie, żeby aspekt finansowy nie stanowił problemu. Nikt nie będzie miał prawa zakwestionować mojego wyboru.

— Czy to naprawdę konieczne? — zapytał Harry. — To znaczy nie spodziewasz się umrzeć, prawda?

To było dziwne, ale myśl ta powodowała osobliwe uczucie w żołądku Harry'ego. Pomimo burzliwego miesiąca i braku sympatii do Snape'a uświadomił sobie, że jest już zmęczony zmianami. Weasleyowie z pewnością przyjęliby go z otwartymi ramionami, ale znowu musiałby dostosowywać się do nowej sytuacji. Z drugiej strony tęsknił za rodzinnym ciepłem, które zawsze czuł w towarzystwie Weasleyów, więc nie potrafił zrozumieć, czemu nagle perspektywa wyprowadzenia się z Prince Manor zaczęła napawać go obawą. A może zwyczajnie martwił się tym, co powie Ron na fakt, że jest synem Snape'a? Ron zawsze był w gorącej wodzie kąpany. No i jak zareagują Molly i Artur? Czy będą go inaczej traktować?

Snape wzruszył ramionami.

— Trwa wojna. Nigdy nie wiadomo, co się stanie.

Po tym nastąpiła cisza wypełniona skrobaniem pióra. W końcu mężczyzna złożył podpis i wskazał Harry'emu miejsce do zrobienia tego samego. W momencie, w którym atrament wsiąkł w pergamin po postawieniu ostatniej litery nowego nazwiska, teczka leżąca na biurku zadygotała. Pyknęło i obok pojawiła się druga, podpisana Alan Snape.

— To miało tak zrobić? — zapytał Harry niepewnie.

Dumbledore zaśmiał się.

— Spójrz sam — powiedział, przesuwając ku niemu teczkę.

W środku znajdowały się wszystkie dane na jego temat: karta chorobowa, oceny uzyskane pod koniec każdego roku edukacji (nawet ucząc się prywatnie, musiałby co roku być egzaminowany przez najbliższą szkołę), dane dotyczące rodziców, czy też miejsca obecnego zamieszkania (Spinner's End). Zauważył jednak, że kilku informacji brakowało. Nigdzie na przykład nie widział ani śladu nazwiska Potter, więc w rubryce, gdzie powinna widnieć Lily Potter jako jego mama, było jedynie puste miejsce. Mimo to nie wyglądało to podejrzanie, raczej jak przeoczenie, i tylko ktoś bardzo wnikliwy mógłby stwierdzić, że coś jest nie tak.

— Zwykle wszystkie nowe teczki lądują od razu tam — wytłumaczył Dumbledore, wskazując na piętrzące się szuflady — ale dzięki mojej małej sztuczce przekierowałem ją tutaj. Jakiś czas temu poradziłem Severusowi utajnić twoje akta, dzięki czemu — wskazał na teczkę z nazwiskiem Harry Potter — nikt nie będzie miał do nich dostępu. Ponieważ nazwisko Snape nie jest utajnione, w chwili zmiany nazwiska powstała nowa teczka. Innymi słowy zupełnie nowy obywatel.

Harry dał znak, że rozumie. Już wcześniej Snape wszystko mu wyjaśnił. Wiedział więc o możliwości utajnienia danych i dlaczego takie prawo wprowadzono, a także kto sprawuje pieczę nad utajnionymi aktami. Podczas ubiegłej wojny miało to uchronić czarodziejów posiadających wątpliwy status krwi przed prześladowaniami. Tylko urzędujący dyrektor Hogwartu i Naczelni Magowie Wizengamotu mieli do teczek dostęp, a nawet ich obowiązywała tajemnica.

Z ciekawości otworzył drugą teczkę i rzeczywiście — tutaj znajdowało się więcej informacji, w tym drzewo genealogiczne potwierdzające status krwi oraz adnotacja o zmianie imienia i nazwiska. Harry zdecydował się pozostać przy propozycji Snape'a, choć poprosił, żeby na drugie imię mieć Harold, co po zdrobnieniu będzie oznaczało tyle, co Harry. Ponieważ nazywał się tak dziadek Nobiliusa Snape'a, tradycja została zachowana.

Kiedy wszystkie formalności zostały spełnione, a teczki wylądowały w odpowiednich szufladach, pożegnali się z Dumbledore'em i ruszyli korytarzem, by powrócić do atrium i tam siecią Fiuu przedostać się do Prince Manor.

Za zakrętem jednakże czekała Harry'ego bardzo nieprzyjemna niespodzianka.

Zimne stalowe oczy spoczęły na nim, a wyniosłe rysy twarzy i platyna włosów wyłoniły się z półmroku pochodni niczym przywołane prosto z koszmarów.

Przed nim stał Lucjusz Malfoy.

_______________________
[1] 1 cal = 2,5 cm.
[2] Ta nietypowa nazwa nie jest wynikiem mojej wyobraźni. Te zwierzęta naprawdę istnieją. Są to jaszczurki z rodziny jaszczurek kolczastych. Sięgają czterdziestu centymetrów długości i żyją w południowej Afryce. Wyglądają dokładnie: tak.
[3] Na wystawie rzeczywiście znajdowała się różdżka, co zostało wspomniane w pierwszym tomie. Ja jedynie dopisałam do niej historię.
[4] Plecionki, o których mowa w opowiadaniu, zostały przedstawione poniżej.
[5] Na potrzeby tego rozdziału część informacji, w tym wypowiedzi aparatu, zaczerpnęłam z tomu „Harry Potter i Zakon Feniksa”.


37 komentarzy:

  1. Aaaahh droga Phoe :D Rozdział CUDOWNY ale ZDECYDOWANIE ZA KRÓTKI ! :(
    Rozdział świetny, bardzo ucieszyła mnie decyzja Harr'ego o przyjęciu imienia Alan :3 I Harold choć bardziej cieszyła mnie wiadomość, ze skrót od tego imienia to Harry ^^ Przez pewien czas zastanawiałam się gdzie podziała się snapowatość naszego Severusa, gdzie, na Merlina, podział się surowy, chłodny i stanowczy Czarodziej noszący nazwisko Snape ? aż do momentu spotkania panny Wiem-To-Wszystko :)
    Wtedy właśnie odetchnęłam z ulgą, bo oto moim oczom ukazał się Severus Snape w pełnej krasie I choć wypowiedział tylko jedno zdanie, to wystarczyło :) Jednakże w chwili kiedy Severus oznajmił, że nigdy nie lubił Granger i uważa ją za mądrale miałam ochotę, gdyby to było możliwe, wykrzyczeć mu w twarz jak cudowną, szlachetną, sprytną, ambitną, sprawiedliwą I odważną dziewczyną jest Hermiona Granger i to jak bardzo się myli oceniając ją tak powierzchownie ^^ :D No cóż jednak to nie było możliwe :/ Bardzo podoba mi sposób traktowania Harr'ego przez Severusa i odwrotnie ^^ reakcja Hermiony była bezbłędna :) Szczerze mówiąc sądziłam, że w rubryce opiekunów zastępczych w razie śmierci rodzica znajdą się imiona Lupina i Blacka co wydawało mi się co najmniej dziwne, bo przecież Snape nigdy nie powierzyłby swojego jedynego potomka swoim największym wrogom :) prawda ? Dość dużym aczkolwiek miłym zaskoczeniem było zobaczenie w rubryce imion państwa Weasley'ów, uważam, że to najlepszy wybór ^^ :D
    To przemili, porządni, zaradni i odpowiedzialni ludzie :) Wzruszyłam się trochę kiedy Harry wypowiedział te słowa : Czy to naprawdę konieczne ? To znaczy nie zamierzasz umrzeć, prawda ? :'( Było to przejawem obawy o życie swojego ojca, co oznacza, że Harry przyzwyczaił się już do tego, że ma żyjącego rodzica :) i może nawet go polubił, jego i swoje życie :) Rozdział podobał mi się w każdym calu, różdżka Harr'ego ^^ spotkanie z Hermioną, wizyta w Dziurawym Kotle, wizyta w Ministerstwie, rozmowa z Dumbledore'm jednym słowem WSZYSTKO ^^
    Szczerze mówiąc końcówka bardzo mnie zaskoczyła, jestem okropnie ciekawa jak rozwinie się akcja z Lucjuszem ^^ Tak naprawdę mam tylko dwie uwagi co do tego rozdziału BYŁ ZDECYDOWANIE ZA KRÓTKI i CZEKAŁO SIĘ NA NIEGO NAPRAWDĘ DŁUGO jednakże mimo wszystko uważam, że rozdział był PRZECUDOWNY i FANTASTYCZNY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    :D Życzę Ci duuuuuuużo weny, droga Phoe :D ^^ i z olbrzymią niecierpliwością czekam na więcej ^^ :D :3
    ~Marzycielka~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzycielko, jak zwykle dziękuję za piękny komentarz :) Tak, Snape wciąż jest Snape'em. Po prostu teraz poznajemy go od nieco innej strony, a na dodatek podczas zakupów odgrywał swoją rolę.

      Pozdrawiam ciepło,
      Phoe

      Usuń
  2. Och, wchodzę na bloga i oczom nie wierzę, nowy rozdział. Piątkowe popołudnie już jest udane. Siadam wygodnie, biorę filiżankę z herbatą do ręki i czytam...

    Hymmm, Alan Harold Snape, brzmi całkiem dobrze. Dostajesz ode mnie W za to imię. ;)
    A teraz fiuuu na Pokątną.
    Sytuacja w aptece - zabawna. Właściwie czemu nasz bohater nie zapytał:
    - Czy to jest skóra bazyliszka?
    Pasowałoby to do jego ciekawskiego usposobienia.
    (Tak na marginesie, czytałam już wiele opowiadań, gdzie pojawia się Severus orbitujący wokół Harry'ego w różnym charakterze i nigdzie nie był wykorzystywany bazyliszek jako rzadka ingrediencja. A przecież Snape mógłby poprosić o otwarcie Komnaty Tajemnic i wykorzystać ścierwo leżące tam i tracące swój potencjał. Potter też mu takiej możliwości nie proponuje. Tyle niewykorzystanych możliwości do wyboru.)
    Sklep ze sprzętem do quidditcha - tu łatwo się było domyśleć, że Alan nie będzie mógł latać, nie tylko z powodu efektów po cruciatusowych, ale przecież również i charakterystycznego sposobu prowadzenia miotły. Ludzie z drużyny gryfiaków by go poznali od razu, ale także każdy kto wcześniej widział go na miotle.
    Perełka tego opowiadania - wybór różdżki. Czytając ten fragment, cały czas miałam wrażenie, że Ollivander domyśli się, że Alan to Harry. Jak dla mnie, ten czarodziej zawsze wiedział więcej. I jeszcze to kłamstwo ukryte za prawdą, "Wcześniejsza [różdżka] została złamana podczas upadku z miotły.". Snape - szpieg idealny, zawsze, wszędzie i o każdej porze.
    Co jeszcze, pięknie zobrazowałaś powolnie kształtujące się uczucia Harry'ego do swojego ojca. Jakby nie patrzeć, jakimkolwiek Snape nie byłby ojcem, był ŻYJĄCYM ojcem. Nie dziwię się, że Alan chciał, by tak zostało i martwił się. Rozumiem też, że w obliczu tylu zmian, jeden stały punkt pozwala zachować mu zdrowie psychiczne. Nie jestem tylko pewna czy Severus zdaje sobie sprawę, że chłopak zdążył się już do niego przywiązać i próbuje nawiązać jakąś więź.
    Idąc dalej, rozumiem, że wyznaczeni opiekunowie (Artur i Molly) w razie śmierci ojca, to inni ludzie niż rodzice chrzestni. Kto zatem jest ojcem chrzestnym Alana? ;)
    No i wieńczące rozdział spotkanie Lucjusza Malfoy'a. Osobiście, po przeczytaniu tytułu rozdziału, obstawiałam Draco, ale Ty walnęłaś prosto z gruber rury i skonfrontowałaś biedaka z samą głową rodu. Domyślam się, że w przyszłym rozdziale czeka nas jakaś herbatka/obiad u Malfoy'ów, gdzie Harry przetestuje nową zdobytą wiedzę.

    Już nie mogę się po prostu doczekać kolejnej części. Nie trzymaj nas - czytelników - tak długo w oczekiwaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że w przyszłym rozdziale czeka nas jakaś herbatka/obiad u Malfoy'ów, gdzie Harry przetestuje nową zdobytą wiedzę.
      Dobrze się domyślasz :D Jesteś bardzo wnikliwa.

      Idąc dalej, rozumiem, że wyznaczeni opiekunowie (Artur i Molly) w razie śmierci ojca, to inni ludzie niż rodzice chrzestni. Kto zatem jest ojcem chrzestnym Alana?
      Syriusz. Ku nieszczęściu Snape'a :D Dlatego Snape wskazał Molly i Artura na opiekunów. Według niego Syriusz jest zupełnie odpowiedzialny i nie nadaje się do wychowywania świnki morskiej, a co dopiero nastolatka. Natomiast nie mam pojęcia, kto jest matką chrzestną. Rowling ani słówkiem o niej nie pisnęła.

      Pozdrawiam!
      Phoe

      Usuń
  3. Rozdział jak zwykle czytało się dobrze. Zachowujesz naturalne tempo i pewnie zanim dobrniemy do końca roku szkolnego będzie z pięćdziesiąt odcinków. Mam nadzieję, że tłumaczenie na rosyjski uchroni czytelników przed niedokończeniem opowieści.

    Dramaturgia fabuły wygląda przekonująco, trochę gorzko – niemożność gry w ulubioną grę i stosunkowo mała trwałość maści maskującej, trochę słodko – zakup super różdżki. Ponadto pojawiły się dwa zaskakujące spotkania, a nie tylko jedno. Zastanawiam się tylko nad dwiema rzeczami, po pierwsze, czy przypadkiem nie wykluczyłaś Allana z latania między słupkami, by nie pisać o sporcie, po drugie, czy nauczyciel powinien w swoich przytykach wykorzystywać szkolne przezwisko krążące raczej wśród uczniów niż nauczycieli. Ogólnie mówiąc, typowy belfer powinien mieć inne nastawienie do kujoństwa i ewentualne nielubienie powinno być sztuczne, wyrachowane polityką względem domu węża lub uzasadnione w odmienny sposób.

    W kolejnym rozdziale będzie zapewne więcej Lucjusza, Narcyzy i Dracona. Może pojawią się jakieś ciekawostki i rewelacje. Harry pewnie mocno przeżyje to spotkanie, ale nie sądzę, by wiązało się z mocnym przyspieszeniem akcji. Może stary arystokrata zacznie coś węszyć, sama koincydencja między zniknięciem Pottera a pojawieniem się syna mistrza eliksirów daje do myślenia. Albo też Allan i/lub jego ojciec wyciągną jakieś ciekawe informacje.

    O ile dobrze pamiętam, ten rozdział miał być dłuższy i powstał przez podział większej całości. Może kolejny pojawi się wcześniej? Znając Twój perfekcjonizm, pewnie nie i czytelnicy znów poczekają dwa miesiące.

    Pozdrawiam i życzę wena Apollo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy przypadkiem nie wykluczyłaś Alana z latania między słupkami, by nie pisać o sporcie
      Początkowo była to właśnie taka motywacja XD Jednak nic nie jest przesądzone. Jeśli będzie mi to fabularnie pasować, wrzucę też qudditch, na przykład wbrew zakazowi Snape (bo od kiedy Harry słucha Snape'a? :D).

      ogólnie mówiąc, typowy belfer powinien mieć inne nastawienie do kujoństwa
      Mówią, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Mój Snape podziela to zdanie :D Sama jestem z zawodu nauczycielem i o ile pilny uczeń to skarb, to taki, który przysłania wszystkich w klasie, nie jest dobrym zjawiskiem.

      Może kolejny pojawi się wcześniej? Znając Twój perfekcjonizm, pewnie nie i czytelnicy znów poczekają dwa miesiące.
      Jak dobrze mnie znasz :D Nie przewiduję, bo nie ma sensu, ale jak nie utknę na ostatniej scenie, którą teraz piszę, to będzie wcześniej.

      Pozdrawiam,
      Phoe

      Usuń
    2. "Jak nie utknę"
      Mam się bać? ;_;

      Usuń
    3. [i]Początkowo była to właśnie taka motywacja XD Jednak nic nie jest przesądzone. Jeśli będzie mi to fabularnie pasować, wrzucę też qudditch, na przykład wbrew zakazowi Snape (bo od kiedy Harry słucha Snape'a?[/i]


      A od kiedy Snape był miły i opiekuńczy dla Harryego? Myślę, że po takim piciu sobie z dzióbków Harry będzie raczej posłusznym, sytuacja odwrotna byłaby dziwna. Ale tak czy inaczej chłop powinien wyzdrowieć do czasu konfrontacji, potykanie się o własne nogi i niemożność latania na miotle ogranicza możliwości walki.


      [i]Mówią, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Mój Snape podziela to zdanie :D Sama jestem z zawodu nauczycielem i o ile pilny uczeń to skarb, to taki, który przysłania wszystkich w klasie, nie jest dobrym zjawiskiem.[i/]

      O ile dobrze kojarzę Twoje słowa, nie pracujesz w zawodzie nauczyciela. Jako doświadczony uczeń stwierdzam, że nauczyciele mają różny stosunek do kujonów. Nie mówiąc już o tym, że zarówno pana wiem to wszystko nie była typowym kujonem, jak i Snape belfrem od zawsze stroniącym od ideologi a la faszyzm. :))))

      [i]Jak dobrze mnie znasz :D Nie przewiduję, bo nie ma sensu, ale jak nie utknę na ostatniej scenie, którą teraz piszę, to będzie wcześniej.[/i]

      Utknęłaś? A może jeszcze nie wiesz czy...? :))))

      Pozdrawiam Apollo

      Usuń
    4. Dlaczego bycie miłym ma o czymś przesądzać? XD Moi wrogowie bywali dla mnie mili - z różnych powodów - i to o niczym nie świadczyło (ewentualnie o ukrytych motywach). Na razie jest między nimi pokój, ale nikt nie powiedział, że będzie trwał wiecznie. Wciąż uczą się ze sobą żyć, a Harry jest nastolatkiem - póki co nieco przestraszonym i zagubionym, ale jednak nastolatkiem.

      Pracuję w zawodzie od 5 lat. Mam swoje plany, bo przekwalifikowywałam się na co innego - to, co mnie kręci, jest zwyczajnie bardziej intratne - ale wciąż jeszcze uczę. A nawet jeśli nie, mam już wyrobioną opinię. Jasne, większa część nauczycieli myśli w ten sposób, ale Snape nie należy do większości. Nieraz krytykował nadgorliwe zachowanie Hermiony i miałam wrażenie, że irytuje go ono niepomiernie. To, że była z Gryffindoru, tylko dolewało oliwy do ognia.

      Sunę jak burza, ale niczego nie wykluczam, żeby nie strzelić sobie potem we własną stopę ;)

      Usuń
    5. Hm... Czy to sunięcie jak burza oznacza, że w najbliższych dniach ukaże się nowy odcinek, czy też - trochę wbrew uzusowi językowemu - zamierzasz kręcić się, kręcić w powietrzu i ominąć czytelników kilkutygodniowym łukiem? :)

      Pozdrawiam Apollo.

      Ps: w komentarzach znów pojawia się motyw matki chrzestnej, jeszcze nie widziałem go w żadnym ficku. Może Ci się przyda? :)

      Usuń
    6. Chyba będę się kręcić (zobacz ostatni komentarz). WIEDZIAŁAM, że u mnie to jak na loterii i wszystko może się zdarzyć. Niestety. Ale plus tej sytuacji? Rozdział nie będzie krótki. Mam już 5,5 tyś słów (14 stron) i końca nie widać ^^

      Matka chrzestna to sumie fajny pomysł, bo można dodać fabularnego twista. Może ją dorzucę podczas świąt bożonarodzeniowych (razem z ciotką Snape'a — Franczeską :D). Tylko nie mam pojęcia, kto mógłby nią być xD

      Usuń
  4. Och, to było cudowne. Tak mi się przyjemnie czytało. Wszyscy tacy mili dla siebie, zwłaszcza Snape zmienił się nie do poznania. Wygląd Harry'ego jest niezły, teraz będzie przystojniakiem :). Już się nie mogę doczekać Hogwartu! I w końcu wyszli do ludzi, a to muszę przyznać, wywołało u mnie dreszczyk ekscytacji. Nareszcie jakieś interakcje z ludźmi, którzy nie znają jego prawdziwej tożsamości. Z niecierpliwością oczekiwałam jak się jeden z drugim zachowa w tej czy innej sytuacji. I jestem z nich dumna, funkcjonują ze sobą dość naturalnie. Widzę już, że Hermiona polubiła Alana to zapowiada się ciekawie. Już widzę jak Ron nienawidzi syna Snape'a, a Hermiona próbuje przywrócić go do porządku. Określenie "w gorącej wodzie kąpany" doskonale oddaje jego charakter.
    Różdżka Harry'ego... no fajnie, że taka wyjątkowa, tylko czemu biała? Taki drobny szczegół, ale ciężko mi to oswoić. Będę musiała.
    No to teraz jestem ciekawa jak się rozwinie akcja z Lucjuszem. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i życzę weny ;)
    Wiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różdżka Harry'ego... no fajnie, że taka wyjątkowa, tylko czemu biała?
      Jest biała ponieważ drewno osiki jest białe :) A wybrałam osikę, ponieważ ma więcej możliwości (walka z wampirem), a także pasuje do Harry'ego, jeśli weźmie się pod uwagę informacje, które wyszperałam na temat różdżek.

      Wygląd Harry'ego jest niezły, teraz będzie przystojniakiem
      Tak w ogóle to on w kanonie nie był brzydki, więc ja go jedynie podrasowałam :) Miał przystojnych rodziców, a niejedna dziewczyna próbowały napoić go eliksirem miłosnym. Umawiał się też z Cho, która należała do grona najładniejszych dziewczyn w szkole. Na ile to wynik wyglądu, a na ile sławy, ciężko powiedzieć, ale ja przyjmuję oba te czynniki na równi, bo z tym drugim różnie bywało.

      Usuń
  5. Boże, jak ja się cieszę że wstawiłaś nowy rozdział. Już się nie mogłam doczekać kiedy to zrobisz :) Notka jak zwykle świetna. Czekam z niecierpliwością na kolejną
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,
    Trafiłam tutaj poszukując tłumaczenia innego opowiadania, ale muszę przyznać, że to opowiadanie, na które się natknęłam jest na prawdę genialne.
    Cóż mogę powiedzieć gratuluję talentu. Tekst jest miły w czytaniu, jednocześnie zaskakujący.
    Życzę sukcesów w pisarstwie, na prawdę Phoe masz świetne predyspozycje.
    Oby tak dalej :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,

    Na wstępie komentarza, zanim zapomnę, napiszę, że już drugi raz solidnie się naszukałam, gdzie u Cb na blogu trzeba kliknąć, żeby móc skomentować rozdział. Może dobrym pomysłem byłoby zrobienie czytelniejszego wejścia. A nóż więcej osób skomentuje?

    Ten rozdział bardzo mi się podobał. Po pierwsze, był takim rozdziałem psychologicznym, skoncentrowanym na relacji Harry-Snape, co bardzo lubię. Po drugie, bardzo podobała mi się scena z wyborem różdżki. Fajny pomysł z piórem pegaza. Chociaż powiem szczerze, że nienaturalne dla mnie było to, że Olivander się tak na temat tej różdżki rozgadywał zanim Harry wziął ją do ręki. Gdyby ten wykład był zrobiony w momencie, w którym Harry już ją ma, to byłoby to zrozumiałe - Olivander mówi mu co kupił. A taki długi wywód przed jej spróbowaniem był dziwny - najpierw Harry przewala stos różdżek, potem dłuuugaśny wykład na temat różdżki, którą nie wiadomo czy kupi ;p
    Trzecie, co mi się podobało, to rozgrywanie tego, jak Harry wchodzi w rolę Alana Snape'a. Czwarte - długość rozdziału :) więcej takich proszę :)

    Naprawdę czekam z niecierpliwością na następny rozdział :)

    p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślę nad dodaniem jakiegoś buttona lub zaznaczeniem tego wyraźniej. Dziękuję za komentarz i za zwrócenie uwagi :)

      Usuń
    2. Niestety z buttonem nie było problemów, ale odnośnik ciężko wstawić (musi generować się automatycznie, bo jest jeden na stronie głównej, a rozdziałów jest multum). Szukam dalej rozwiązania ;)

      Usuń
  8. Harry zawsze ma farta!
    najpierw miał bliźniaczą różdżkę z Voldim, a teraz (o dziwo) wybrała go jeszcze bardziej wyjątkowa różdżka
    Jedna z pierwszych wykonanych przez Ollivanderów (WoW) która na dodatek ma jakieś 2, 5 tysiąca lat

    Na dodatek wyprzystojniał :D

    OdpowiedzUsuń
  9. warto było czekać - <3

    weny!! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. wchodzę codziennie po kilka razy xD Kiedy będzie rozdzialik ? *.*

    OdpowiedzUsuń
  11. Swietnie opisałaś wszystkie wydarzenia na Pokątnej. Szczególnie wybór nowej różdżki mnie urzekł, chociaż nie potrafię powiedzieć, w czym ta scena była lepsza od pozostałych ;). No i spotkanie z Malfoyem... Tylko szkoda, że nie będzie mógł latać na miotle...
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. witaj;) piszesz wprost oblednie. masz niesamowicie bogate slownictwo.... az nie ma sie do czego przyczepic;) stwarzasz lekko mroczny, pelen tajemnic natroj;) bardzo mi sie podoba;)
    www.czarnekrolestwo.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Może na święta dasz nam jakiś rozdzialik? Wiesz, doda powera XD.aha jeśli znów nam będziesz kazała czekać dwa miesiące na kolejna notkę, powieszę się na pasku zadań windowsa.
    poza tym szantażem chciałam zaznaczyć, że rozdział jest taki w twoim typie. Tu jest luźna, miła notka, a tu nagle dałaś Malfoy'a. I znowu powróciło napięcie.
    mam jeszcze jedno pytanie io nie będzie darry proszę cię oby nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wieszaj się, proszę, bo kto mi będzie potem komentował? xD Drarry nie będzie. Harry jest HETERO, więc wszelkie drarrystki i slashystki muszą obejść się smakiem :) (a jeśli Draco okazałby się gejem, to ze względu na powyższe skończyłoby się na wzdychaniu do Harry'ego) Nie wykluczam jednakże, że w moim opowiadaniu mogą wystąpić bohaterowie lubiący tę samą płeć, bo tacy ludzie też na świecie istnieją.

      Ponoć tak mam, że zaczynam spokojnie i robię "bum" na końcu. Moja beta twierdzi, że to już mój znak firmowy :D

      Generalnie wciąż piszę, bo... wena mi zdechła >.< I don't know WHY!? *płacze* Tym bardziej że zaczęłam nowy projekt i wena mi się odradza, kiedy przeskakuję do drugiego opowiadania. Ale tamto chodziło za mną od sześciu miesięcy, więc może w tym rzecz. Może potrzebuje zwyczajnej odmiany? Tym razem SmH, ale niestandardowe, bo mam zamiar zrobić mega misz-masz. Jednakże nie publikuję, dopóki nie skończę pisać CAŁEGO opowiadania, więc spokojnie sobie stukam w klawiaturę, kiedy nachodzi ochota. MP dalej się pisze, ale wolniej, bo powód jak wyżej: zdechła wena.

      Usuń
    2. Severitus czy coś slashowatego?

      Usuń
  14. Nie przeszkadza mi to, że inni bohaterowie będą homo, byle mój Alan pozostał hetero. A co do twojej zdechłej weny, weź jej postaw flaszkę, daj jeszcze tradycyjną, polską kiełbasę, a nowy rozdzialik powstanie w czasie upojenia alkoholowego. Wiesz ludzie po pijaku piszą o tym co im leży na sercu. A jeśli to też nie pomoże, kup sobie nową wenę, jaki tu problem?

    PS. Kondolęcję z powodu krótkotrwałej śmierci twojej żony - Weny, składają przyjaciele Hp, zwanych czytelnikami.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wieszaj się, proszę, bo kto mi będzie potem komentował? xD Drarry nie będzie. Harry jest HETERO, więc wszelkie drarrystki i slashystki muszą obejść się smakiem :) (a jeśli Draco okazałby się gejem, to ze względu na powyższe skończyłoby się na wzdychaniu do Harry'ego) Nie wykluczam jednakże, że w moim opowiadaniu mogą wystąpić bohaterowie lubiący tę samą płeć, bo tacy ludzie też na świecie istnieją.
    ja jestem Yaoistką i co? xD Kocham to opowiadanie <3 ... ale miałam też zboczenie ze Snarry xD jezu ja chyba czytam wszystko, że wszystkimi xD

    OdpowiedzUsuń
  16. Weny Phoe! :) Czekam i czekam i będę czekać! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Matka chrzestna to sumie fajny pomysł, bo można dodać fabularnego twista. Może ją dorzucę podczas świąt bożonarodzeniowych (razem z ciotką Snape'a — Franczeską :D). Tylko nie mam pojęcia, kto mógłby nią być xD

    +++++
    Jeśli ma to być osoba żywa, postawiłbym na pewną emerytowaną historyczkę magii. Ponieważ była stara i schorowana nie mogła specjalnie zajmować się chrześniakiem etc. Możesz też albo wykorzystać (np. Alice Longbotom lub osobę zmarłą), albo wprowadzić nowy charakter.

    Szkoda, że ten blog zamarł. Nie widać ani nowego opowiadania, ani kontynuacji aktualnego.

    Pozdrawiam Apollo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nad tym pomyślę i pewnie wyjdzie w praniu :> Dziś wysłałam rozdział do bety, więc w następnym tygodniu szykuje się aktualka. Akcja nie poszła wiele do przodu per se, ale wyprułam z siebie wszystko, co miałam do dodania, więc w rozdziale dwudziestym drugim Harry jedzie do Hogwartu. Amen. Choć troszeczkę mi smutno, bo mi się fabuła popsuła i zupełnie inaczej to poszło, niż planowałam. Muszę teraz pewne pomysły wykorzystać gdzie indziej.

      Usuń
  18. Zaczęłam czytać wczoraj i połknęłam opowiadanie jednym tchem! Wreszcie coś na dobrym, książkowym poziomie. Bez Mary Sue, bez nieprawdopodobnych sytuacji, języka rodem z osiedlowej zbieraniny prawilnych dzieciaków, bez lukru, cukru pudru lub hektolitrów mroku i krwi. Jestem zadowolona.

    Niecierpliwie czekam na kolejne rozdziały i dołączam do grona członków-fanów bloga, żeby nie przeoczyć niczego. Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Staram się, jak mogę :)

      Usuń
  19. Cudny blog! Chyba mój ulubiony.
    Mam cichą nadzieję, że Harry będzie w Slytherinie. Bo Snape w Gryffindorze? To dziwnie brzmi. xD
    No życzę duuużo weny oraz aby rozdział pojawił się jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej,
    spotkał teraz Hermionę, ciekawe z tą różdżką, ma teraz wspaniałą...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Rss Mail Blogger Wykop Facebook Twitter More